Okienka z powybijanymi szybami

Okienka z powybijanymi szybami

Zniszczę Google! – odgraża się ponoć szef Microsoftu Steve Ballmer. Tymczasem to szefowie Google „niszczą” Microsoft, udowadniając, że ani pakiet biurowy MS Office, ani przeglądarka Internet Explorer, ani nawet system operacyjny Windows nie są niezastąpione. Plan jest prosty. Odesłać giganta z Redmond na emeryturę.
Inwestorzy byli zszokowani. W samym środku kryzysu wydać 8,5 mld dolarów na nierentowny komunikator internetowy? Czy prezes Microsoftu Steve Ballmer postradał zmysły? Łatwo w to uwierzyć, mając w pamięci jego szalony taniec i dzikie okrzyki, którymi poprzedził w 2005 r. swoje przemówienie z okazji ćwierćwiecza firmy. Nagranie z tego show stało się hitem internetu, a jego bohater – pośmiewiskiem. Ale Ballmer nie  oszalał. Ma tylko spóźniony refleks. Kupił Skype’a (właśnie ogłoszono finalizację transakcji), bo się zorientował, że rozmowy telefoniczne online to jeden z niewielu kawałków internetowego tortu, którego nie  połknęło Google, jego największy wróg.
Larry Page, współzałożyciel i  mózg Google, stał się wrogiem, bo zamiast – jak by sobie tego życzył Ballmer – poprzestać na wyszukiwarce, postanowił stworzyć własne odpowiedniki najważniejszych programów Microsoftu. Dał im te cechy, których nie mają pierwowzory (są darmowe, nie wymagają instalowania oraz  są dostępne online), i odbierając rywalowi udziały w rynku, zaczął w  szalonym tempie zwiększać zyski. W 2010 r. firma z Mountain View zarobiła 8,5 mld dolarów przy ponad 29 mld przychodów. Bywa, że notuje ponad 30-procentowe wzrosty rok do roku. Microsoft również rośnie, ale  wolniej, a udziałowcy coraz mniej wierzą w firmę – cena akcji od  początku prezesury Ballmera spadła aż o 44 proc. Czy to rzeczywiście możliwe, by – jak twierdzi wielu ekspertów – Page mógł rozłożyć na  łopatki giganta z Redmond?

Monopolista
Do niedawna zadającego podobne pytanie powitałby drwiący śmiech. Jeszcze kilka lat temu niemal w każdym komputerze fabrycznie instalowano którąś z wersji sztandarowego produktu Microsoft: systemu operacyjnego Windows. Z czasem ten tak mocno wniknął w świat komputerów, że większość sterowników do elektronicznych podzespołów, a także większość programów – gier komputerowych, odtwarzaczy muzyki czy edytorów graficznych –  projektowana była w wersji działającej wyłącznie na Windowsie.

Bill Gates, przez lata szef firmy, do dziś jej główny udziałowiec, nie był jeszcze wówczas postrzegany jako dobroduszny filantrop, obdarowujący dzieci miliardami dolarów. Miał raczej opinię bezwzględnego monopolisty,który używa wszystkich możliwych technik do duszenia konkurencji w zarodku. Pod koniec lat 90. Gates miał monopol nie tylko na rynku systemów operacyjnych, lecz także m.in. przeglądarek internetowych: jego Internet Explorer dosłownie zmiażdżył Netscape Navigatora. Głównie dlatego, że był dorzucany w pakiecie razem z  Windowsem jako jego nieodzowna część, a Navigatora trzeba było instalować samemu.

Świat nabrał przekonania, że wybicie choćby jednej szyby w „okienkach" jest niemożliwe. W końcu zdesperowani konkurenci Microsoftu zamiast zwykłych rynkowych metod zaczęli wykorzystywać w  walce z nim amerykańskie prawo antymonopolowe. Posypały się pozwy, ale  sprawy ciągnęły się w nieskończoność (prawdziwie bolesną karę, bo 899 mln euro, wymierzyła Microsoftowi dopiero w 2008 r. roku Komisja Europejska – wciąż jej nie wyegzekwowano).

Tak więc za rządów Gatesa Microsoft wciąż miał się świetnie, wzrastały zyski, a z nimi ceny akcji. Miliarder wpadł w samozachwyt. Jak relacjonuje w swojej książce „Człowiek od pomysłu: wspomnienia współtwórcy Microsoftu" Paul Allen, na  wszystkie opinie odmienne od własnych i sugerujące zmiany w strategii firmy Gates reagował nieodmiennie stwierdzeniem: „To najgłupsza pier... rzecz, jaką kiedykolwiek słyszałem”.

