Szmajdziński mówi mi we śnie...

Szmajdziński mówi mi we śnie...

Palikota się nie boi﹐ swojego wieku również﹒ Leszek Miller nie zaczyna, nie kończy, jest.
PIOTR NAJSZTUB: Panie przewodniczący, pan mnie odmładza… Czytam, co pan robił w ostatnich dniach, a pan: Piotrków Trybunalski, Ostrowiec Świętokrzyski, Lublin, Pabianice, spotkania z aktywem. Jak Leszek Miller sprzed 15 lat, który zbierał w pocie czoła poparcie dla swojej władzy lokalnych działaczy. Czuję, że znowu mam 35 lat!

LESZEK MILLER: Dziś jeżdżę w innym celu, jestem tam, gdzie się zbiera podpisy pod referendum, i mówię…

Ducha nie gaście?

Duch nie ma nic do rzeczy, otucha tak…

Potrzebują jej?

Otucha zawsze jest potrzebna, ale na szczęście najgorszy czas już minął. To było kilka pierwszych tygodni po wyborach, wydawały się koszmarnym snem, który nie miał prawa się zdarzyć.

I co przez ten sen mówili SLD-owcy?

Niektórzy opuszczali bezradnie ręce, mówili, że chyba rzeczywiście czas się pożegnać z SLD.

Co!? Przecież mieli je w kieszeniach, nic nie robili od wielu lat, a nie da się opuścić rąk w kieszeniach!

Ludzie w kampanii wyborczej bardzo ciężko pracowali, tylko że ich komunikat nie trafiał do tych, do których powinien trafiać. Być może był za mało atrakcyjny bądź po prostu mało komunikatywny.


Atrakcyjnym Kazimierzem był Palikot… A dlaczego pan się nie zakochał w Palikocie, czego mu brakuje?

W moim wieku trudno się zakochać, człowiek za dużo już widział…

Strony plotkarskie są pełne kochliwych staruszków.

Widziałem już tyle nieszczęśliwych miłości, że jestem ostrożny.

Bo pan nie wierzy w jego partię, uważa, że to partia jednosezonowa. Skąd taki wniosek?

Z obserwacji. W Sejmie widziałem już wiele takich przypadków.

Dawniej. A może mamy już inne czasy, których pan nie rozumie?

Rozumiem. Czasy się zmieniają, ale mechanizmy nie. Prawdziwa partia polityczna musi mieć jakieś spoiwo, musi być zbudowana na czymś trwałym, na wspólnocie programowej albo wspólnocie życiorysów.

To zasady przedinternetowej budowlanki politycznej. Nie bierze pana współczesny cement budowlany o nazwie „Palikot"?

Oczywiście bardzo cenię Janusza Palikota i jestem pod wrażeniem jego umiejętności, bo to jest pierwsza, od powstania PO, próba stworzenia czegoś nowego.

Ale bez przyklęku?

Już odwykłem od klękania, dawno przestałem być ministrantem.

Był pan nim zresztą tylko na prośbę matki. Teraz jest pan politycznym doświadczonym lisem i instynkt mógłby panu podpowiedzieć tak: można by tak gadać gadać z Palikotem, a potem zobaczymy, co będzie.

Zaraz po wyborach wydawało się, że SLD już upadł. Wtedy pojawił się pomysł swego rodzaju anschlussu – SLD słania się na nogach, jest rozbity, no to go zaanektujemy. Z punktu widzenia Palikota jesteśmy atrakcyjni, bo mamy cenne struktury, od gmin do województw, a on ich nie ma. Ale anschlussu nie będzie.

Jednak Aleksander Kwaśniewski uważa inaczej, że lepiej się dogadać z Palikotem.

Aleksander Kwaśniewski prawdopodobnie uznał, że z SLD już nic nie będzie i zauroczony Januszem Palikotem …

Ma biuro vis-à-vis jego mieszkania, to może z tego powodu…

Nawet powiedział, że SLD powinien przyjąć warunki Palikota, bo on ma dwa razy więcej posłów. W tej kadencji ma, ale zobaczymy, jak będzie w następnej. Powtarzam, anschlussu nie będzie.

Co pan pomyślał, kiedy dowiedział się, że podczas debaty z Kwaśniewskim Janusz Palikot zaproponował, żeby Polakom wytłumaczyć, że powinni się pozbyć części polskości?

Gdyby Palikot był poważnie traktowany przez polityków czy media, to zrobiliby z niego marmoladę. Brak takiej reakcji pokazuje, że to ja mam rację.

