Ma akredytację upoważniającą do wykonywania na Białorusi obowiązków dziennikarskich.
Jak powiedział, białoruskie służby w czasie kontroli granicznej na dworcu w Grodnie odebrały mu cztery kasety z nagraniami telewizyjnymi. Na jednej miał nagrane - w języku białoruskim - rozmowy z działaczami Związku Polaków na Białorusi, które miały być wykorzystane w magazynie "Tydzień białoruski", przygotowywanym przez ośrodek TVP w Białymstoku. Pozostałe trzy kasety nie zawierały nagrań z Białorusi.
Funkcjonariusze zatrzymali też materiały prasowe, które dziennikarz miał przy sobie, m.in. wydruki depesz agencyjnych i oświadczeń dotyczących Białorusi.
Wawrzeniuk poinformował, że z powodu tej kontroli nie mógł odjechać pociągiem, do którego wsiadł, ale dopiero następnym, nad ranem w czwartek. Białorusini wydali mu zaświadczenie, że zatrzymują kasety do "przejrzenia", na 10 dni.
Dodał też, że przy wjeździe na Białoruś (wjeżdżał służbowym samochodem przez przejście w Bobrownikach, z operatorem i oświetleniowcem, którzy zostali na Białorusi) nie miał takich kłopotów, choć kontrola trwała długo.
Dyrektor białostockiego oddziału TVP Jacek Popiołek wystosował w czwartek po południu protest skierowany na ręce konsula generalnego Białorusi w Białymstoku, prosząc go jednocześnie o wyjaśnienie sytuacji i pomoc w odzyskaniu kaset.
"Zatrzymanie nagrań traktujemy jako przejaw utrudniania wykonywania obowiązków służbowych dziennikarzowi Telewizji Polskiej" - napisał dyrektor Popiołek.
ss, ks, pap