Nikt nie ma wątpliwości, że  przekonanie o własnej nieomylności przejął od Gatesa Ballmer, który w  styczniu 2000 r. zastąpił go na stanowisku szefa Microsoftu. Dowód?

Zderzenie czołowe
Tylko takie przekonanie mogło zaślepić Ballmera tak bardzo, że nie zauważył rosnącej mu pod nosem, w kalifornijskim miasteczku Mountain View, konkurencji. Koncernu Google.

Dwaj przyjaciele ze studiów na  Uniwersytecie Stanforda, Sergey Brin i Larry Page, założyli tę firmę w  1998 r. Choć z początku jedynym ich produktem była – uznana za  rewolucyjną, bo superszybka – wyszukiwarka stron internetowych, to od  2001 r. przystąpili do masowego przejmowania innych ważnych biznesów. Kupili firmę Keyhole, na której bazie stworzyli usługę Google Earth. Kupili portal YouTube.com, który stał się najpopularniejszym serwisem do  zamieszczania filmów wideo. Kupili firmę DoubleClick, która zaczęła zajmować się tym, z czego Google czerpie teraz ogromne zyski – reklamą w  sieci. Lista zakupów była o wiele dłuższa.

Od początku Google chciało, by przypisywano mu cechy zupełnie inne niż Microsoftowi. Kreowało się na  korporację przyjazną i „dobrą". – Powtarzamy sobie w firmie jak mantrę: nie czynić zła. Chcemy robić to, co umiemy, najlepiej jak potrafimy dla  naszych użytkowników, klientów, dla wszystkich. I chcemy być z tego znani – mawiał skromnie Larry Page. – Technologia ma funkcję demokratyzującą. Dzięki niej każdy może mieć narzędzia tej samej mocy –  przekonywał z kolei Sergey Brin.

Ale Ballmer nie uważał żółtodziobów z  Google za realnych konkurentów. Eksperci podkreślają, że wódz Microsoftu najprawdopodobniej się nie spodziewał, że jakakolwiek firma internetowa może stać się dla niego zagrożeniem. Przecież produkował oprogramowanie konieczne, by na domowym pececie w ogóle móc internet odpalić! – W  Microsofcie skupiono się na modelu „pecet w każdym domu". Nikt w Redmond nie przewidział na czas kierunku, w którym poszedł świat komputerów, a więc kierunku rozwiązań mobilnych, dostępnych online. Ludzie potrzebują oprogramowania, które działa równie dobrze na domowym komputerze, co na komórce, netbooku czy tablecie. Gdy Microsoft sobie to  uświadomił, Google było już od dawna daleko z przodu – mówi Witold Chudzio, wykładowca e-biznesu na Polish Open University.

Najważniejszym produktom Microsoftu Google zaczęło przeciwstawiać własne. Internet Explorer doczekał się konkurenta w postaci Google Chrome. Pierwszy ma  obecnie ok. 23 proc. udziałów w rynku, drugi – 30,5 proc. (liderem jest Firefox). Stacjonarny pakiet biurowy MS Office starł się z Google Docs, z którego można korzystać natychmiast po wpisaniu w okienko Google. com. Tu jeszcze zdecydowaną przewagę ma Microsoft, ale coraz więcej użytkowników woli prostszy i oferujący mniej funkcji, ale za to darmowy i dostępny wszędzie, na każdym komputerze program Google. Z kolei system operacyjny dla smartfonów Windows Mobile został zdeklasowany przez Androida, który ma obecnie prawie 50 proc. udziałów w rynku. Szefostwo Google jest przekonane, że niepotrzebny jest również system operacyjny Windows dla zwykłych komputerów. Wypuściło więc na rynek kosztującego ok. 300 dolarów Chromebooka, komputer z własnym systemem operacyjnym Chrome OS. Jedyne, czego Chromebook potrzebuje, to połączenie z  internetem. Page i Brin postanowili nawet uderzyć w Facebooka, z którym Microsoft mocno współpracuje, i zaoferowali własny serwis społecznościowy Google+. Analitycy podkreślają jednak, że temu przedsięwzięciu towarzyszą największe wątpliwości.

Kto jest cool?
Pewne jest, że pozycja Microsoftu została zachwiana. Najtęższe mózgi firmy zaczęły wyczuwać pismo nosem i uciekać do Google. Zrobił to m.in. Chris Wilson, zwany architektem Internet Explorera, Mark Lucovsky, jeden z najlepszych projektantów systemów informatycznych czy Johnny Chung Lee, jeden z odpowiedzialnych za powstanie Kinecta –  rewelacyjnego czujnika ruchu do konsoli, który sprawił, że gry wideo zaczęły wymagać realnego wysiłku.

