Oficjalny bilans ofiar ostatnich gwałtownych protestów na zachodzie kraju, m.in. w Al-Kasrajn, wzrósł z 18 do 21 osób - poinformowały we wtorek władze, zaprzeczając informacjom, jakoby ofiar śmiertelnych było dwukrotnie więcej. - Potwierdzam, że od weekendu zginęło 21 osób. Inne dane, na temat 40 czy 50 ofiar śmiertelnych, są fałszywe - powiedział na konferencji prasowej minister ds. młodzieży, sportu i wychowania fizycznego Samir Labidi.
Wcześniej Międzynarodowa Federacja Praw Człowieka (FIDH) informowała, że w zamieszkach zginęło podczas weekendu co najmniej 35 osób, a Amnesty International szacowała, że są 23 ofiary śmiertelne. Podając poprzedni bilans, ministerstwo spraw wewnętrznych poinformowało, że w poniedziałek w Al-Kasrajn "grupy uzbrojone w koktajle Mołotowa i stalowe pręty atakowały posterunki policji. Funkcjonariusze musieli się bronić". Zginęło czterech "napastników", a ośmiu policjantów zostało rannych. Świadkowie informowali, że w poniedziałek wieczorem policja użyła gazu łzawiącego, gdy w dwóch miastach na zachodzie, Al-Kaf i Kafsa, doszło do nowych protestów. Zamieszki wybuchły pomimo poniedziałkowych zapewnień prezydenta o stworzeniu 300 tys. miejsc pracy do końca 2012 r.
W związku ze społeczną rewoltą, która wybuchła 17 grudnia po samospaleniu młodego Tunezyjczyka, od wtorku wszystkie szkoły i uczelnie w kraju są zamknięte. 26-letni Mohamed Bouazizi podpalił się przed budynkiem rządowym w Sidi Bouzid na znak protestu przeciwko bezrobociu. Policja skonfiskowała mu wózek z warzywami i owocami. Do końca ubiegłego tygodnia, jeszcze przed gwałtownymi zamieszkami podczas weekendu, informowano o śmierci czterech osób w trakcie protestów; dwie z nich popełniły samobójstwo.
Społeczne niepokoje na tle bezrobocia w Tunezji nie mają precedensu od czasu, gdy 23 lata temu władzę objął obecny prezydent Zin el-Abidin Ben Ali.pap, ps
