Wystąpienie nowego szefa rządu planowano wstępnie na poniedziałek - tysiące działaczy opozycyjnych, zgromadzonych przed budynkiem parlamentu w Bangkoku, nie dopuściły jednak na miejsce ani premiera ani deputowanych.
We wtorek tłum nadal blokował Zgromadzenie Narodowe - ostatecznie premier wystąpił w siedzibie Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Jego przemówienie było na żywo transmitowane przez radio i telewizję. Kordon policji zatrzymał tłum, który na wieść o wystąpieniu Abhisita ruszył z parlamentu w kierunku MSZ.
W przemówieniu nowy szef tajlandzkiego rządu poruszył sprawę "konfliktów politycznych, paraliżujących scenę polityczną kraju i działania władz", ostrzegając przed skutkami takiej sytuacji dla gospodarki Tajlandii, w tym przede wszystkim dla turystyki. Dodał, iż jeśli wkrótce nie zostaną podjęte konkretne działania, kraj znajdzie się w okowach recesji. "Obecne konflikty stanowią objaw słabości kraju, tym groźniejszej, iż następuje w czasach najgorszego od stu lat kryzysu w gospodarce światowej" - mówił.
Demonstranci - znajdujący się obecnie w opozycji zwolennicy oskarżanego o korupcję byłego szefa rządu Thaksina Shinawatry - domagają się rozwiązania parlamentu i rozpisania przedterminowych wyborów.
Nowy szef rządu wezwał policję, by nie stosowała siły wobec demonstrantów, otaczających budynek parlamentu.
Kulminacją trwających od sierpnia niepokojów w Bangkoku było zajęcie przez demonstrantów - przeciwników Thaksina - w końcu listopada dwóch lotnisk w stolicy kraju Bangkoku. Ucierpiały na tym tysiące zagranicznych turystów.
ND, PAP