Śmiertelna Jeanne (aktl.)

Śmiertelna Jeanne (aktl.)

Dodano:   /  Zmieniono: 
Co najmniej 1500 osób zabił na Haiti huragan Jeanne. Zniszczył większość upraw ryżu i owoców i zrównał z ziemią miasto Gonaives. Haiti grozi wybuch epidemii.
Według danych obrony cywilnej Haiti, dotychczas wydobyto zwłoki 1330 osób, a 1056 uznaje się za zaginione. Liczba rannych sięga 2602 osób. Przedstawiciel obrony cywilnej Abel Nazaire przyznał, że wielu -  jeśli nie większość - z zaginionych najprawdopodobniej nie żyje. Dodał, ze pomoc nie dotarła jeszcze do wielu niedostępnych rejonów bowiem droga prowadząca z miasta Gonaives do Cap Haitien na  północy kraju jest zablokowana przez błotno-ziemne lawiny.

Huragan pozbawił dachu nad głową ok. 300 tys. osób, w tym 200 tys. w Gonaives (na ogólna liczbę 250 tys. mieszkańców). Miasto jest wiec praktycznie zrównane z ziemią. Do Gonaives skierowano dodatkowe oddziały sił pokojowych ONZ, aby zapobiec grabieżom i rozbojom.

Tymczasem dowódca sił ONZ, brazylijski generał Augusto Heleno Pereira, skrytykował zbyt wolne tempo dostarczania pomocy ofiarom żywiołu.

W Gonaives pomoc żywnościową ONZ otrzymało zaledwie 25 tys. osób. Huragan zniszczył większość upraw ryżu i owoców. Haiti jest wiec skazana na pomoc zewnętrzną. Wszystko to grozi katastrofą ekologiczna i humanitarna na olbrzymią skalę.

"Sytuacja jest krytyczna. Nawet ci, którzy nie zostali bezpośrednio poszkodowani nie mają co jeść, są pozbawieni wody, lekarstw i pomocy lekarskiej ponieważ infrastruktura organów państwa - i tak słaba - po tej tragedii praktycznie nie istnieje" -  powiedział Pereira. Dodał, że wiele osób cierpi na biegunkę, co w katastrofalnych warunkach higienicznych i przy panującym upale grozi wybuchem epidemii. Zanotowano liczne wypadki gangreny, zwłaszcza wśród dzieci.

Dokonuje się amputacji kończyn w "horrendalnych warunkach" -  powiedział Pereira.

Zdaniem ekspertów ONZ, tylko kompleksowe podejście do problemu pomocy dla Haiti może być wyjściem z obecnej sytuacji.

Żywioł przeszedł też nad Florydą. Z prędkością dochodzącą do 193 km/godz wdarł się nad stały ląd niemal w tym samym miejscu, co huragan Frances trzy tygodnie temu. Ulewne deszcze zamieniły ulice w wielu miejscowościach w rwące potoki, zaś w powietrzu fruwały fragmenty zerwanych dachów, tablice reklamowe i znaki drogowe. Pozrywane zostały niezliczone linie energetyczne, pozbawiając dopływu prądu ok. 1,5 mln domów, ośrodków handlowych i biur. Olbrzymie fale i wicher poważnie uszkodziły niezliczone budynki, w tym wielopiętrowe apartamentowce (tzw. kondominia), stojące często bardzo blisko wybrzeża Atlantyku. Co najmniej trzy osoby nie żyją.

Późnym popołudniem huragan osłabł i został zakwalifikowany jako tropikalny sztorm.

Był to już czwarty huragan, który zdewastował Florydę w ciągu zaledwie 6 tygodni. A do końca tegorocznego, bezprecedensowego, sezonu huraganów pozostały jeszcze dwa miesiące. Według meteorologów, podobnie niszczycielskie ataki huraganów przeżył w 1886 r. Teksas. Poprzednicy Jeanne - huragany Frances, Charley i Ivan - zabiły na Florydzie co najmniej 70 osób i spowodowały straty sięgające miliardów dolarów.

Władze federalne prowadzą zakrojoną na szeroką skalę akcje niesienia pomocy poszkodowanym.

em, pap