"Kapitan Costa Concordii może uciec z Włoch. To nikczemnik"

"Kapitan Costa Concordii może uciec z Włoch. To nikczemnik"

Dodano:   /  Zmieniono: 
Costa Concordia przewróciła się w nocy z 13 na 14 stycznia (fot. EPA/MATTEO GUIDELLI/PAP) 
Prokurator prowadzący śledztwo w sprawie katastrofy statku Costa Concordia protestuje przeciw decyzji sądu, który postanowił umieścić kapitana jednostki Francesco Schettino w areszcie domowym. - Kapitan to nikczemnik i może uciec - ostrzegł prokurator. Dotychczasowy bilans katastrofy wycieczkowca Costa Concordia to 11 ofiar śmiertelnych. 22 osoby uznaje się za zaginione.
- Mamy powody, by sądzić, że może próbować wykręcić się od odpowiedzialności. Zarzucone mu przestępstwa są bardzo ciężkie, a biorąc pod uwagę jego osobowość myślę, że nie będzie siedział w domu i nie będzie czekał aż przyjdziemy po niego za kilka lat, by odbył karę 15 lat więzienia - ostrzegł szef prokuratury w mieście Grosseto Francesco Verusio. W ten sposób prokurator odniósł się do kary, jaka grozi Schettino w przypadku udowodnienia mu nieumyślnego spowodowania śmierci, wywołania katastrofy morskiej i  porzucenia statku. - Według mnie jego zachowanie było niegodne i niewybaczalne - ocenił Verusio nazywając kapitana "nikczemnikiem".

Prokurator odrzucił jako niewiarygodne tłumaczenia kapitana, który utrzymywał, że nie uciekł ze statku, a tylko poślizgnął się i wpadł do szalupy ratunkowej. - Przecież nawet wtedy mógł wrócić na pokład jako kapitan, czyż nie? - pytał. Jego zdaniem Schettino nie podjął "żadnej poważnej próby" powrotu na statek, czego zażądała straż przybrzeżna i nie starał się nawet zbliżyć do tonącej częściowo jednostki. - Schettino zostawił statek, kiedy trwała tam jeszcze ewakuacja pasażerów, którą koordynowali inni członkowie załogi -  przypomniał Verusio. To zaś, według niego, przeczy argumentacji kapitana, jakoby niemożliwe było kierowanie akcją ratunkową i ewakuacją.

W opinii prokuratora kapitan "nie wyglądał na skruszonego". - Żałował może statku i tego co jego może spotkać, ale nie tego, co zrobił -  ocenił szef prokuratury z Grosseto.

PAP, arb