Ja czytam, że poważne gazety, poważni publicyści patrzą na niego z nadzieją.

Nie pierwszy raz poważne gazety i poważni publicyści nie najszczęśliwiej lokują swoje nadzieje. Jeśli chcą, niech patrzą, dopóki coś jeszcze widać.

SLD proponuje referendum w sprawie wieku emerytalnego…

W sprawie projektu ustawy, który zgłasza premier Tusk.

A niektórzy ekonomiści mówią: nie robi się referendum w sprawie arytmetyki!

Ale to nie jest arytmetyka! Pytanie, czy uważasz, że jednym z kryteriów powinien być staż ubezpieczeniowy, czyli faktyczne okresy składkowe, a nie tylko wiek, to nie jest arytmetyka. To jest wybór pewnego systemu.

Pan wierzy, że Tusk może zmienić tu zdanie i rozważyć też waszą propozycję?

W Sejmie powiedział, że tego nie zrobi. I zdaje się, że tego nie zrobi, ale dlatego, że otrzymał nieoczekiwane wsparcie od Janusza Palikota i jest w stanie przepchnąć tę ustawę głosami Ruchu Palikota.

A pan wierzy, w przeciwieństwie do Pawlaka, że ZUS będzie panu płacił emeryturę?

Oczywiście, ZUS jest bardzo stabilnym, rzetelnym płatnikiem. Może zbankrutować tylko w jednym przypadku – kiedy państwo zbankrutuje.

A ile ma pan emerytury?

Trzy i pół tysiąca.

To dużo?

Jak na byłego premiera? Sam niech pan sobie odpowie.

Czy panu starcza? O to pytam.

Starcza, nie płaczę i nie mówię, że nie mam z czego żyć, ale ja pracowałem od siedemnastego roku życia.

Jednak czuję w panu takie rozgoryczenie, że ta emerytura jest jednak trochę za mała…

Nie mogę tak powiedzieć, bo skrzywdziłbym w ten sposób miliony ludzi, których emerytura to tysiąc, tysiąc pięćset złotych.

Jeśli rozumiem pański pomysł, to chce pan, żeby SLD okrzepł trochę na uboczu i dojechał do wyborów za trzy i pół roku. I wtedy zawalczył. Tak?

W pierwszym etapie, który właśnie realizujemy, chcę, żeby SLD ostatecznie stanął na nogi, żeby przeprowadził wszystkie wewnętrzne procedury, zakończone kongresem, a po kongresie, żeby zaczął realizować bardziej strategiczne pomysły już niedotyczące samej partii. I żeby w ciągu dwóch lat przygotował się do pierwszej ważnej kampanii „Lewica 2014", to są wybory samorządowe. W ciągu dwóch lat musimy bardzo solidnie się do nich przygotować i odnieść sukces.

Musicie mieć więc jeszcze jakieś spójne i dosyć rozległe poglądy. Poprzedni przewodniczący Sojuszu przyzwyczaił nas raczej do tego, że Sojusz nie upiera się przy niczym specjalnie szczególnie, a i on osobiście jest gotów w różnych sprawach zmieniać zdanie. Chociaż czytam tygodniki, dzienniki i nawet miesięczniki, to nie bardzo wiem, jakie poglądy ma SLD.

Nie?

Nie.

Może pan wziąć na przykład nazwy dwudziestu pierwszych projektów ustaw, które już zgłosiliśmy do laski marszałkowskiej, żeby zobaczyć, czego one dotyczą i wyrobić sobie zdanie. My w pierwszym okresie transformacji koncentrowaliśmy się bardziej na państwie, myśląc o społeczeństwie, a teraz musimy się koncentrować na społeczeństwie, myśląc o państwie. Zasadnicze reformy określające charakter naszego państwa zostały zakończone. A teraz największe problemy dotyczą spraw społecznych, rozwarstwienia, wykluczenia, biedy, dostępu do edukacji, do ochrony zdrowia, ubezpieczeń społecznych. One zdecydują o przyszłości Polaków i o tym, czy będzie przybywać ludzi, którzy będą wrogami własnego państwa, bo będą uważali, że to państwo jest niesprawiedliwe, czy nie będzie ich przybywać. Nam chodzi o to, żeby nie tworzyć niepotrzebnie wrogów państwa.

Dlaczego pan o nich nie myślał, kiedy był premierem, coraz bardziej liberalnym?