Jak reaguje Ballmer na to, że Page i  Brin podkradają mu pracowników? Gdy usłyszał wiadomość, że Lucovsky odchodzi, wstał z krzesła i rzucił nim na drugi koniec gabinetu, krzycząc: „Ja, k…, zniszczę Google!". Jak widać – reaguje dość ostro.

Najwięcej szumu było wokół zeszłorocznego odejścia Raya Ozziego, jednego z topowych inżynierów firmy (był w zasadzie następcą Gatesa, pełnił funkcję głównego architekta programowego). Gdy rezygnował z pracy u  Ballmera, zamieścił w internecie tekst sugerujący, że Microsoft wyzionie ducha, jeśli nie podłączy się do „chmury", czyli jeśli nie przekształci produktów w takie, z których korzystać można za pomocą sieci i najlepiej bez instalowania. Te uwagi podziałały na Ballmera jak zimny prysznic.

Ze zdwojoną siłą zaczął promować wyszukiwarkę Bing, która ma konkurować z  wyszukiwarką Google (choć Bing przynosi straty, zdobył już 14 proc. udziałów w rynku), w styczniu tego roku wypuścił MS Office 365, umożliwiający korzystanie z programów za pośrednictwem sieci, a w październiku światło dzienne ujrzały telefony Nokia z nowym systemem Windows Phone 7. Próbuje też kupić portal Yahoo.com, który ma  porównywalną liczbę aktywnych kont pocztowych co Gmail. com. Podobno mógłby przeznaczyć na to aż 20 mld dolarów! Z kolei zakup Skype’a jest kolejnym krokiem w kierunku „chmury". Skype, choć nierentowny, w świecie rozmów internetowych stanowi przecież markę równie popularną co Adidas w  świecie butów.

Czy Ballmer będzie umiał zatrzymać rywali? – Microsoft wciąż działa metodą siłową, narzucając swoje zdanie i zmuszając rynek do  przyjmowania jego technologii. Microsoft zatem nigdy nie będzie kochany przez przeciętnego użytkownika nowych technologii. Google pokazał, że  dziś liczy się przede wszystkim to, żeby być cool. Microsoft nie jest cool – twierdzi Przemysław Pająk, znawca rynku internetowego i redaktor naczelny serwisu blogowego Spidersweb.pl.

Paradoksalnie jednak również Google przestaje być przyjazne. Ingeruje w prywatność użytkowników i  przez jakiś czas godziło się na cenzurowanie wyszukiwarki przez chińskie władze. Czy te PR-owskie wpadki to szansa dla giganta z Redmond na  zmianę wizerunku i powrót do dawnej formy? Współpraca: Karolina Zajezierska
Okładka tygodnika WPROST: 44/2011
Więcej możesz przeczytać w 44/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 44/2011 (1499)

