Gruziński prezydent przypomniał, że proponował Osetyjczykom bardzo szeroką autonomię a także - znaczny udział we władzach centralnych Gruzji.
W ubiegłym tygodniu w walkach gruzińsko-południowoosetyjskich zginęło 24 żołnierzy gruzińskich a 50 zostało rannych. Wzrost napięcia w tej roponośnej części świata wywołał zaniepokojenie w głównych stolicach. W Waszyngtonie apelowano o "wygaszenie napięcia i doprowadzenie do postępu w procesach politycznych". Zaniepokojenie sytuacją wyraziła też Unia Europejska, wzywając strony by "wykazały maksimum powściągliwości i w pełni przestrzegały warunków układu o przerwaniu ognia".
W zeszły czwartek rząd Gruzji - jak podano, w geście dobrej woli - wycofał swe oddziały z zajętych wcześniej strategicznych wzgórz w pobliżu Cchinwali, stolicy Południowej Osetii. Jednocześnie poinformowano o przekazaniu kontroli nad tymi terenami trójstronnym siłom pokojowym, w skład których wchodzą Rosjanie, Gruzini i Południowi Osetyjczycy.
Stutysięczna Południowa Osetia, która 13 lat temu proklamowała się samodzielną republiką, jest - podobnie jak inne separatystyczne terytorium gruzińskie, Abchazja - niezależna od Tbilisi i w znacznym stopniu funkcjonuje dzięki nieoficjalnemu poparciu Moskwy. 80 proc. mieszkańców ma rosyjskie paszporty, a walutą jest rosyjski rubel.