Myślałem, tylko miałem inne priorytety. Musiałem ożywić gospodarkę po zapaści, którą zgotował nam rząd AWS-UW, zakończyć negocjacje, wprowadzić Polskę do Unii Europejskiej. Gdybym jeszcze był premierem, to pewnie byśmy byli dziś w strefie euro, należelibyśmy do ekskluzywnego klubu 17 państw, właściwie 18 razem z nami.

Dziś 16 jego członków modli się o to, żeby ten 17., Grecja, popełnił samobójstwo. Taki to ekskluzywny klub.

Bo, niestety, strefa euro płaci za swoją niefrasobliwość. Jeśli Grecja jest ponad trzydzieści lat członkiem Unii Europejskiej…

I nigdy nie przestrzegała większości reguł.

Tak, nigdy nie miała deficytu poniżej 3 proc. i to było tolerowane…

Więc nie jest to żaden ekskluzywny klub, o którym pan mi tu przed chwilą mówił.

Jest. Dlatego że wszystkie zasadnicze makroekonomiczne decyzje, które dotyczą przyszłości Europy, tam będą podejmowane, już są, a my siedzimy w przedpokoju zamiast przy głównym stole.

Pan wierzył, że Donaldowi Tuskowi uda się wejść do tego pokoju?

Oczywiście, że nie. Procedury były jasno określone, jesteś w euro, to siedzisz przy stole, nie ma cię w euro, to siedzisz w przedpokoju. Inaczej mówiąc, myśmy wsiedli do pociągu, jedziemy we właściwym kierunku, tylko siedzimy w drugiej klasie. I patrzymy, jak faceci w pierwszej klasie podejmują decyzje, dostają lepsze drinki…

Ale jedziemy, panie premierze, jedziemy.

Oczywiście, najgorzej by było, gdybyśmy zostali na peronie, razem z Brytyjczykami. Ale siedzimy w drugiej klasie, drzwi są otwarte i możemy wejść do pierwszej, tylko musimy kupić bilet w euro, a nie w złotówkach.

Na który nas chyba dzisiaj nie stać.

Najbliżej euro byliśmy w 2006 r., tylko zabrakło determinacji, wyobraźni. Jednak moim zdaniem powinno się czynić wszystko, żeby gospodarka i finanse spełniały wszystkie kryteria, ale moment wejścia wybrać roztropnie, czyli się nie spieszyć.

Patrzy pan na politycznego Midasa-Tuska, któremu jako pierwszemu premierowi udało się ponowić kadencję i co myśli?

Zazdroszczę, jestem zawistnikiem z tego punktu widzenia. I jestem pełen uznania. Ale Midas już wie, że dziś nie jest pokryty teflonem.

Jakie są oznaki tej bolesnej wiedzy?

Irytacja, nerwowość premiera. I widać taką złą energię płynącą od niego, to jest człowiek zirytowany od rana do wieczora.

Co by pan mu zalecał, oprócz nerwosolu max oczywiście? Zmianę ekipy?

To pomaga tylko na chwilę. Poza tym, gdyby chciał zmieniać, to niech najpierw zmieni, a potem mówi, a nie odwrotnie. Więc niech nie opowiada o jakichś rekonstrukcjach, bo to się robi po prostu, a potem się informuje społeczeństwo. I musi bardzo uważnie obserwować sondaże, bo najważniejsze jest pytanie, czy te spadki popularności i zaufania to jest tendencja, czy rzecz chwilowa. Jeżeli to jest tendencja, to Brutus czyha, już ostrzy sztylet.

Ten rząd, jeżeli nie wydarzy się nic nadzwyczajnego, czeka trzy i pół roku rządzenia. Furda słupki! – myślą może.

W takiej sytuacji coś zawsze pęka. Albo pęka koalicja, bo koalicjant myśli sobie: „nie dam się zatopić razem z kumplem, który tonie", albo pęka środek, czyli PO. U nas, w SLD, to było najbardziej może widoczne, bo to nasz marszałek Sejmu dokonał secesji. Tusk na wszelki wypadek zabezpieczył się z tej strony i pani marszałek na pewno tego nie zrobi, ale jej poprzednik kto wie. Trudno rządzić w sytuacji, w której narasta opór przeciwko premierowi i na własnym zapleczu i na zewnątrz.

Może on tego nie widzi, przed siedzibą premiera ludzie nie stoją.