  • Byle polska wieś spokojna 30 paź 2011, 12:00 Polska polityka pokazała w ostatnich dniach swą wyższość nad polityką niepolską. Gdy cała Europa zajmowała się tylko kasą, w centrum naszej polityki znalazł się człowiek. Taki nasz polityczny personalizm, rzekłbym – terminalny. 4
  • NA SKRÓTY 30 paź 2011, 12:00 Chory człowiek Europy Polscy pracownicy są najbardziej chorowici w Europie – wynika z badań Work Service. W 2010 r. Polacy spędzili na zwolnieniach 244 mln dni. Koszt dla pracodawców i ZUS to aż 23,2 mld zł. Rzeczywiste straty są... 7
  • Ćwiczenia dykcyjne 30 paź 2011, 12:00 Szkoda, że nie jesteśmy w strefie euro. Moglibyśmy spalić trochę opon (mamy specjalistów), zastrajkować generalnie i przestraszona Europa umorzyłaby nam połowę długu w bankach. Składka na Greków, znanych z pracowitości, chęci do... 10
  • "Puszek okruszek" miał ten czad 30 paź 2011, 12:00 Sensacja – więcej ludzi obejrzało Teatr Telewizji, a konkretnie komedię „Boska" z Krystyną Jandą w roli głównej, niż ostatnie mecze reprezentacji. Cóż, ludzie potrzebują nowości. Komedia o jednej próbującej... 12
  • Syn zbuntowany, wnuk idealny 30 paź 2011, 12:00 Zbigniew Ziobro chciał się poczuć jak młody lew, który przy całym stadzie atakuje starego przywódcę. Został upokorzony. Teraz liczy na pomoc swego toruńskiego mentora. 16
  • Między panem, Ziobrą a plebanem 30 paź 2011, 12:00 Kaczyński to jak na standardy europejskie polityk sędziwy. Jego czas minął. A Ziobro, choć skończył czterdziestkę, wciąż jest niedojrzały – mówi Roman Giertych, były lider LPR, były wicepremier. 20
  • O dwóch takich 30 paź 2011, 12:00 Przez lata rywalizowali. I dalej rywalizują. Ale już nie na śmierć i życie. Obaj wiedzą, że to dla nich polityczna końcówka. 24
  • Z cmentarza do Sejmu i z powrotem 30 paź 2011, 12:00 W grobach, które odwiedzimy, pochowaliśmy strach i nadzieję. Ksiądz Adam Boniecki upiera się, że trwała jest tylko nadzieja wierzących. Bo jest ich więcej, a to znak metafizyki. Ale wierzącym odradza „wojnę" o krzyż w Sejmie. 28
  • Nasza jakość 30 paź 2011, 12:00 Martwi mnie nie ilość Polaków i Polek, ale ich jakość. Odeszli wielcy, ciągle odchodzą. Rozglądam się wokół i widzę coraz mniej wielkich osobowości. 34
  • Co to będzie za cztery lata? 30 paź 2011, 12:00 Lekarstwem na polskie problemy byłyby silne rządy Donalda Tuska, ale on sam nie widzi chyba prawdziwych zagrożeń, a wyborczy sukces przekonał go o słuszności dotychczasowego kursu. 36
  • Śmierć na żywo 30 paź 2011, 12:00 Śmierć stała się atrakcyjnym medialnym towarem. Filmy rejestrujące moment czyjegoś konania podbijają internet, makabryczne zdjęcia oglądamy na pierwszych stronach gazet. Oswajamy się w ten sposób ze śmiercią? A może tylko zaspokajamy własną ciekawość? 38
  • Janda dźwignią sztuki 30 paź 2011, 12:00 Trzy dni przed spektaklem w TVP była kłębkiem nerwów. Współpracownicy bali się, że wybuchnie. Ale ona po raz kolejny dowiodła, że umie robić rzeczy niemożliwe. Ożywiła umierającą sztukę teatru telewizji. A nawet więcej: skłoniła masy, aby zainteresowały się kulturą. 42
  • Pierwszy Mongoł RP 30 paź 2011, 12:00 Jako mongolski reporter łamaną polszczyzną zadawał celebrytom najgłupsze pytania. Teraz bryluje w „Tańcu z gwiazdami”. Mówią o nim Bill. Ale wszystko wskazuje na to, że historia Bilguuna Ariunbaatara to wielka mistyfikacja. 46
  • Sędzia k... alosz 30 paź 2011, 12:00 Kiedyś „drukowali” mecze i lądowali w areszcie. Teraz po prostu mylą się często i gęsto, a ostatnio wręcz haniebnie. Nic dziwnego, że sędziowie piłkarscy to chyba najbardziej znienawidzona grupa zawodowa w Polsce. 48
  • Lokomotywa na fali 30 paź 2011, 12:00 Synów odchował, na emeryturze czas ma, więc przepłynął Atlantyk. Kajakiem. Teraz wybiera się na Pacyfik. Tylko po co? 50
  • Na kłopoty Merkozy 30 paź 2011, 12:00 Duet Merkel – Sarkozy rządzi Europą. Nie za bardzo się kochają, ale w decydujących momentach działają wspólnie i skutecznie. 54
