28 lutego wieczorem Martin wracał do domu z zakupów. Zimmerman, który zauważył go, kiedy patrolował okolicę samochodem, zadzwonił na policję i powiedział, że podejrzewa 17-latka, iż ten "coś przygotowuje" i "chyba jest pod wpływem narkotyków". Policjanci polecili mu nie interweniować i czekać na radiowóz. Zimmerman nie usłuchał. Wysiadł z samochodu i - według dotychczasowych relacji - podszedł do nastolatka. Wywiązała się między nimi walka, w wyniku której Zimmerman zastrzelił Martina. Ten ostatni nie miał przy sobie broni.
"Uderzał moją głową o chodnik"
Według zeznań Zimmermana, po wyjściu z samochodu stracił on z oczu Martina i wrócił do swego auta. Martin tymczasem podbiegł do niego z tyłu, powiedział: "Masz ze mną problem?" i uderzył go w twarz. Cios powalił go na ziemię. Zimmerman twierdzi, że nastolatek uderzał jego głową o chodnik. W obawie o życie - zeznał - sięgnął po pistolet i strzelił do napastnika. - Wykażemy, że George Zimmerman działał w samoobronie w tym wypadku. To nie był przypadek rasowy - powiedział jego adwokat Craig Sonner.
Policja w Sanford oświadczyła, że po konfrontacji z Martinem Zimmerman miał ślady obrażeń i jego nos krwawił. Jego koszula na plecach była wilgotna i pokryta trawą. To ostatnie potwierdzałoby relację świadka, który powiedział, że widział dwóch mężczyzn walczących na trawniku.
Trevyon Martin zawieszony. Za narkotyki?
Do mediów przeciekły też informacje, że Trevyon Martin dzień przed swoją śmiercią został zawieszony w szkole na 10 dni za posiadanie marihuany. Adwokat jego rodziny powiedział jednak, że zarzut ten postawiono mu omyłkowo - znaleziono resztki narkotyku w torbie, która nie należała do niego. Matka 17-latka powiedziała: "Zabili mi syna, teraz chcą zabić jego reputację".
Rzecznicy rodziny ofiary zadają pytanie, dlaczego szczegóły zeznań zabójcy ujawniono dopiero po miesiącu. Zwracają też uwagę, że Zimmerman był o 20 kg cięższy od Martina, więc w walce wręcz 17-latek nie miał szans.
zew, PAP
