Paradoksalnie bowiem do tej pory to Łukaszenka był gwarantem niepodległości Białorusi. Mimo całej gadki o tworzeniu wspólnej strefy gospodarczej, politycznym zbliżeniu i "braterstwie" Łukaszenka nigdy nic w tym kierunku nie robił. Socjalistyczna gospodarka Białorusi żyła sobie z Rosji notując prawie 5 proc wzrost gospodarczy, a Łukaszenka zapewniał "brata" Putina, że każdy inny przywódca w Mińsku oznacza dla Moskwy prawdziwe kłopoty. Teraz tak dobrze nie będzie. Mimo stworzenia rezerwy na okoliczność podwyżki cen gazu, cła importowe na ropę mogą poważnie zakłócić bilans gospodarczy Białorusi, a to - z pomocą rosyjskiej telewizji - doprowadzi do kryzysu politycznego.
Łukaszenka z pewnością łatwo się nie podda. W ciągu najbliższego roku będzie dążył do kolejnych kryzysów energetycznych. Każdy taki kryzys jest niekorzystny dla Rosji, gdyż musi się z niego tłumaczyć przed unią. Z drugiej jednak strony każdy kolejny kryzys to argument dla zwolenników Gazociągu Północnego, których niemiecka prezydencja w UE będzie wspierać. I tak źle i tak nie dobrze. Pewne jest natomiast, że zbliżający się rok będzie kluczowy.