Natascha Kampusch opowiada o wolności

Natascha Kampusch opowiada o wolności

18-letnia Austriaczka Natascha Kampusch, porwana i więziona przez osiem lat, zaczyna dzielić się wrażeniami z odzyskanej wolności. W austriackiej telewizji ORF udzieliła pierwszego wywiadu telewizyjnego.
"Byłam incognito na lodach" - powiedziała uśmiechnięta Natascha dziennikarzowi ORF. Poszła na lody w towarzystwie opiekującego się nią psychiatry, w chustce na głowie i okularach przeciwsłonecznych, żeby jej nie rozpoznano.

Natascha Kampusch została porwana 2 marca 1998 roku przez niejakiego Wolfganga Priklopila; udało się jej uciec 23 sierpnia 2006 roku. Po ucieczce Nataschy jej porywacz, 44-letni technik, popełnił samobójstwo rzucając się pod pociąg.

Natascha powiedziała w telewizji, że czuje się dobrze, "biorąc pod uwagę okoliczności". Czas spędza "wypoczywając po trudach ucieczki", rozmawia przez telefon z rodzicami. Powiedziała też, że w poniedziałek i we wtorek spotkała się z matką.

Lekarz, który zbadał Nataschę, kiedy odzyskała wolność, nie znalazł żadnych obrażeń ani śladów przemocy seksualnej. Wypowiadała się sprawnie. Była natomiast roztrzęsiona i blada, jakby od dawna nie wychodziła na słońce. Na widok swego ojca wybuchła płaczem.

18-letnia Natascha napisała wtedy o swoim porywaczu m.in.: "Nie był moim panem, chociaż chciał być. Byłam równie silna. Mówiąc obrazowo, nosił mnie na rękach, a jednocześnie kopał".

Teraz dziewczyna mówi, że chce przede wszystkim uzupełnić wykształcenie - zrobić maturę i być może iść na studia, chociaż jeszcze nie wie, na jakie. Chce też podróżować - rejs statkiem w towarzystwie rodziny, wyprawa pociągiem do Berlina... Nie wyklucza, że napisze książkę o swoich przejściach, natomiast nie chce, żeby ktoś inny wypowiadał się o jej życiu jako ekspert. Planuje też założenie fundacji, która będzie pomagać ludziom, np. takim, których spotkał podobny los.

Także o przejściach w niewoli Natascha po raz pierwszy opowiedziała w środę w telewizji. "To było straszne" - powiedziała, opisując, jak porywacz przetrzymywał ją w piwnicy przez pierwsze pół roku. Dopiero potem mogła wejść do domu Priklopila, np. żeby pozmywać naczynia.

Początkowo wolno jej było tylko czytać gazety, po dwóch latach porywacz pozwolił jej słuchać radia. Wmawiał dziewczynce, że rodzice wcale jej nie szukają, później twierdził, że siedzą w więzieniu.

Natascha opowiedziała też, że na własną prośbę obchodziła z porywaczem swe urodziny, Wielkanoc, Boże Narodzenie. Wieloma prezentami Priklopil chciał zagłuszyć wyrzuty sumienia - uważa dzisiaj dziewczyna. Swego porywacza uważa za paranoika.

pap, ss

Czytaj także

 0

Czytaj także