Wiceszef Czerwonego Krzyża w chińskiej prowincji Yunnan poinformował, że w wyniku eksplozji bomby przerzuconej przez granicę z Birmy do Chin zginęła jedna osoba a kilka zostało rannych.
Tysiące ludzi z obawy przed walkami uciekają z Kokang do Chin. "Global Times" informuje, że do soboty granicę przekroczyło około 30 tys. osób, w tym mieszkańcy regionu i prowadzący tam interesy chińscy biznesmeni.
Region Kokang zamieszkuje około 150 tys. ludzi, w tym duża chińska mniejszość etniczna. Birmański rząd ma niewielką kontrolę nad tym przygranicznym regionem, gdyż prawie 20 lat temu w zasadzie przekazał tam władzę miejscowym milicjom po podpisaniu z nimi zawieszenia broni.
Napięcie między rządem centralnym a mniejszością zamieszkującą region Kokang narastało w ostatnich miesiącach, ponieważ junta próbuje skonsolidować kontrolę nad krajem przed zapowiedzianymi na przyszły rok wyborami parlamentarnymi - pierwszymi od 1990 roku, kiedy wojsko zignorowało wygraną Narodowej Ligi na rzecz Demokracji. W tym celu chce ona siłą włączyć członków miejscowych milicji do rządowych oddziałów straży granicznej.
Zdaniem chińskich mediów, walki rozpoczęły się, kiedy birmańska armia przejęła kontrolę nad budynkami należącymi do jednej z tych milicji.pap, em