Iracki węzeł gordyjski

Iracki węzeł gordyjski

Dodano:   /  Zmieniono: 
Wzmożona w ostatnich tygodniach aktywność partyzantów w Iraku ma na celu storpedowanie planu pozostawienia amerykańskich żołnierzy nad Eufratem i Tygrysem po 2011 roku.
Amerykański prezydent Barack Obama zapowiedział, że wraz z końcem 2011 roku do USA powróci ostatni amerykański żołnierz pełniący służbę w Iraku (obecnie służy tam około 45 tysięcy żołnierzy). W sierpniu ubiegłego roku Amerykanie zaprzestali wykonywania misji bojowych nad Eufratem i Tygrysem ograniczając się głównie do szkolenia i wspierania irackich sił bezpieczeństwa – zarówno policji, jak i sił zbrojnych. Według wielu analityków to właśnie obietnica opuszczenia Iraku przez US Army była jednym z powodów, dla których Obama wygrał wybory.

Od czasu wyborów minęły już jednak niemal cztery lata, a motywowana chęcią osiągnięcia bieżących korzyści politycznych obietnica opuszczenia Iraku nie powinna zostać zrealizowana. Zarówno w interesie Amerykanów, jak i Irakijczyków jest to, by wojska amerykańskie nad Eufratem i Tygrysem pozostały. Wprawdzie szkolenie irackich sił bezpieczeństwa przebiega całkiem dobrze (na pewno lepiej niż w przypadku sił afgańskich), to jednak do osiągnięcia pełnej zdolności bojowej potrzebują one jeszcze trochę czasu. Do końca roku nie ma szans ani na poprawę potencjału irackich formacji, ani na ostateczne rozbicie rebeliantów. Innymi słowy: gdy Amerykanie opuszczą Irak sytuacja może ulec pogorszeniu, bowiem Irakijczycy nie będą w stanie sami zadbać o własne bezpieczeństwo. Może w przyszłości będzie to możliwe – ale teraz na pewno nie.

O tym, że Irak wciąż potrzebuje US Army obie strony mówią otwarcie w nieoficjalnych rozmowach. Oficjalnie nikt jednak nie zabiera głosu w tej sprawie, ponieważ zmiana decyzji w temacie „Amerykanie w Iraku" nie przysporzy nikomu popularności. Amerykańskie społeczeństwo ma dość Iraku i chce jak najszybszego powrotu amerykańskich chłopców do domu. Irackie społeczeństwo również ma dość obecności obcych wojsk na terytorium swojego kraju. To sytuacja szczególnie trudna dla irackiego premiera Nuriego al-Malikiego, który chciałby prosić Amerykanów o przedłużenie misji, ale jednocześnie zdaje sobie sprawę jaką polityczną burzę może to wywołać. Iracki parlament musiałby poprzeć ten projekt większością dwóch trzecich głosów, a to mało prawdopodobne. W przypadku spektakularnej parlamentarnej porażki pozycja al-Malikiego, wybranego w dużym stopniu dzięki szyitom, których wspiera Iran, byłaby poważnie zagrożona. Pamiętajmy, że to właśnie szyici są głównym źródłem oporu wobec Amerykanów.

Al-Malikiemu z całą pewnością nie ułatwiają życia szyiccy partyzanci. W ostatnich tygodniach zintensyfikowali oni ataki na wojska amerykańskie. Efekt jest taki, że w czerwcu w Iraku zginęło aż 14 amerykańskich żołnierzy - najwięcej od połowy 2008 roku. Ataki mają na celu wymuszenie na Amerykanach rezygnacji z ewentualnej zmiany planów w kwestii pozostania w Iraku. Na razie strategia ta działa bardzo skutecznie – żadna ze stron nie ma odwagi, by głośno powiedzieć oczywistą prawdę: siły amerykańskie muszą w Iraku pozostać. I dlatego – chociaż muszą – wciąż nie wiadomo czy nad Eufratem pozostaną.
 0

Czytaj także