Nowy prezydent Hondurasu oskarża polityków o nielojalność

Nowy prezydent Hondurasu oskarża polityków o nielojalność

Roberto Micheletti, honduraski prezydent, mianowany przez partie reprezentowane w parlamencie po zamachu stanu sprzed trzech miesięcy, skarży się, że w obliczu zbliżających się wyborów prezydenckich niektórzy politycy dystansują się od niego, aby "lać wodę na własny młyn". - Czyż to nie oni głosowali w Kongresie za tym, abym zajął to stanowisko? - powiedział rozgoryczony prezydent w wywiadzie dla agencji EFE.
- Dziś te same partie, które na mnie głosowały, być może się nie zgadzają, ponieważ chcą pozyskać głosy wyborców" - dodał Micheletti. W ten sposób zareagował na propozycje niektórych honduraskich przedsiębiorców i polityków. Proponują oni, aby Micheletti ustąpił i chcą, aby Manuel Zelaya powrócił formalnie na stanowisko prezydenta, jednak bez prawa dokonywania zmian w rządzie i bez innych istotnych prerogatyw szefa państwa.

Siły międzynarodowe

Gwarantem dotrzymania tych warunkow miałyby być "siły międzynarodowe" złożone z 3.000 żołnierzy krajów Ameryki Łacińskiej "rządzonych przez konserwatystów". - Z chwilą gdy ludność, Sąd Najwyższy, Prokuratura i Kongres orzekną, że nie powinienem pozostawać na stanowisku, natychmiast spakuję fotografie, które tutaj mam (na biurku) i wracam do domu - oświadczył w wywiadzie Micheletti.

Obalony prezydent wzywa do broni?

Zapytany o stan wyjątkowy, który wprowadził w poniedziałek w kraju, zaostrzając rygory godziny policyjnej, Micheletti uzasadnił te nadzwyczajne środki, twierdząc, że "Zelaya wzywa do wojny partyzanckiej, wzywa do broni". Jednocześnie zapewnił, że sondaż, jaki zainicjował wśród ludności wykazuje, że od 87 do 90 proc. obywateli Hondurasu popiera "to, co się stało", to jest przeprowadzenie przez wojsko operacji odsunięcia Zelayi od władzy.

"Izolujemy ambasady"

Dziennikarz EFE przypomniał Michelettiemu, że Rada Bezpieczeństwa ONZ na nadzywczaajnym posiedzeniu potępiła honduraski rząd de facto za "akty zastraszania skierowane przeciwko ambasadzie Brazylii w Tegucigalpie", gdzie znalazł schronienie prezydent Zelaya. Wojsko i policja aresztowały pod ambasadą 150 zwolenników obalonego prezydenta.  Odpowiedź Michelettiego brzmiała: Jakie akty zastraszania? - Izolujemy ambasadę, aby nikt absolutnie nie mógł się tam dostać i dokonywać wobec nich aktów agresji lub obrażać ich. Zapewniam, że Zelaya korzysta nawet z internetu - dodał prezydent de facto, który podkreślił w wywiadzie, że Zelaya powinien stanąć przed sądem, aby odpowiadać za przestępstwa polityczne i pospolite.

PAP, dar


Czytaj także

 0