Rozpoczynający się w środę jesienny pobór obejmuje także ok. 175 tys. mężczyzn. Jednak generał Wasilij Smirnow, odpowiedzialny w sztabie generalnym rosyjskiej armii za pobór rekrutów, powiedział, że w sumie tylko co dziesiąty z nich trafi do wojska. Ogółem w tym roku będzie to 10,3 proc. poborowych.
Dla porównania, w 1994 roku pobór zaowocował wcieleniem do armii 27 proc. poborowych.
Nie zmienia się niski poziom wykształcenia poborowych. Zaledwie 3,2 proc. legitymuje się wyższym wykształceniem, a co czwarty ukończył szkołę średnią.
"Pozostali nie są zdolni do obsługi nowoczesnego, skomplikowanego wyposażenia wojskowego i trafiają do rezerwy, ponieważ nie mają szans na zdobycie specjalistycznych kwalifikacji" - powiedział generał Smirnow.
Potwierdza to głosy krytyki, jakie słychać w Rosji, że do wojska trafiają głównie mężczyźni z ubogich środowisk, ze wsi i małych miasteczek.
Pod koniec roku w rosyjskiej armii będzie 1 130 000 żołnierzy (na początku roku było 1 162 000). Służba zasadnicza trwa dwa lata, a w marynarce wojennej - trzy lata.
sg, pap