Czas na Radka Sikorskiego?

Czas na Radka Sikorskiego?

Dodano:   /  Zmieniono: 
Rangę Polski w relacjach amerykańskich najlepiej jest ocenić po tym, jak została przyjęta w Stanach Zjednoczonych niemiecka kanclerz, Angela Merkel. Amerykanie zaprosili ją do wystąpienia przez połączonymi izbami Kongresu i Senatu, jako drugiego polityka niemieckiego w historii, po Konradzie Adenauerze. Została przywitana i pożegnana owacją, a jej 40-minutowe wystąpienie zostało przyjęte więcej niż gorąco. Merkel była podejmowana nie tylko jako przywódca polityczny Niemiec, ale również jako przywódca Europy. I tak właśnie w pamięci Amerykanów to dzień 9 listopada 1989 roku, rocznica upadku Muru Berlińskiego, będzie dniem obalenia komunizmu...
Trudno uznać wizytę polskiego ministra spraw zagranicznych, Radosława Sikorskiego za udaną, jeżeli się uzna, że najważniejszy punkt wyjazdu nie został zrealizowany, a do tego stało się to w sposób, który trudno nie uznać za afront. Sikorski w trakcie trzydniowego pobytu w Waszyngtonie odbył kilka ważnych spotkań, m. in. z Johnem Kerrym, wpływowym politykiem Demokratów i szefem komisji spraw zagranicznych Senatu, czy generałem Jamesem Jonesem, doradcą Baracka Obamy od spraw bezpieczeństwa. Odbyło się też kilka ważnych dyskusji i spotkań, jako to w instytucie Brookings, poświęcone Partnerstwu Wschodniemu, czy spotkaniu z szeroką grupą amerykańskich kongresmenów.

Ważne te spotkania jednak tracą na blasku i znaczeniu w zderzeniu z tym, jak Sikorski został potraktowany przez swojego partnera, sekretarz stanu, Hilary Clinton. Polski szef MSZ pojechał do Stanów Zjednoczonych głównie po to, aby potwierdzić, że kurtuazyjna i turystyczna wizyta amerykańskiego wiceprezydenta Johna Bidena w Polsce jest początkiem paktu o partnerstwie strategicznym obu państw. Okazało się jednak, że Clinton wybrała spotkanie w Maroku z egipskim prezydentem, Hosni Mubarakiem, nad kilkadziesiąt minut rozmowy z szefem polskiego MSZ... Dialog strategiczny pomiędzy Polską i USA nie został podjęty...

Nie jest to przypadek;, w polityce na tym szczeblu nie ma przypadków, a każde tego rodzaju wydarzenie należy traktować jako wyraźny znak dyplomatyczny. Począwszy od rocznicy wybuchu II wojny światowej, na którą Amerykanie przysłali "rezerwowy skład" polityków, poprzez brutalne przekreślenie nadziei polskich sfer politycznych na szybką realizację tarczy antyrakietowej i wspomnianą kurtuazyjną - i bez znaczenia wizytę Bidena, aż do odwołania spotkania Clinton - Sikorski - wszystko to pokazuje, że Polska nie jest żadnym wyjątkowym partnerem, a wręcz została zepchnięta na peryferia amerykańskiej polityki zagranicznej. Przyczyn jest wiele, ale jedną z nich, czego się nie zapomina, był list przywódców państwa naszego regionu do administracji prezydenta Baracka Obamy.

Ten sławetny list emerytowanych polityków, znaczących postaci, ale wieku minionego, skierowany do Baracka Obamy, został odczytany nie tylko jako pouczenie i pretensje, ale również jako wezwanie do swoistej nowej zimnej wojny z Rosją. List ten pokazał, że politycy, którzy mają za sobą długie lata działalności i urzędowania na eksponowanych stanowiskach, nie potrafią zrozumieć logiki i pragmatyki politycznej Stanów Zjednoczonych, dla których w pierwszej kolejności liczy się rozwiązywanie problemów ważnych z ich punktu widzenia, szczególnie bezpieczeństwa, w wielu aspektach, następnie rozwiązywania problemów w punktach zapalnych naszego globu, a następnie dopiero zajmowaniem się państwami, co tu dużo kryć – peryferyjnymi. Nie było trudne do odkrycia, że inicjatorami tego dzieła byli polscy politycy – właśnie Radosław Sikorski i Adam Rotfeld, przy wydatnej pomocy Rona Asmusa - który jest również w tej chwili politykiem marginalnym w polityce amerykańskiej. I dlatego i Obama i jego wysokiej rangi urzędnicy omijają nasz kraj i naszych polityków z daleka... Warto również wspomnieć, że tak hołubiony i podziwiany w Polsce politolog amerykański, Zbigniew Brzeziński, ma mniej, niż ograniczony wpływ na amerykańską politykę zagraniczną i relacje z Polską.

Na drugim biegunie mamy Angelę Merkel i Niemcy. To była już druga wizyta niemieckiej kanclerz w Stanach Zjednoczonych, napięte niegdyś relacje z Barackiem Obamą zostały zamienione w szczerą sympatię. Niemcy to teraz najważniejszy partner polityczny Amerykanów w Europie, a Merkel uznawana jest za najsilniejszego i najważniejszego przywódcę europejskiego.

Polska polityka zagraniczna jest w wielkim impasie, nie liczą się z nią ani zza Atlantykiem, nasza pozycja w Unii Europejskiej jest również słaba. Polska, która powinna rozdawać karty polityczne w swoim regionie, nadawać ton polityki unijnej wobec Rosji, być w kolegium 6. najważniejszych państw całej Unii Europejskiej, a także w strukturach G-20 - jest na marginesie politycznym. Jest to w dużym stopniu również wina obecnego ministra spraw zagranicznych, Radosława Sikorskiego. Warto by się zastanowić, czy nie nadeszła pora na jego odwołanie. Cieszy się on wprawdzie wysokimi notowaniami - ale tylko w kraju. Na arenie międzynarodowej jego prestiż i znaczenie znacznie spadło. W momencie, kiedy polska polityka zagraniczna powinna zmienić swoje priorytety i znaleźć nowe drogi działania i normalizacji stosunków z Rosją, a także odbudowę naszej pozycji w Unii Europejskiej – powinno być to realizowane przez nowego szefa resortu spraw zagranicznych.

Wydaje się, że rola Sikorskiego w polskiej polityce zagranicznej i tym rządzie się wypełniła. Pytanie pozostaje otwarte, kto go może zastąpić.