Żyjemy w kulturze narcystycznej. Naukowczyni o „szaleństwie widzialności”

Żyjemy w kulturze narcystycznej. Naukowczyni o „szaleństwie widzialności”

Prof. Magdalena Szpunar
Prof. Magdalena Szpunar Źródło: Archiwum prywatne / Magdalena Szpunar
Kiedy nasze życie stało się czymś, co można oglądać jak serial? Jedzenie, związki, wakacje, praca, treningi, żałoba – streamowanie codzienności zamienia prywatne życie w publiczny spektakl. „Szaleństwo widzialności” dawno wyszło poza logikę świata influencerów. Nieustanna autoprezentacja to jeden z najbardziej wyrazistych przejawów kultury narcystycznej, która wpływa na sposób, w jaki doświadczamy rzeczywistości, na relacje, poczucie własnej wartości, funkcjonowanie zawodowe, a także zaufanie do instytucji, nauki i mediów. „Kultura narcystyczna nie wzięła się znikąd – w dużej mierze została zaprojektowana, bo jest ekonomicznie opłacalna dla podmiotów kontrolujących infrastrukturę widoczności” – mówi prof. Magdalena Szpunar.

Marta Byczkowska-Nowak: Czym jest kultura narcystyczna?

Magdalena Szpunar: Mówiąc o kulturze narcystycznej, nie diagnozuję miliardów ludzi jako klinicznych narcyzów. To ważne rozróżnienie. Chodzi raczej o to, że pewne cechy narcystyczne – potrzeba podziwu, lęk przed pustką czy traktowanie innych ludzi jak luster – przestają być wyłącznie problemem jednostki, a stają się racjonalną, wręcz adaptacyjną strategią funkcjonowania w określonym systemie społecznym. Kiedy nasze normy, wartości, codzienne praktyki stawiają w centrum „ja” – nie jako projekt do rozwijania w relacji ze światem, ale jako produkt zarządzania, eksponowania i potwierdzania cudzym spojrzeniem, możemy mówić o kulturze narcystycznej. W takiej kulturze instytucje, rynek pracy, edukacja, media, a nawet relacje zaczynają premiować widoczność zamiast kompetencji, autoprezentację zamiast treści, rozpoznawalność zamiast wspólnotowości. Pytanie „kim jestem?” zostaje po cichu zastąpione pytaniem „jak jestem postrzegany?”, a odpowiedź na to drugie zaczyna definiować odpowiedź na pierwsze.

To także kultura teraźniejszości, w której coraz trudniej o cierpliwość wobec procesów, które nie dają natychmiastowej gratyfikacji. Budowanie kompetencji, głębokiej relacji czy dzieła wymagającego lat pracy przegrywa z gestem, który daje szybki i policzalny sygnał uznania.

Brzmi znajomo.

Pyta pani, czy żyjemy dziś w takiej kulturze? W moim przekonaniu w dużej mierze tak. Nie oznacza to jednak, że ludzie stali się „gorsi” moralnie. Narcyzm, jako kategoria kulturowa, towarzyszy ludzkości od mitu Narcyza, a fascynacja własnym odbiciem nie jest wynalazkiem mediów społecznościowych. Nowe jest to, że technologia pozwala tej fascynacji zaistnieć na masową skalę, w czasie rzeczywistym i z natychmiastową informacją zwrotną. Kto się nie pokazuje, ten w pewnym sensie nie istnieje. Jeszcze pokolenie temu to zdanie brzmiałoby jak metafora. Dziś jest niemal dosłownym opisem funkcjonowania na rynku pracy czy w polu naukowym.

Złożyło się na to wiele czynników, m.in. późny kapitalizm i jego logika rynkowa, w której jednostka staje się przedsiębiorcą samej siebie – zarządza własnymi kompetencjami, wizerunkiem i kapitałem społecznym, a widzialność staje się jednym z zasobów, które musi umiejętnie wykorzystywać. Kultura narcystyczna nie wzięła się więc znikąd – w dużej mierze została zaprojektowana, bo jest ekonomicznie opłacalna dla podmiotów kontrolujących infrastrukturę widoczności. Widzialność może przekładać się na pracę, pieniądze, wpływ, status czy kolejne możliwości Nie wystarczy już coś umieć. Coraz częściej trzeba jeszcze umieć sprawić, żeby inni to zauważyli, niezależnie od jakości tego, co się komunikuje.

Jak życie w takiej kulturze wpływa na pojedynczego człowieka?

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Wprost.

Aktualne cyfrowe wydanie tygodnika dostępne jest w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App Store i Google Play.