Mam tu doświadczenie… To się objawia na tysiące sposobów, premier ma inną atmosferę na posiedzeniach Rady Ministrów, to co kiedyś przechodziło bez żadnej dyskusji, teraz nie przechodzi. Widzi szepczących ludzi, którzy patrzą na niego, dając mu do zrozumienia, żeby sobie poszedł, żeby sam złożył dymisję. Przychodzą najbliżsi koledzy i mówią: słuchaj, coś musisz zrobić, najlepiej złóż dymisję, odejdź, wtedy część naszych możemy uratować, a jeśli zostaniesz, to wszyscy polegniemy.

Myśli pan, że obrady Rady Ministrów zmieniły się z burzy mózgów w morze bluzgów?

Aż tak to nie, to są kulturalni ludzie, a poza tym na Radzie Ministrów wszystko jest nagrywane, więc…

Naprawdę?

Oczywiście.

To dlaczego nigdy nie słyszeliśmy tych nagrań?!

Bo to są rzeczy tajne i poufne.

Biały Dom ujawnia.

Ale nie od razu, tylko po jakimś czasie.

Wy, polska władza, nigdy.

Można by się nad tym zastanowić, żeby po iluś latach sięgnąć do tych stenogramów. Z mojego punktu widzenia bardzo ciekawe byłyby stenogramy dotyczące naszych dyskusji o UE, kto był za, kto przeciw.

Czekam więc na projekt SLD w tej sprawie. Kto może być Brutusem PO? Jako były Cezar ma pan osobiste doświadczenie w takich zabójstwach…

Jeśli wymienię nazwisko, to mogę komuś nieświadomie czy świadomie zaszkodzić.

A może wszyscy się mylimy, może to nie on?

Może, nigdy nie wiadomo.

Takiemu Brutusowi co by pan doradzał? Jeszcze czekać?

Tak, jeszcze za wcześnie, nie zdradzać się.

To kiedy uderzyć?

Wtedy, kiedy się upewni, że spadki są tendencją, a nie jednorazową wpadką.

Czyli w czwartym tygodniu spadania notowań?

Nie, trzeba poczekać jeszcze dłużej, co najmniej dwa, trzy miesiące. Aż się wszyscy upewnią, czy to jest jakieś chwilowe wahnięcie, czy trwała tendencja.

Więc za dwa miesiące, jeżeli to będzie tendencja, premier powinien dokonać kolejnej profilaktycznej rzezi?

Wtedy pewnie zdecyduje o jakiejś rekonstrukcji rządu, to zawsze przynosi pewną ulgę, publicyści, media, opozycja zajmują się nowymi ludźmi, mówią: trzeba im dać odetchnąć. Łapie się czas, wtedy ważny. Ale to chwilowe, bo po trzech miesiącach wszystko zaczyna się od początku.

Wrócił pan do Sejmu po paru latach. PiS go zmieniło?

Bardzo. Najbardziej zaskoczyła mnie niezwykła dominacja centroprawicy. W Sejmie, który pamiętam z lat 2001-2005, siły były mniej więcej zrównoważone. Teraz wszystko przesunęło się tu bardzo na prawo. W przeciwieństwie do nastrojów społecznych.

Czym to może grozić? Alienacją Sejmu?

Projekty odpowiadające ludziom o poglądach prawicowych będą absolutnie dominować nad wszystkimi innymi. Jeśli na przykład ktoś myśli poważnie o takich kwestiach, jak związki partnerskie czy in vitro czy jakieś projekty dotyczące wyostrzenia różnic między państwem i Kościołem – to one są w tej chwili absolutnie nie do zrealizowania.

A Smoleńsk to jest jeszcze istota tego, co się dzieje tu, na korytarzach, o czym się mówi?

Dla mnie nie, ale dla PiS na pewno. Boleję nad tym, dlatego że sam straciłem tam przyjaciół i przykro mi jest, że ta tragedia jest wykorzystywana w walce politycznej.

Oni mówią: chcemy tylko wyjaśnić.

Ale co tu jest do wyjaśniania? Wszystko jest jasne.

Ma pan pewność, że skrzydło zostało ścięte przez brzozę, a nie brzoza została ścięta przez skrzydło?

Tak, mam taką pewność. A tutaj się urny z prochami zamienia po prostu na urny wyborcze. I to jest koszmarne.

To się czuje na korytarzach sejmowych?

Czuje, to tworzy barierę w porozumiewaniu się między posłami z jednej i z drugiej strony. To jest rodzaj nienawiści?

Nie, raczej nieufności.

A może oni są po prostu tylko dalej poważni, w żałobie?

