Mieszkańcy położonego w Patagonii Punta Arena od północy (godz. 4 czasu polskiego w środę) prowadzą strajk generalny. Podkreślają, że w wyniku podwyżki cen gazu koszty życia w tym mieście wzrosną o 25 proc. Miasto opuszczają turyści, którzy obawiają się kompletnego paraliżu. We wtorek zablokowana została m.in. droga na lotnisko, na które podróżni musieli docierać pieszo. W tym liczącym 120 tys. mieszkańców mieście nawet latem temperatura nie przekracza 15 stopni Celsjusza.
Dotąd chilijski region Magallanes (Magellana) był zawsze traktowany odrębnie ze względu na panujące w tej części Chile surowe warunki życia. Rząd dofinansowywał ceny gazu, który jest tu wydobywany i zużywany w wielkich ilościach. Pierwszym prezydentem Chile, który odszedł od tej tradycji, oświadczając w telewizji, że "zabawa się skończyła", jest obecny szef państwa, centroprawicowy polityk i wielki przedsiębiorca, Sebastian Pinera.
zew, PAP