Zdaniem obrońcy praw człowieka, grzywnę wymierzono mu z naruszeniem procedury. "Postanowienie (o grzywnie) dano mi do podpisu, kiedy sporządzono protokół o tym, że popełniłem wykroczenie administracyjne", a więc zanim jeszcze sama sprawa dotycząca tego wykroczenia została rozpatrzona - wskazał.
Kiedy zwrócił na to uwagę, powiedziano mu, że jest to projekt postanowienia i jest proszony o potwierdzenie, że zaznajomił się z nim. - Nasze prawo nie przewiduje takich dokumentów jak projekt postanowienia, to tak samo, jakby skazanego wcześniej zaznajomiono z wyrokiem. Uważam, że było to poważnym naruszeniem norm proceduralnych - powiedział działacz.
Jak informowała "Wiasna" po zatrzymaniu Bialackiego w sierpniu i oskarżeniu go o przestępstwa podatkowe, również Stefanowicz miał konta za granicą, o których dowiedziały się białoruskie służby. Chodzi o sumy, które według "Wiasny" były przekazywane przez fundacje zagraniczne na działalność organizacji, w tym na pomoc osobom prześladowanym na Białorusi z przyczyn politycznych.
Dane o koncie Bialackiego umożliwiające jego aresztowanie przekazała Białorusi Litwa; potem okazało się, że zrobiła to również Polska. Szef "Wiasny" czeka w areszcie na proces, grozi mu do siedmiu lat więzienia. Kwoty na koncie Stefanowicza były niższe niż w przypadku Bialackiego.
pap, ps
