Prokurator odrzucił jako niewiarygodne tłumaczenia kapitana, który utrzymywał, że nie uciekł ze statku, a tylko poślizgnął się i wpadł do szalupy ratunkowej. - Przecież nawet wtedy mógł wrócić na pokład jako kapitan, czyż nie? - pytał. Jego zdaniem Schettino nie podjął "żadnej poważnej próby" powrotu na statek, czego zażądała straż przybrzeżna i nie starał się nawet zbliżyć do tonącej częściowo jednostki. - Schettino zostawił statek, kiedy trwała tam jeszcze ewakuacja pasażerów, którą koordynowali inni członkowie załogi - przypomniał Verusio. To zaś, według niego, przeczy argumentacji kapitana, jakoby niemożliwe było kierowanie akcją ratunkową i ewakuacją.
W opinii prokuratora kapitan "nie wyglądał na skruszonego". - Żałował może statku i tego co jego może spotkać, ale nie tego, co zrobił - ocenił szef prokuratury z Grosseto.
PAP, arb
