Le Monde: Gruzja też jest winna wojny

Le Monde: Gruzja też jest winna wojny

Dodano:   /  Zmieniono: 
Zrzucanie odpowiedzialności za konflikt wokół Osetii Południowej wyłącznie na Rosję jest zbytnim uproszczeniem - pisze w "Le Monde" historyk z Oriel College na uniwersytecie w Oksfordzie Mark Almond.

Gazeta poświęca w piątek dużo miejsca sytuacji w Gruzji, zamieszczając komentarze na ten temat kilku ekspertów, którzy pod wieloma względami podzielają pogląd Almonda.

Zdaniem Almonda za winnych konfliktu rosyjsko-gruziński wokół Osetii Południowej należy uznać także Gruzję, która nie zadbała o swoje mniejszości, oraz Zachód, który przyjął inne standardy wobec dążeń niepodległościowych na Bałkanach i na Kaukazie.

Komentując postawę Moskwy, Almond przywołuje słowa Henry'ego Kissingera: "Żadne wielkie mocarstwo nie walczy wiecznie w defensywie". Zdaniem historyka, Rosja być może przerwała właśnie długi, zapoczątkowany za Michaiła Gorbaczowa, odwrót geopolityczny z państw, które stanowiły część Rosji jeszcze przed nastaniem reżimu komunistycznego.

"Jeśli mikropaństwo zdominowane przez mafię, takie jak Czarnogóra, może zostać uznane przez Zachód, dlaczego do niepodległości nie mogą aspirować państwa ułomne, prorosyjskie i nieuznawane (na świecie)? Ze względu na swą wyjątkową złożoność etniczną Gruzja jest post-ZSRR w miniaturze. Skoro Zachód nie zwlekał z uznaniem prawa nierosyjskich republik do oderwania się od ZSRR w 1991 r., na jakiej zasadzie twierdzi, że niegruzińscy mieszkańcy powinni pozostać w mikroimperium, które - tak się składa - jest prozachodnie ?" - pyta Almond.

Władzom gruzińskim zarzuca natomiast, że w 1992 r., jeszcze za Eduarda Szewardnadzego, zdecydowały się na wojnę, by przejąć kontrolę nad swoimi separatystycznymi regionami. "Ta +czystka+ w w rebelianckich regionach spowodowała falę 300 000 uchodźców(...) Zaś Micheil Saakaszwili od dojścia do władzy w 2004 r. niewiele zrobił dla uchodźców, a za to poświęcił 70 proc. budżetu na wydatki wojskowe" - pisze Almond.

Przypomina on, że w 2007 r. doszło w Gruzji do masowych protestów spowodowanych podejrzeniami o oszustwa wyborcze i zarzutami korupcji oraz nepotyzmu na rzecz klanu matki prezydenta Saakasziwlego. We wrześniu tego samego roku Saakaszwili zwrócił się przeciwko człowiekowi, który był wcześniej jego najbliższym sprzymierzeńcem: ministrowi obrony Irakliemu Okruaszwilemu.

"Bez względu na to, jak wygląda prawda, sam fakt, że dwóch ludzi, uważanych przez Zachód za bohaterów wielkich przemian po rządach Szewardnadzego, oskarża się nawzajem o tak straszne przewinienia, powinien nas powstrzymać przed pokusą wybierania lokalnego bohatera w polityce kaukaskiej" - pisze Almond.

Specjalizujący się w Kaukazie naukowiec pracujący we Francji Thornike Gordadze stawia natomiast zarzuty Stanom Zjednoczonym. "Rosja umierała z chęci stania się kimś, kogo nienawidzi najbardziej: nową Ameryką. Ameryką, która idzie na wojnę z Irakiem bez błogosławieństwa ONZ. Ameryką, która karze Serbię i patronuje powstaniu nowego państwa: Kosowa" - pisze autor, oceniając, że "interwencja wojskowa w Gruzji zawsze będzie nieudanym remake'iem interwencji w Iraku".

Zarzuty Saakaszwilemu stawia też była minister spraw zagranicznych Gruzji oraz przywódczyni partii Gruzińska Droga Salome Zurabiszwili. Zwraca ona uwagę, że Gruzji jest potrzebna prawdziwa demokracja, wolność mediów i swoboda życia politycznego. "Micheil Saakaszwili pozostanie przy władzy, bo uświęcili go Rosjanie, domagając się jego odejścia.(...) Nie może on jednak nadal rządzić sam, jak gdyby nic się nie stało" - pisze Zurabiszwili.

Podkreśla ona, że Rosjanie dobrze wiedzieli, gdzie uderzyć, by zadać Gruzji jak najboleśniejszy cios.

"Zbombardowanie na wzgórzu Kaspi linii kolejowej stanowiącej główną arterię handlową wschód-zachód, prowadzącą od Morza Kaspijskiego do Morza Czarnego i najważniejsze źródło dochodów państwa; bombardowania i zniszczenie infrastruktury w porcie Poti, a wcześniej terminalu portowego w Kulewi; atak na rurociąg Baku- Tbilisi-Ceyhan w celu sparaliżowania eksportu ropy i wreszcie zrzucenie z helikoptera trzech bomb zapalających na park narodowy Borżomi, jedną z głównych atrakcji turystycznych" - wymienia była minister.

Nawiązując do konieczności wycofania wojsk rosyjskich z Gruzji, Zurabiszwili pisze, że Gruzja może w tej sferze liczyć tylko na swych europejskich sojuszników. "Co do Amerykanów, co prawda zaostrzyli oni ton i popierają unijne inicjatywy, niemniej jednak podejmują inicjatywy, które mogą skomplikować tę operację w terenie: zwłaszcza zapowiedź rozmieszczenia w Polsce elementów tarczy antyrakietowej może teraz sprowokować Rosję do szukania okazji do zemsty" - ocenia b. minister.

pap, keb