Tysiące demonstrantów na ulicach Bankoku

Tysiące demonstrantów na ulicach Bankoku

Dodano:   /  Zmieniono: 
Dwóch tajskich żołnierzy zostało w poniedziałek rannych na skutek ataku przy użyciu granatów na bazę wojskową w Bangkoku. W mieście zgromadziły się dziesiątki tysięcy antyrządowych demonstrantów.
Nie wiadomo, kto stał za atakiem ani czy miał on bezpośredni związek z protestami zwolenników byłego premiera Thaksina Shinawatry. Doszło do niego jednak wkrótce po tym, jak premier Abhisit Vejjajiva odrzucił ich żądanie rozwiązania parlamentu i rozpisania nowych wyborów do południa w poniedziałek (godz. 6 czasu polskiego).

Abhisit oświadczył na żywo w telewizji, że nie jest to odpowiednia pora na wybory. "Wybory powszechne będą rozpisane dopiero wtedy, gdy zostaną ustalone zasady i w kraju zapanuje rzeczywisty spokój" - oznajmił. Dodał, że nie użyje siły wobec manifestantów. Zdaniem analityków, głosowanie bez trudu wygraliby zwolennicy Thaksina.

"Oblejemy krwią siedziby premiera"

Zwolennicy Thaksina zareagowali na oświadczenie premiera zapowiedzią, że zaczną we wtorek gromadzić dobrowolnie oddaną krew, by oblać nią wszystkie bramy kancelarii premiera, siedziby jego partii oraz jego rezydencji w Bangkoku.

Przedstawiciel policji płk Nattawat Attanibutt powiedział, że według wstępnych ustaleń granaty zostały wystrzelone w kierunku bazy z granatnika M-79.

Thaksin Shinawatra kierował rządem Tajlandii w latach 2001-2006. Został usunięty z urzędu w 2006 roku w wyniku zamachu stanu przeprowadzonego przez wojskowych zarzucających mu korupcję i nepotyzm. W 2008 roku został skazany zaocznie na dwa lata więzienia po zarzutem "konfliktu interesów" i nadużycia władzy. Anulowano mu też tajlandzki paszport. Obecnie przebywa na dobrowolnym zesłaniu w Dubaju. W ciągu czterech lat Tajlandia podzieliła się między zwolenników i wrogów Thaksina. Były premier wciąż jest popularny wśród biedniejszych warstw społecznych, szczególnie na wiejskiej północy kraju, skąd pochodzi Shinawatra. Jego przeciwnikami pozostają natomiast tradycyjne elity w Bangkoku.

PAP, im

 0

Czytaj także