Największy dom publiczny Europy (aktl.)

Największy dom publiczny Europy (aktl.)

Dodano:   /  Zmieniono: 
Tak nazwał niemiecki psycholog ze szkoły policyjnej niemiecko-czeskie pogranicze, na którym - jak alarmuje UNICEF - wciąż rośnie zjawisko dziecięcej prostytucji.
Jak poinformowali w Berlinie przedstawiciele UNICEF, dzieci i młodzież oferuje turystom usługi seksualne na stacjach benzynowych i w przydrożnych zajazdach. "Nie wolno nam dłużej godzić się z tym, że niemieccy turyści świadomie poszukują dzieci w celach seksualnych. To jest przestępstwo" - powiedziała Christina Rau, żona prezydenta RFN, sprawująca patronat nad niemieckim oddziałem UNICEF-u.

Działacze UNICEF-u opierają się na naukowej pracy poświęconej dzieciom uprawiającym nierząd, napisanej przez Catherinę Schauer, która od 1995 r. udziela pomocy niepełnoletnim osobom wykorzystywanym seksualnie przez dorosłych na niemiecko-czeskiej granicy.

Z jej badań wynika, że nad granicą powstał zorganizowany rynek usług seksualnych świadczonych przez dzieci. Klientami są obywatele RFN z przygranicznych landów -  Bawarii i Saksonii. Ofiary pochodzą z biednych, wielodzietnych rodzin z Moraw i Słowacji.

Cytowany przez agencję DPA psycholog ze szkoły policyjnej w  Villingen-Schwenningen, Adolf Gallwitz, określił niemiecko- czeskie pogranicze jako "największy dom publiczny Europy". Szacuje on liczbę niemieckich turystów poszukujących seksualnych wrażeń na pograniczu na 100 tys.; połowa z nich korzysta z usług dzieci.

Przewodnicząca niemieckiej sekcji UNICEF-u Reinhardt Schlaginweit zarzuciła opinii publicznej w Niemczech, że "zamyka oczy" przed zjawiskiem dziecięcej prostytucji. "Niemieckie i  czeskie władze muszą poważniej podejść do tej sprawy, dostosować ustawy do rzeczywistości i działać bardziej zdecydowanie - tak jak w przypadku walki z handlem narkotykami lub bronią" - powiedziała.

W Pradze premier Valdimir Szpidla odrzucił zarzuty niemieckiego UNICEF-u. Te twierdzenia są "nierealistyczne i nie odzwierciedlają sytuacji - powiedział szef czeskiego rządu. - Uważamy prostytucję i  dziecięcą pornografię za wielkie zło, jednak należy podejmować kroki oparte na realistycznej analizie sytuacji".

Z kolei urzędniczka czeskiego MSW Jitka Giuricova uznała w  telewizji publicznej, że raport UNICEF-u, przedstawiony w  Berlinie, "jest nieprawdziwy i prawdopodobnie motywowany przez szczególne wysiłki pewnych organizacji pozarządowych w celu zdobycia środków finansowych".

em, pap