Półsukces dyplomatyczny

Półsukces dyplomatyczny

Dodano:   /  Zmieniono: 1
To, że Polska będzie miała aż dwóch unijnych ambasadorów, jest sukcesem. Niestety, nie są to placówki dla nas strategiczne. Nie można też zapominać, że wielką klapą jest ogólna liczba Polaków w unijnych placówkach - na 1700 dyplomatów zaledwie kilkudziesięciu będzie z Polski.
Oczywiście z polskiego punktu widzenia najbardziej atrakcyjne byłyby placówki w byłym Związku Radzieckim. Naszym atutem jest znajomość sytuacji, specyfiki, a nawet mentalności. Ale. Na Rosję nie ma co liczyć, bo Polsce przypięto etykietkę rusofoba. Gruzja odpada z tego samego powodu. A na Ukrainie mamy ponoć interesy, choć Bogiem a prawdą owoców tego jak nie było, tak nie ma. Czyli cała nasza toplista odpada. Są jednak kraje, które mogłyby być dla Polski interesujące - np. kraje bałkańskie. Polska swoją drogą dobrze by zrobiła, gdyby zaczęła rozwijać swoje relacje z tą częścią świata.

Nie oszukujmy się, ani Jordania, ani Korea Południowa nie są krajami dla Warszawy szczególnie pociągające. Choć trzeba przyznać, że polscy ambasadorzy tam delegowani są jak najbardziej predysponowani do tych stanowisk - tu należy pochwalić polską stronę za to, że wytypowała kandydatów, spełniających merytoryczne wymagania.

Wrażenie jest zatem dobre - w kategoriach ilościowych wypadamy nieźle. Jest zatem czym się pochwalić. Radość mąci jednak fakt, że nie udało się zmienić niekorzystnych dla Polski zasad rekrutacji unijnych dyplomatów i w efekcie Polacy będą stanowili jedynie nikły odsetek unijnego korpusu.

 1

Czytaj także