To nie to. Sam oczywiście o tym od czasu do czasu myślę… Niedawno… Nie wierzę w żadne sny, ale niedawno miałem przejmujący sen… Wszedłem na dawny Rozbrat… Kiedyś miałem tam sekretariat wspólny ze Szmajdzińskim po jednej stronie był on, a po drugiej ja. Wszedłem do sekretariatu, jego drzwi były uchylone i zobaczyłem Szmajdzińskiego.

W tym śnie?

Tak. I wszedłem.

Coś powiedział?

Tak. Z takim swoim misiowatym, charakterystycznym uśmiechem spojrzał na mnie, a ja mu powiedziałem: Jurek, przecież ty nie żyjesz.

We śnie mówić komuś takie rzeczy…

A on odpowiedział: hm… Ja na to: słuchaj, jak już cię widzę, to powiedz, jak to było? A on powiedział: no przecież wiesz, kto to organizował. Odpowiedziałem: no tak, ale mi chodzi o te ostatnie sekundy… Chciał mi coś odpowiedzieć, ale niestety zniknął. W tym momencie się obudziłem. Pewnie jeszcze kiedyś mi powie. To może wynika stąd, że on wielokrotnie mnie pytał, co ja czułem, spadając w rządowym helikopterze. Może miał jakieś przeczucie…

Z pewnością śledził pan to śledztwo. Ma pan przekonanie, że rząd Tuska zrobił to, co powinien był zrobić?

Zapoznałem się dokładnie z raportem Jerzego Millera i on mi się wydaje przekonywający. Poza tym najprostsze wytłumaczenie jest takie, że piloci chcieli wykonać zadanie niewykonalne i że ci bezpośredni odpowiedzialni za tę tragedię nie żyją.

A te pytania, które stawiają Macierewicz i jego komisja?

Nawet jeżeli niektóre z tych pytań mają jakieś uzasadnienie, wszystko to są sprawy drugorzędne. Ten samolot nie powinien tam lądować. Prawdopodobnie w ogóle nie powinien startować z Warszawy. A skoro już wystartował, powinien od razu zostać skierowany na inne lotnisko. Ale wszyscy wiedzieli, że to ma być inauguracja kampanii prezydenckiej Lecha Kaczyńskiego i ci piloci naprawdę chcieli tam wylądować.

Pan oczekuje, że ktoś poniesie polityczną odpowiedzialność za tę katastrofę?

To może brzmi brutalnie, ale powiem to jeszcze raz ci: którzy ponoszą odpowiedzialność, nie żyją.

A jak pan ocenia podnoszony przez PiS i Macierewicza aspekt, czyli oddanie śledztwa Rosjanom?

Tak należało zrobić, bo takie są procedury. Mnie przekonują argumenty, że zgodnie z konwencją chicagowską tak powinno być.

Wymienia się pan SMS-ami z Grzegorzem Napieralskim, jak idzie odbudowa SLD?

Nie muszę, bo czasem się spotykamy. Zadbałem o to, żeby wszyscy dawni liderzy znaleźli się w kręgach kierowniczych, bo uważałem, że trzeba skończyć z taką sytuacją, że kiedy Grzesio wygrywa, to zwolennicy Wojtka są wycinani, i odwrotnie. Mówię: wszystkie ręce na pokład.

Nie jest tak, że to jest jednoosobowa łódź Millera, który sam wiosłuje?

Nie, myślę że ludzie się otrząsnęli, nie narzekam na brak wsparcia i poparcia.

Może uznali, że nie da się pana zabić, trzeba poczekać, aż sam pan umrze.

Jeżeli ktoś liczy na moją śmierć, długo będzie czekał. Mam 67 lat, średni wiek mężczyzny w tej chwili w Polsce to 72 lata, a ja zamierzam żyć dłużej niż średnia.

Nawet przeczytałem, że chciałby pan być znowu premierem.

Nie, nigdy o tym nie mówiłem.

A chciałby pan?

Wiem, co to znaczy.

Chyba raczej: „Co to wspaniałego znaczy, jakiż to afrodyzjak!"?

Na początku, a potem przychodzi pan do gabinetu i od rana do nocy jest pan atakowany tylko złymi wiadomościami, bo o pozytywnych nikt panu nie mówi.

Chyba chciałby pan nam jeszcze coś udowodnić?

Ja już właściwie udowodniłem… Chciałem być w Sejmie – jestem, jestem szefem klubu, szefem partii. Co ja jeszcze mogę udowodnić?

Mógłby pan po następnych wyborach, zostając premierem, udowodnić, że program 70 plus powinien być programem realizowanym, że jeszcze można.

