"Washington Post" twierdzi, że o istnieniu i lokalizacji tych więzień wiedziała jedynie garstka przedstawicieli władz USA i zazwyczaj jedynie prezydent i kilku najwyższych funkcjonariuszy wywiadu krajów, gdzie te więzienia się znajdują.
W tajnych dokumentach Białego Domu, CIA, Ministerstwa Sprawiedliwości i Kongresu USA obiekty te określane są jako "czarne miejsca".
Dziennik pisze, że więzienia znajdowały się w ośmiu krajach, w tym w Tajlandii i Afganistanie i "kilku krajach demokratycznych Europy Wschodniej", których nazw nie ujawniono ze względów bezpieczeństwa.
Zdaniem "Washington Post", CIA we wszystkich tych obiektach umieściła ponad 100 podejrzanych, przy czym ta liczba nie uwzględnia zatrzymanych w Iraku.
Więźniowie dzielili się na dwie kategorie. Pierwsza - około 30 zatrzymanych - to główni podejrzani o terroryzm, którzy byli przetrzymywani w miejscach bezpośrednio finansowanych i zarządzanych przez amerykański wywiad. Dziennik informuje, że właśnie ci więźniowie znajdowali się w obiektach w Europie Wschodniej.
Druga kategoria obejmowała podejrzanych mających mniejsze znaczenie dla wywiadu i ci kierowani byli do placówek wywiadowczych w Egipcie, Jordanii, Maroku, Afganistanie i innych krajach.
Większość z "czarnych miejsc" została powołana i utrzymywana z pieniędzy przyznanych przez Kongres USA - twierdzi "Washington Post". Dwa z nich - w Tajlandii i w Guantanamo na Kubie - zostały zamknięte w 2003 i 2004 roku - dodaje dziennik.
ss, pap