Ali Agca, turecki terrorysta, który dokonał zamachu na papieża, korzystał z ochrony działającego za pośrednictwem bułgarskiej służby bezpieczeństwa KGB.
Przypomniał o tym włoski katolicki dziennik "Avvenire", który podaje, że ówczesny szef KGB Jurij Andropov osobiście kierował operacją mającą "ocalić ZSRR".
Zbiegły z tureckiego więzienia Ali Agca został wykorzystany jako wykonawca zamachu na papieża. Pośredniczyli w tej akcji nie informowani o celach swojego działania agenci niemieckiej służby bezpieczeństwa Stasi i bułgarskich sił specjalnych - utrzymuje "Avvenire". Bez ochrony KGB Agca nie mógłby, przed zamachem na placu św. Piotra, swobodnie podróżować po krajach byłego bloku komunistycznego.
"Nie udało nam się odkryć, kto uzbroił rękę Ali Agcy, ale z pewnością zamachowiec nie działał sam i jestem przekonany, że nigdy nie ujawnił on prawdy" - twierdzi na łamach dziennika "La Repubblica" , włoski prokurator Antonio Marini, który kierował śledztwem w sprawie zamachu.
Jego zdaniem, piątkowe oświadczenie papieża, że "nigdy nie wierzył w istnienie śladu bułgarskiego" jest w rzeczywistości tylko praktycznym zastosowaniem zasady, by wszelkie wątpliwości interpretować na korzyść oskarżonego. Jak twierdzi, wbrew oświadczeniu papieża, Watykan już znacznie wcześniej potwierdzał istnienie "śladu bułgarskiego" domagając się, by zamachowiec, któremu Jan Paweł II publicznie udzielił przebaczenia już w cztery dni po zamachu, wyjawił całą prawdę.
"Agca w czasie, kiedy wydawało się, że mówi prawdę, zeznał, że został zwerbowany w Sofii przez tajne służby bułgarskie. Potem wszystkiemu zaprzeczył. Ale w śledztwie potwierdzono okoliczności jego pobytu w Bułgarii przed zamachem. Zostały one potwierdzone też przez prokuraturę bułgarską" - powiedział Marini, tłumacząc, że śledztwo w sprawie zamachu na papieża nie zostało uwieńczone sukcesem, bo włoskim organom ścigania nie udało się zrekonstruować "niektórych ogniw łańcucha prowadzącego od Agcy do jego mocodawców".
"Wielokrotnie zastawiano na nas pułapki i starano się wyprowadzić nas w pole". Marini przytacza tu odmowę Bułgarii, by włoska prokuratura mogła przesłuchać znajdującego się w owym czasie w bułgarskim areszcie i zmarłego później w Ankarze obywatela Turcji, członka ultranacjonalistycznej tureckiej organizacji "Szarych Wilków" Bekira Celenka. Według Agcy, był on łącznikiem pomiędzy tą organizacją a bułgarską tajną służbą bezpieczeństwa. Celenk, wydany przez władze bułgarskie Turcji, zmarł nie ujawniając prawdy.
em, pap
Zbiegły z tureckiego więzienia Ali Agca został wykorzystany jako wykonawca zamachu na papieża. Pośredniczyli w tej akcji nie informowani o celach swojego działania agenci niemieckiej służby bezpieczeństwa Stasi i bułgarskich sił specjalnych - utrzymuje "Avvenire". Bez ochrony KGB Agca nie mógłby, przed zamachem na placu św. Piotra, swobodnie podróżować po krajach byłego bloku komunistycznego.
"Nie udało nam się odkryć, kto uzbroił rękę Ali Agcy, ale z pewnością zamachowiec nie działał sam i jestem przekonany, że nigdy nie ujawnił on prawdy" - twierdzi na łamach dziennika "La Repubblica" , włoski prokurator Antonio Marini, który kierował śledztwem w sprawie zamachu.
Jego zdaniem, piątkowe oświadczenie papieża, że "nigdy nie wierzył w istnienie śladu bułgarskiego" jest w rzeczywistości tylko praktycznym zastosowaniem zasady, by wszelkie wątpliwości interpretować na korzyść oskarżonego. Jak twierdzi, wbrew oświadczeniu papieża, Watykan już znacznie wcześniej potwierdzał istnienie "śladu bułgarskiego" domagając się, by zamachowiec, któremu Jan Paweł II publicznie udzielił przebaczenia już w cztery dni po zamachu, wyjawił całą prawdę.
"Agca w czasie, kiedy wydawało się, że mówi prawdę, zeznał, że został zwerbowany w Sofii przez tajne służby bułgarskie. Potem wszystkiemu zaprzeczył. Ale w śledztwie potwierdzono okoliczności jego pobytu w Bułgarii przed zamachem. Zostały one potwierdzone też przez prokuraturę bułgarską" - powiedział Marini, tłumacząc, że śledztwo w sprawie zamachu na papieża nie zostało uwieńczone sukcesem, bo włoskim organom ścigania nie udało się zrekonstruować "niektórych ogniw łańcucha prowadzącego od Agcy do jego mocodawców".
"Wielokrotnie zastawiano na nas pułapki i starano się wyprowadzić nas w pole". Marini przytacza tu odmowę Bułgarii, by włoska prokuratura mogła przesłuchać znajdującego się w owym czasie w bułgarskim areszcie i zmarłego później w Ankarze obywatela Turcji, członka ultranacjonalistycznej tureckiej organizacji "Szarych Wilków" Bekira Celenka. Według Agcy, był on łącznikiem pomiędzy tą organizacją a bułgarską tajną służbą bezpieczeństwa. Celenk, wydany przez władze bułgarskie Turcji, zmarł nie ujawniając prawdy.
em, pap