Aubenas pisze, że w sobotę około 11:00 ona i jej przewodnik zostali wywołani z piwnicy zwykłym okrzykiem "Numer 5 i numer 6, toaleta". Tym razem jednak strażnik dodał po angielsku: "Dzisiaj Paryż" i zabrał ich do pomieszczenia, gdzie Husajn Hanun al-Saadi dostał białą galabiję, zaś ona - tradycyjny, czarny kobiecy strój, chidżab. Wtedy jeden ze strażników wyjął skrzynkę, w której ułożone były kolejno foliowe worki. W jednym z nich był zegarek i kolczyki dziennikarki; w drugim pierścień i zegarek przewodnika. Wszystko to przypominało Florence Aubenas więzienny depozyt. Każdą rzecz, jaką miała w momencie porwania przed pięcioma miesiącami, dostała z powrotem - w tym portfel z pieniędzmi i torbę ze wszystkimi dokumentami.
Potem zakładnicy zostali poczęstowani herbatą i pieczonym kurczakiem. Florence Aubenas otrzymała nawet niespodziewany prezent: dwa pierścionki i buteleczkę perfum.
Na miejsce przekazania zakładników dojeżdżają samochodem. Porywacze najpierw polecają, aby podczas kontroli na punktach kontrolnych Aubenas nie kryła się z tym, że jest dziennikarką, zaś Hanuna al-Saadiego przedstawiała jako swojego przewodnika -relacjonuje gazeta. Potem zmieniają zdanie - Francuzka ma zakryć twarz i udawać żonę szofera, a w razie, gdyby ktoś ją o coś pytał, ma wybuchać płaczem i udawać osobę w depresji.
Podróż kończy się koło godz. 16:00 w Bagdadzie, gdzie z samochodu wyciąga ją oficer francuskiego wywiadu, powtarzając "to już koniec, to już koniec". Chwilę później informowany na bieżąco prezydent Jacques Chirac dzwoni do rodziny Aubenas i szefostwa "Liberation". Na razie wiadomość ma być zachowana w tajemnicy; opinia publiczna dowiaduje się dopiero nazajutrz, w niedzielę, gdy Aubenas jest już w drodze do Francji.
em, pap