  • Cristina Argentina 30 paź 2011, 12:00 Kariera Cristiny de Kirchner przypomina latynoską telenowelę. Wszystkiego w niej w nadmiarze – od szykownych strojów po tragedie i spektakularne sukcesy 58
  • Wesołe jest życie staruszka 30 paź 2011, 12:00 „Nie ma nic bardziej Żałosnego niż życie emerytowanego prezydenta USA” – powiedział kiedyś szósty lokator Białego Domu, John Quincy Adams. Bill Clinton to żywe zaprzeczenie tej tezy. 60
  • Okienka z powybijanymi szybami 30 paź 2011, 12:00 Zniszczę Google! – odgraża się ponoć szef Microsoftu Steve Ballmer. Tymczasem to szefowie Google „niszczą” Microsoft, udowadniając, że ani pakiet biurowy MS Office, ani przeglądarka Internet Explorer, ani nawet system operacyjny Windows nie są niezastąpione.... 62
  • Żywi i broni 30 paź 2011, 12:00 Kiedy restaurator Jan Kościuszko zaczyna mieszać w garach, musi coś uwarzć. Było już chłopskie jadło. A teraz niczym kosynier z oddziałów słynnego przodka zamierza bronić polskiej tradycji kulinarnej. Na stacjach benzynowych. 66
  • Książki na jesień 30 paź 2011, 12:00 KONIEC LETNIEJ POSUCHY DLA MIŁOŚNIKÓW KSIĄŻEK. JESIEŃ TO ZNÓW CZAS INTRYGUJĄCYCH LITERACKICH PREMIER. DLA ERUDYTÓW – UMBERTO ECO. DLA SMAKOSZY POPKULTURY – STEPHEN KING. A POZA TYM: MICHAŁ WITKOWSKI, JANUSZ GŁOWACKI,... 70
  • Demony Ameryki 30 paź 2011, 12:00 Stephen King porzuca horror, ale nie zaskakuje. W powieści „Dallas ’63” powraca do świata prowincjonalnej Ameryki i mierzy się z jednym z najważniejszych mitów swego pokolenia: historią zabójstwa Johna Kennedy’ego. Premiera, równoczesna w... 71
  • Obsesje z surowców wtórnych 30 paź 2011, 12:00 Świetna nowa książka Umberto Eco. „Cmentarz w Pradze” to erudycyjna opowieść o kulisach „Protokołów mędrców Syjonu”. Pomożemy wam ją rozszyfrować. 74
  • Seks z pieniędzmi 30 paź 2011, 12:00 Byłem młody i ogłupiony sławą – mówi Michał Witkowski o początkach swojej kariery. Teraz wraca z kryminałem „Drwal”. Wyśmiewa w nim samego siebie. 77
  • Magia jest w czymkolwiek 30 paź 2011, 12:00 Pisano o nim: oto człowiek, który otrzymał nagrodę Turnera za robienie zdjęć czegokolwiek. Za kilka dni warszawska Zachęta pokaże prace Wolfganga Tillmansa. 80
  • Chłopak po przejściach 30 paź 2011, 12:00 Kiedyś był kimś na miarę Dylana czy McCartneya. Później oszalał podczas nagrywania swojego opus magnum. Dziś Brian Wilson wraca na scenę przy aplauzie młodych fanów. 82
  • Listopadowy spleen 30 paź 2011, 12:00 A to załatwili nam Pawła Lisickiego. Na wszystkich świętych, jak się patrzy. Stefan Niesiołowski, który tak ładnie prosił w telewizji, by pogonić z „Rzeczpospolitej" tego wstrętnego pisowca, może zameldować, że zadanie... 86
  • Epoka Galileuszów 30 paź 2011, 12:00 Czytam wypowiedź Steve’a Jobsa, która padła w sporze z Rupertem Murdochem na temat roli stacji telewizyjnej Fox News: „Jesteście destrukcyjną siłą w naszym społeczeństwie". Lakoniczne, bolesne. Jobs słynął z mówienia... 95
  • Ryba z dymu 30 paź 2011, 12:00 W PRL ryby były. Było ich na tyle dużo, że otaczała je szczera, obywatelska niechęć, wynikająca z przekonania, że mięso ryb miało klasie robotniczej programowo zastępować schabowego. Nikt ryb nie poważał, nikt ich nie pożądał.... 96
  • Krecik, czyli Zbyszek u szepczącego w ciemnościach 30 paź 2011, 12:00 OPIS: Ciemności rozświetlają tylko gwiazdy. Ledwo, ledwo, ale jednak widzimy pana Zbigniewa Ziobrę otoczonego grupką mężczyzn. I być może kobiet, ale jest zbyt ciemno, by to rozstrzygnąć. ZBIGNIEW ZIOBRO: Na pewno zastanawiacie się, po... 97
  • Marzenia o klatce na Fleet Street 30 paź 2011, 12:00 „Oddział dla ubogich w więzieniu za długi to, jak już świadczy sama nazwa, miejsce pobytu najnieszczęśliwszych i najbiedniejszych dłużników". Więzień, który oświadczy, iż chce, aby go umieszczono w oddziale dla ubogich,... 97
  • Poseł na wabia 30 paź 2011, 12:00 Okradanie kogoś na wabia to znana gangsterska metoda. Schemat wygląda mniej więcej tak: atrakcyjna dziewczyna podrywa w knajpie frajera, który skuszony obietnicą miłego spotkania daje się jak baran zaprowadzić do ciemnej bramy, gdzie... 98

ZKDP - Nakład kontrolowany