Marta Roels: Sporo się mówi o pana wystąpieniu w Bundestagu, w którym wyjaśniał pan Niemcom, że po Żydach to polscy obywatele ucierpieli najbardziej na skutek działań III Rzeszy. Czy dało ono naszym sąsiadom do myślenia?
W Polsce informacje o tym spotkaniu osiągnęły łącznie blisko milion odsłon w różnych formatach. Tymczasem wersja niemieckojęzyczna miała kilkukrotnie mniejszą oglądalność – około dwieście tysięcy odsłon. Widać więc wyraźną dysproporcję. Zainteresowanie po stronie niemieckiej było mniejsze, choć trzeba uczciwie dodać, że po spotkaniu pojawiła się także relacja w niemieckiej telewizji, a materiał ten był sprzedawany kilku innym redakcjom, więc jakieś echo istniało. Z pewnością było ono jednak znacznie skromniejsze niż w przypadku polskiej opinii publicznej.
Skąd to się bierze? Po pierwsze, Niemcy są dla nas problemem ogromnym, natomiast dla nich Polska nie jest problemem, który przysłaniałby całą resztę ich debaty publicznej. Po drugie, mamy do czynienia z bojkotem AfD przez niemieckie media, co oznacza, że lepiej o tej partii nie mówić ogóle – nawet krytycznie – niż mówić cokolwiek, także o spotkaniach z jej udziałem. Te dwa wątki zbiegły się w czasie. Zostałem zaproszony do Berlina przez kilku polityków AfD wyłącznie jako historyk. Moim celem nie było wpisywanie się w jakąkolwiek ich propagandę, lecz przedstawienie, jak w Polsce postrzega się historię stosunków polsko-niemieckich i doprowadzenie do tego, by ten sposób myślenia dotarł do niemieckiej świadomości.
Czemu Niemcy do dziś wzbraniają się przed jakąkolwiek próbą zadośćuczynienia polskim ofiarom niemieckich zbrodni? Czemu są ślepi i głusi na fakty? Może to świadomie strategia każdego niemieckiego rządu?
Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App Store i Google Play.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
