Arabia Saudyjska i Azerbejdżan pomogą Izraelowi zaatakować Iran?

Arabia Saudyjska i Azerbejdżan pomogą Izraelowi zaatakować Iran?

F-16 (fot. Cruiser21/Piotr M. Sikorski/Wikipedia/CC)
W razie ewentualnego ataku na Iran Izrael nie musiałby dokonywać go ze swego terytorium, lecz mógłby skorzystać z wysuniętych baz w państwach wrogo nastawionych do Iranu - Arabii Saudyjskiej, Azerbejdżanie, irackim Kurdystanie - uważa ekspert Paul Rogers.

Rogers, profesor uniwersytetu w Bradford, konsultant grupy badawczej ORG (Oxford Research Group), w publikacji "International Security Monthly Briefing" polemizuje z teoriami bagatelizującymi możliwość izraelskiego ataku na Iran i uwypuklającymi potencjalne trudności. Wśród okoliczności czyniących ewentualny izraelski atak ryzykownym i  trudnym wymienia się m.in. to, że izraelskie lotnictwo musiałoby operować daleko od swoich baz, oraz to, że zniszczenie wszystkich pilnie strzeżonych instalacji w jednym ataku jest mało prawdopodobne.

Zjednoczą się przeciwko Iranowi?

"Z powodu strachu przed Iranem Arabia Saudyjska widziałaby dla siebie korzyści w izraelskim ataku. Jest wprawdzie bardzo mało prawdopodobne, by Saudyjczycy zgodzili się na to, aby Izrael umieścił służące do ataku maszyny na ich terytorium, ale instalacje dla samolotów bezzałogowych, rozpoznawczych i nawet samolotów-cystern to zupełnie inna sprawa" -  napisał Rogers. "Izraelski personel wojskowy w ostatnich latach pracowicie działał na  rzecz zbliżenia z Kurdami w północno-wschodnim Iraku, angażując się m.in. w szeroko zakrojony program szkolenia paramilitarnych sił peszmergów. Nieoficjalne doniesienia mówią o tym, że Izrael ma w irackim Kurdystanie wymierzone w Iran instalacje podsłuchowe i obserwacyjne" -  dodał. Rogers nie wyklucza, że w razie ataku działania izraelskich samolotów bezzałogowych, operacje poszukiwawczo-ratownicze i akcje sił specjalnych mogłyby być prowadzone z irackiego Kurdystanu.

Najważniejszym sojusznikiem militarnym Izraela w regionie jest Azerbejdżan. W lutym oba państwa podpisały umowę o dostawach broni wartości 1,6 mld USD. Jak zaznacza Rogers, "jedną z anomalii regionu jest to, że w armeńsko-azerskim sporze o Górski Karabach Iran jest po  stronie chrześcijańskiej Armenii". 

Izrael gotowy do walki

Pisząc o przygotowaniach do ewentualnego ataku, Rogers wskazuje, że  Izrael nabył ponad 120 samolotów myśliwsko-bombowych dalekiego zasięgu F-15 oraz F-16, wyposażył je w najnowocześniejsze oprzyrządowanie elektroniczne rodzimej produkcji i usprawnił system uzupełniania paliwa w  powietrzu. Zainstalował ponadto liczne pociski balistyczne i  manewrujące, a bezzałogowe samoloty w wersjach rozpoznawczych i bojowych są od lat jedną ze specjalności izraelskiego przemysłu zbrojeniowego.

Izrael ma też doświadczenie w ofensywnych operacjach z dala od swego terytorium. Rogers przypomina, że z początkiem 2009 r. zaatakował konwoje z bronią dla Hezbollahu w pobliżu Port Sudan, odległego od  Izraela o 1,3 tys. km. Izraelskie lotnictwo dużo inwestowało też w  elektroniczne systemy przeciwdziałania środkom obrony powietrznej, w  czym korzysta z technologicznych osiągnięć USA.

Izrael uderzy w irański przemysł?

Rogers nie wyklucza też, że w przypadku zaatakowania Iranu celami ataku byłyby nie tylko instalacje nuklearne, lecz także zakłady przemysłowe i placówki naukowo-techniczne. Uczyniłoby to odbudowę zakładów bardzo trudną bądź nawet niemożliwą. Podobną taktykę Izrael zastosował w grudniu 208 roku w operacji Płynny Ołów przeciwko Hamasowi w Strefie Gazy, niszcząc nie tylko jego obiekty, ale również wydział inżynierii tamtejszego uniwersytetu i  szkołę policyjną, co utrudniło odbudowę dokonanych zniszczeń i  utrzymanie porządku.

"Izraelski atak na Iran byłby wyjątkowo trudny, ale trzy aspekty -  wiele lat przygotowań, mnogość celów, które mogłyby zostać zaatakowane oraz dostępność wysuniętych baz - powinny być wzięte pod uwagę w ocenie prawdopodobieństwa wojny i korzystnych skutków dla Izraela, o których będą przekonywać wojskowi planiści tego kraju" - stwierdził Rogers w  konkluzji. Ze swojej analizy wyprowadza wniosek, że ewentualny atak Izraela pociągnąłby za sobą dużą liczbę ofiar wśród ludności cywilnej, Azerbejdżan musiałby się liczyć z odwetem ze strony Iranu, na czym skorzystałaby Armenia, a irański rząd, mimo iż jest niepopularny w  społeczeństwie, uzyskałby silne poparcie Irańczyków dla akcji odwetowej.

ja, PAP

Czytaj także

 0