Irak ma "półrząd"

Irak ma "półrząd"

Dodano:   /  Zmieniono: 
Irak utworzył swój pierwszy od pół wieku demokratycznie wybrany rząd, kończąc trzymiesięczny impas polityczny, który sparaliżował starania o położenie kresu przemocy i odbudowę kraju.
Rząd jest jednak na  razie niekompletny, bo nie rozstrzygnięto sporów m.in. o obsadę resortów obrony i ropy naftowej.

275-miejscowy parlament ogromną większością głosów udzielił wotum zaufania gabinetowi zaproponowanemu przez premiera Ibrahima Dżafariego, przywódcę religijnej partii szyickiej Dawa. W ten sposób przestała istnieć próżnia polityczna, jaka powstała, gdy po  wyborach powszechnych 30 stycznia nie udało się szybko utworzyć nowego rządu.

Oklaski rozległy się w sali posiedzeń Zgromadzenia Narodowego, gdy jego przewodniczący ogłosił, że rząd otrzymał wotum zaufania 180 głosami przeciwko pięciu. Dziewięćdziesięciu deputowanych nie  było podczas głosowania.

Zrządzeniem losu gabinet Dżafariego rozpoczął urzędowanie w dniu 68. urodzin byłego dyktatora Iraku Saddama Husajna, który oczekuje w więzieniu pod Bagdadem na proces za zbrodnie wojenne i zbrodnie ludobójstwa.

"W tej podróży było wiele krwi, słów, potu i łez, aż do dnia, kiedy nasz naród zaufał wam i powierzył odpowiedzialność [za losy kraju]" - powiedział Dżafari deputowanym przed głosowaniem.

Gdy otrzymał wotum zaufania, oświadczył: "Jest to pierwszy krok w  budowie nowego Iraku", i zapewnił, że "nikt nie zostanie wykluczony z udziału w polityce", także ci, którzy "nie zasiadają w gabinecie".

W gabinecie Dżafariego, pomyślanym jako rząd jedności narodowej na trudny okres przejściowy, znaleźli się przedstawiciele trzech największych społeczności etnicznych i wyznaniowych Iraku: szyitów, Kurdów i arabskich sunnitów, a także Turkmenów i  chrześcijan. Najwięcej, bo 17, jest szyitów. Stanowią oni 60 procent ludności Iraku, a za Saddama byli dyskryminowani.

Dżafari powołał do rządu sześć kobiet i powierzył im między innymi resorty łączności, nauki i techniki, przesiedleń i migracji oraz ochrony środowiska.

Choć tworzenie rządu trwało od połowy lutego, Dżafariemu nie  udało się skompletować pełnej listy ministrów z powodu sporów o  obsadę niektórych kluczowych resortów. W rezultacie wakują stanowiska dwóch z czterech wicepremierów, a kilka tek obejmą osoby w charakterze p. o. ministrów. Sam Dżafari będzie na razie kierował resortem obrony, a wicepremier Ahmad Szalabi, świecki szyita i były faworyt Pentagonu, resortem ropy naftowej.

Według agencji Reutera, powołanie Szalabiego na wysokie stanowiska rządowe może wywołać konsternację, bo według sondaży jest on jednym z najbardziej niepopularnych polityków irackich.

Ministrem spraw wewnętrznych został szyita Bajan Dżabbor, a  ministrem finansów inny szyita, Ali Abdul Amir Alawi.

Powierzeniu szyicie kluczowego stanowiska ministra spraw wewnętrznych towarzyszą obawy - wyrażane między innymi przez Amerykanów - że zechce on zrobić czystkę w swoim resorcie i usunąć z niego wielu arabskich sunnitów, byłych oficerów w armii i  służbach Saddama Husajna, przyjętych po weryfikacji przez dotychczasowego premiera Ijada Alawiego.

Partie szyickie, które mają większość w parlamencie, zakwestionowały w ostatniej chwili kandydatów na urząd wicepremiera i ministra obrony, zgłoszonych przez ugrupowania Arabów sunnickich, twierdząc, że działali oni w saddamowskiej partii Baas. Niezadowolony z tego wiceprezydent Ghazi Jawer, arabski sunnita, zażądał w czwartek, aby Dżafari obsadził te  stanowiska - sunnitami - "w ciągu najbliższych dwóch dni".

W rządzie Dżafariego nie ma przedstawicieli Listy Irackiej dotychczasowego premiera Ijada Alawiego, świeckiego szyity, który domagał się urzędu wicepremiera i czterech tek ministerialnych i  nie zgodził się na proponowane jego ugrupowaniu dwie teki. Lista Iracka ma w parlamencie 40 mandatów.

Powołanie rządu kończy długi impas polityczny, który w ostatnich tygodniach coraz bardziej drażnił i niepokoił Irakijczyków. U  wielu z nich przywódcy iraccy zyskali sobie opinię niezdecydowanych i niewrażliwych na niedolę ludności, cierpiącej wskutek partyzanckiego terroru i odczuwającej skutki wojennych zniszczeń.

Krytycy wyrażali też obawę, że ciągłe opóźnienia w kompletowaniu rządu ośmielają partyzantów, którzy po okresie względnego spokoju tuż po wyborach powszechnych z 30 stycznia zaczęli w ostatnich tygodniach nasilać ataki na irackie siły bezpieczeństwa i wojska koalicyjne.