Polemizując z sugestiami rodziców ofiar i części mediów, że dziewczynki porywano na zlecenie siatki pedofilskiej, Langlois zwrócił uwagę, że Dutroux stosował niemal te same metody co w połowie lat 80., kiedy porywał dziewczynki i kobiety, żeby je tylko zgwałcić. Różnica polegała na tym, że w latach 80. wypuszczał je, a 10 lat później więził i mordował.
Dutroux zarzuca się, że porwał i więził łącznie sześć dziewczynek i zamordował cztery z nich. Jest też oskarżony o zamordowanie jednego ze wspólników i zgwałcenie trzech Słowaczek. Jego żona i dwaj inni wspólnicy odpowiadają za to, że - różnym stopniu - mu w tym pomagali.
Langlois, prowadzący śledztwo w tej sprawie od października 1996 roku zapewnił też w pierwszym dniu swoich zeznań, że nie był poddawany "żadnej presji ani ze strony żandarmerii, ani polityków".
Zupełnie odmiennymi wrażeniami podzielił się z sądem w ubiegły czwartek sędzia śledczy Jean-Marc Connerotte, którego odsunięto od śledztwa w jego wczesnej fazie i zastąpiono Langlois. Connerotte ze łzami w oczach opowiadał, jak żandarmeria postraszyła go wyrokiem śmierci, jakoby wydanym nań przez świat przestępczy zapewne tylko po to (jak sądzi), by przydzielić mu ochronę i kontrolować każde jego posunięcie.
Sędzia śledczy Langlois był w minionych latach oskarżany przez część rodziców ofiar i opinii publicznej o podejrzanie skwapliwe odsuwanie na bok wszelkich śladów mogących świadczyć o zaangażowaniu w porwania osób trzecich. Ślady te są przedmiotem osobnego śledztwa, które jeszcze nie zostało formalnie zakończone.
Zainteresowanie zeznaniami Langlois jest tym większe, że od 1996 roku skrupulatnie przestrzegał on przepisów zabraniających mu kontaktów z mediami. Konsekwentnie nie odpowiadał na krytykę sposobu, w jaki prowadził śledztwo. Teraz przed sądem powiedział, że "bierze (za to) pełną odpowiedzialność".
Skarżył się, że musiał prowadzić śledztwo, mimo że Dutroux systematycznie odmawiał "bezpośredniej konfrontacji". Wolał kierować do sędziego śledczego "długie listy, w których opisywał warunki pobytu w areszcie i manipulacje, których - jak twierdził - jest przedmiotem".
Prócz zeznań Langlois innym poniedziałkowym "wydarzeniem" była zgoda Dutroux, żeby fotoreporterzy i kamerzyści telewizyjni robili mu zdjęcia. Przed tygodniem skorzystał z prawa oskarżonego do "ochrony wizerunku" i skłonił sąd, żeby wydał zakaz robienia mu zdjęć w sali sądowej. Wywołało to ostry spór mediów z sądem. Fotoreporterzy złamali zakaz i kilka gazet opublikowało wizerunki Dutroux bez obowiązkowego w takich wypadkach czarnego paska na oczach. Dutroux oświadczył, że zmienił zdanie, żeby uniknąć zarzutów, iż próbuje manipulować prasą.
"Nie ma sensu przedłużać tego zakazu, ponieważ jego podobizny zostały opublikowane niemal wszędzie" - przyznał jeden z obrońców Dutroux, Ronny Baudewijn. "Gdybyśmy wiedzieli, że będzie taka reakcja, nigdy nie wnioskowalibyśmy o taki zakaz. Nie chcemy odwracać uwagi od sprawy" - dodał adwokat.
em, pap