Wolność rozjechana czołgami

Wolność rozjechana czołgami

Dodano:   /  Zmieniono: 
Piętnaście lat temu, w nocy z 3 na 4 czerwca 1989 roku, czołgi "rozjechały" na centralnym placu Tiananmen w Pekinie chińskie marzenia o demokracji. Do dziś nie rozliczono winnych tej rzezi.
Na Placu Bramy Niebiańskiego Spokoju - Tiananmen - przez siedem tygodni demonstrowały tysiące chińskich studentów domagających się demokratyzacji systemu. Wielu obserwatorom chińskiej sceny politycznej w 1989 roku wydawało się wówczas, że ruch Pekińskiej Wiosny - jak nazwano tygodnie ówczesnych wystąpień studenckich - stanowił naturalne przedłużenie fali demokracji, płynącej w tych latach przez niemal cały świat komunistyczny. Studenci wznieśli na pekińskim placu posąg "Bogini Demokracji", dla którego wzorem była nowojorska Statua Wolności. Mimo zachodnich symboli, chińskie wydarzenia miały rodzime korzenie i zrodziły się z marzeń o demokracji, pojmowanej głównie jako narzędzie walki z niesprawiedliwym systemem.

W nocy z 3 na 4 czerwca na oczach świata czołgi i wozy pancerne armii chińskiej zmiotły znajdujących się na placu ludzi, namioty, a także "Boginię Demokracji". Po siedmiu godzinach, o świcie 4 czerwca, Tiananmen był pusty.

Do dziś nie wiadomo, jaka była faktyczna liczba ofiar - w końcu czerwca tamtego roku ówczesny mer Pekinu przyznał tylko, że w czasie akcji zginęło 200 demonstrantów, w tym - 36 studentów. Nieoficjalne szacunki mówią o dwóch, a nawet więcej tysiącach zabitych. Liczba aresztowanych sięgała natomiast trzech tysięcy.

Od 15 lat władze nie odpowiadają na ponawiane co roku apele opozycji i rodzin młodych ludzi, poległych na placu, o rewizję ocen sprzed 15 laty, potępiających demonstrującą młodzież za "kontrrewolucyjny spisek", o "nowy początek" -  dialog i pojednanie. Niczego pod tym względem nie zmieniło objęcie najwyższych urzędów przez przedstawicieli tzw. czwartego pokolenia przywódców na czele z prezydentem Hu Jintao i premierem Wen Jiabao. Za odpowiedź można uznać nieustające represje wobec uczestników tamtego protestu. Kilkanaście lat po masakrze, w chińskich więzieniach - jak szacują zachodnie organizacje praw człowieka -  nadal pozostaje kilkuset uczestników tych wydarzeń.

Wang Dan, jeden z przywódców Pekińskiej Wiosny, po masakrze spędził cztery lata w więzieniu. W 1995 r. ponownie go aresztowano i skazano na karę 11 lat. Odzyskał wolność w 1998 r. i został odesłany na emigrację do USA. Wu'er Kaixi (czyt.Wuer K'haj-si) -  charyzmatyczny Ujgur, znany ze swej telewizyjnej dyskusji z  premierem Li Pengiem, zdążył uciec z Chin, podobnie jak dysydentka Chai (Cz'haj) Ling. Inni nie mieli tyle szczęścia - Chen Ziming (czyt. Cz'hen Dzy-ming), Wang Juntao (Wang In-thao) zostali skazani na 13 lat więzienia. Założyciel nielegalnego pierwszego wolnego związku zawodowego w Chinach - Han Dongfang spędził dwa lata w areszcie.

Także w tym roku przed rocznicą masakry kolejni dysydenci zostali osadzeni w areszcie domowym, ponieważ władze starają się zapobiec rocznicowym wystąpieniom. Na trzy dni przed rocznicą rzecznik chińskiego MSZ po raz kolejny bronił pogromu, powtarzając iż przed 15 laty w centrum stolicy Chin doszło do "niepokojów na tle politycznym", a interwencja sił bezpieczeństwa "zadecydowała o ustabilizowaniu sytuacji, a tym samym - o dynamicznym rozwoju chińskiej gospodarki oraz znaczniejszym udziale Chin w działaniach na rzecz pokoju i rozwoju świata".

Zapadają też nowe wyroki w sprawach kolejnych grup dysydentów - w tym internautów, biorących udział w dyskusjach w sieci na temat demokracji.

W końcu maja grupa chińskich i zagranicznych naukowców wystosowała - podobnie jak w ostatnich latach - list otwarty do  władz z żądaniem przeprowadzenia śledztwa w sprawie wydarzeń na  placu Tiananmen. Zażądano też, żeby odpowiedzialni za masakrę "publicznie poprosili naród o wybaczenie".

Na trzy dni przed rocznicą rzecznik chińskiego MSZ po raz kolejny bronił pogromu, powtarzając iż przed 15 laty w centrum stolicy Chin doszło do "niepokojów na tle politycznym", a interwencja sił bezpieczeństwa "zadecydowała o ustabilizowaniu sytuacji, a tym samym - o dynamicznym rozwoju chińskiej gospodarki oraz  znaczniejszym udziale Chin w działaniach na rzecz pokoju i rozwoju świata".

Gospodarcze otwarcie Chin na świat, jakie nastąpiło w ostatnich latach i zostało uwieńczone przyjęciem tego kraju do Światowej Organizacji Handlu (WTO), zmusiło jednak władze w Pekinie do podejmowania działań mających w zamierzeniu złagodzić krytykę światowej opinii publicznej z powodu łamania praw człowieka w ChRL. I tak w  ostatnich latach rząd w Pekinie podpisał w sumie siedem międzynarodowych konwencji dotyczących tych praw - w tym Konwencję Praw Obywatelskich i Politycznych. W odpowiedzi Zachód -  a przede wszystkim USA - nawiązały "konstruktywny dialog" z  Pekinem.

W ciągu ostatnich 10 lat chińska gospodarka rozwijała się w  imponującym tempie - średnio ok. 10 procent rocznie. Tak dynamiczny rozwój oznacza jednak także obawy przed przegrzaniem gospodarki chińskiej, wzrost bezrobocia, upadek nierentownych przedsiębiorstw oraz coraz większą korupcję w kręgach władzy.

em, pap