Andrzej Poczobut spędził pięć lat w białoruskiej kolonii karnej. Pod koniec kwietnia na granicy polsko-białoruskiej doszło do wymiany więźniów zgodnie z modelem „pięć za pięć”. Wśród uwolnionych znalazł się właśnie wspomniany dziennikarz.
Poczobut zabrał głos po dwóch tygodniach wolności. Poruszające słowa
Po ponad dwóch tygodniach na wolności Andrzej Poczobut został zapytany, czy śni mu się kolonia karna. – Tak, takie sny miewam. Zdziwiło mnie to, dlatego że kiedy byłem w więzieniu, praktycznie w ciągu tych pięciu lat może kilka razy – dwa, trzy – śniło mi się, że jestem w więzieniu. Przeważnie śniła mi się wolność. A teraz tendencja jakby się odwróciła. Dosyć często śni mi się więzienie – powiedział na antenie RMF FM.
Pytany o szczegóły odparł: „Bez wątpienia to jest coś mało przyjemnego, takie sny”. – Ale ja bym nie chciał tak głęboko wpuszczać… Przecież słuchają tego nie tylko ludzie mi życzliwi. Wroga do swojej świadomości nie chciałbym tak głęboko wpuszczać – dodał Poczobut.
Dziennikarz mówił także, że przez lata zamknięcia miał nadzieję, że wyjdzie na wolność, ale pojawiały się też momenty, kiedy myślał, że ze względu na bardzo ciężkie warunki jego „stan zdrowia może doprowadzić do tego, że nie opuści więzienia”. – Obawiałem się, że już nie będę w Grodnie, że nie zobaczę rodziców, nie zobaczę żony, dzieci – mówił.
Poczobut chce wrócić na Białoruś. „Jestem gotów takie ryzyko podjąć”
Czy Andrzej Poczobut nie boi się, że może ponownie trafić do kolonii karnej, jeśli wróci na Białoruś? – Ale sedno sprawy jest takie, że nie chciałem wyjeżdżać i konsekwentnie odmawiałem wyjazdu, dopóki nie pojawiła się propozycja, że wyjadę z prawem powrotu. I dlatego w odróżnieniu od przytłaczającej większości więźniów politycznych, którzy są wywożeni z Białorusi, ja mam w rękach swój paszport białoruski – zaznaczył.
– Zostałem ułaskawiony przez Łukaszenkę, chociaż nie zwracałem się, nie prosiłem go o łaskę, nie uznałem winy, to jednak zostałem ułaskawiony, co mi zakomunikowano. Ta procedura była nawet nagrywana przez funkcjonariuszy, którzy odczytywali mi rozporządzenie Łukaszenki. Formalnie żadnych powodów do tego, żeby mnie wtrącać do więzienia nie ma. Ale wiadomo, zawsze istnieje ryzyko. Takie ryzyko jest i jestem gotów takie ryzyko podjąć. Moje miejsce jest na Białorusi. Moje miejsce jest przy działaczach Związku Polaków – podsumował wątek Andrzej Poczobut.
Czytaj też:
Tarczyński niewpuszczony do Wielkiej Brytanii. Chce pozwać premieraCzytaj też:
Burza po słowach Mentzena o Ukraińcach. Ministerstwo: To populistyczna bzdura
