Waszyngton udał, że nowa niepomyślna wiadomość z Bagdadu nie jest taka zła. "Dyskusje nadal się toczą - powiedział rzecznik Departamentu Stanu, Sean McCormack. - [Negocjatorzy] spotykają się, aby ukończyć tekst".
Również premier Iraku Ibrahim Dżafari przejawiał optymizm. Powiedział reporterom, że kolejne opóźnienie pozwoli przekonać do projektu konstytucji "naszych braci sunnickich". Podkreślił, że "w całej historii nie było wypadku, by konstytucję opracowano w tak krótkim czasie i w tak trudnych warunkach", jak teraz w Iraku.
Ze 153 artykułów projektu konstytucji ogromna większość nie budzi sporów, podobnie jak jej kwieciście napisana preambuła, zaczynająca się słowami: "My, synowie Mezopotamii, ziemi proroków, miejsca spoczynku świętych imamów, przywódców cywilizacji i twórców alfabetu, kołyski arytmetyki (...)".
Najostrzejszy spór dotyczy tego, czy Irak ma być państwem scentralizowanym, jak dotychczas, czy federacją regionów. Kurdowie i znaczna część partii szyickich są za federalizacją państwa, ale arabska mniejszość sunnicka gwałtownie oponuje, obawiając się, że będzie dyskryminowana przy podziale dochodów z ropy, której największe złoża znajdują się na szyickim południu i na pograniczu irackiego Kurdystanu.
Arabscy sunnici ostrzegli, że jeśli partie szyickie i kurdyjskie zechcą przeforsować własny projekt konstytucji wykorzystując swą ogromną przewagę w parlamencie, może dojść do wojny domowej.
Zapowiedzieli też, że spróbują odrzucić ustawę zasadniczą w zapowiedzianym na październik referendum konstytucyjnym.
Rzecznik rządu Lejs Kubba oświadczył w czwartek, że jeśli impas miałby się przedłużać, rząd jest gotów zaryzykować próbę sił w referendum.
Jakby politykom irackim mało było sporów o konstytucję, w środę wieczorem i w czwartek rano wiele miast kraju było widownią starć między bojowcami radykalnego duchownego szyickiego Muktady as- Sadra i milicją czołowej szyickiej partii religijnej SCIRI. W świętym mieście szyitów Nadżafie zginęło osiem osób. W Bagdadzie sadryści podpalili trzy lokalne biura SCIRI.
W czwartek Muktada as-Sadr i przywódca SCIRI Abdel Aziz al-Hakim wezwali swoich zwolenników do zaniechania przemocy, ale w miastach szyickich, m.in. w Diwanii w polskiej strefie stabilizacyjnej, utrzymuje się napięcie.
Trzydziestokilkuletni Muktada jest popularny wśród szyickiej biedoty. W ciągu minionych dwóch lat jego bojowcy kilkakrotnie wywoływali rebelie i prowokowali starcia. Teraz Muktada wykorzystał kolejny trudny moment polityczny dla rządu, by powiększyć swe wpływy i pokazać, że władze muszą liczyć się z jego ruchem.
Rebelianci zaatakowali na południe od Kirkuku konwój 15 samochodów należących do prezydenta Iraku, kurdyjskiego przywódcy Dżalala Talabaniego, i zabili ośmiu jego ochroniarzy, a ranili 15. Prezydent był jednak w tym czasie w Bagdadzie.
W rejonie Al-Asim, 120 kilometrów na północ od Bagdadu, rebelianci próbowali zabić innego polityka kurdyjskiego, wicepremiera Rousza Szawejsa. Podczas ataku na konwój, w którym jechał, zginął jeden cywil, a sześciu zostało rannych, ale Szawejs nie ucierpiał.
W prowincji Wasit w polskiej strefie stabilizacyjnej policja znalazła w czwartek ciała 36 ofiar przemocy, zabitych strzałami w głowę i wrzuconych do płytkiej rzeki w pobliżu drogi prowadzącej do Badrah, miasta przy granicy z Iranem. Policja przypuszcza, że byli to szyiccy rekruci.
ss, pap