Może najpierw zrealizujmy 50 plus, bo różnie z nim bywa.

Koledzy myślą o panu jak o cudotwórcy?

Często słyszę, że jestem ostatnią nadzieją.

Ostatnia nadzieja często jest grabarzem.

Nie zamierzam być grabarzem, nie zamierzam zapisać SLD do żadnej innej partii politycznej i nie zamierzam wyprowadzać sztandarów.

Więc tu mamy jasność. A Jarosław Kaczyński? Czy on odgrywa dzisiaj jakąś rolę polityczną, w tym Sejmie?

Tylko poprzez swoją narrację, bo przecież nie uczestniczy w bieżącym życiu politycznym, w ważnych spotkaniach, które tu się odbywają, coraz rzadziej uczestniczy w debatach.

Czy jeszcze jest politykiem?

Politykiem na emigracji. A skoro tak, to jest poza głównym nurtem życia.

Wszyscy się przyzwyczaili, że go nie ma?

Tak, wszyscy się do tego przyzwyczaili, że od czasu do czasu się odezwie, coś powie, czasem coś bardziej interesującego, czasami nie, ale to już nie ma wielkiego znaczenia.

Okładka tygodnika WPROST: 9/2012
Więcej możesz przeczytać w 9/2012 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 2
  • ania IP
    Pozdrawiam Pana Premiera i dedykuję:

    Choć po lewicy, a wszelako p r a w y -
    I szczęścia inne miej, chociażby nie te,
    Co tyle dają radości i sławy.

    - Wyżej, bo niżej, stanowszy tej rzeszy,
    \" W ś r ó d n i e p r z y j a c i ó ł s w y c h p a n u j w i e l m o ż n i e \" ( z Norwida)
    • życzliwy IP
      miller nie pij tyle,masz zwidy!

      Spis treści tygodnika Wprost nr 9/2012 (1515)

      • Numerologia polska 26 lut 2012, 12:00 Sto dni rządu. Sto dni do Euro 2012. Niezwykła jest ta powszechna miłość do okrągłych liczb, dat i opisanych cyframi symboli. 4
      • Na skróty 26 lut 2012, 12:00 Merkel przeprasza za neonazistów… Ponad 1200 osób wzięło w Berlinie udział w ceremonii poświęconej pamięci ofiar gangu neonazistów, którzy zamordowali dziesięć osób. – To hańba dla naszego kraju – przyznała na... 7
      • Zanussi a Wrocław 26 lut 2012, 12:00 Znowu chcą nam coś zabrać. Tym razem Amerykanie. Oczywiście, nie damy się. Amerykańska Akademia Filmowa próbuje nakazać twórcom nagrody Ludowe Oskary zmianę nazwy. Oscar może być tylko jeden, i to, że ten nasz Oskar jest od Kolberga i... 10
      • Już wystarczy, dziękuję 26 lut 2012, 12:00 Wałęsowie biorą rozwód? Owszem, ale tylko z dotychczasowym życiem, w którym Lech nigdy nie mówił Danucie, że ją kocha, a ona zawsze stała w cieniu. Teraz wszystkie światła na nią. Jej autobiografia „Marzenia i tajemnice” w ciągu zaledwie kilku tygodni sprzedała się... 15
      • Człowiek z pieczary 26 lut 2012, 12:00 W Platformie kiedyś mówiło się﹐ Ze Grzegorz Schetyna zawsze będzie tym mniejszym﹐ grubszym i brzydszym﹒ Ostatnio jednak jakby wyładniał: nabrał ogłady, urósł w sondażach. I właśnie dlatego nie może wejść do rządu. 20
      • Krótka ławka 26 lut 2012, 12:00 Dziś snujesz się po Sejmie, jutro zostaniesz ministrem, pojutrze zajmie się tobą sąd partyjny. Wszystko zależy od kaprysu szefa. I dlatego nie bardzo wiadomo, kto stanowi rezerwę kadrową Platformy Obywatelskiej. 24
      • Szmajdziński mówi mi we śnie... 26 lut 2012, 12:00 Palikota się nie boi﹐ swojego wieku również﹒ Leszek Miller nie zaczyna, nie kończy, jest. 28
      • Powrót Złego Ducha 26 lut 2012, 12:00 Obrona kościoła to dla biskupa Michalika obrona telewizji Trwam﹒ 34
      • Błąd polityczny w demokracji 26 lut 2012, 12:00 Nikt się w dzisiejszej demokracji nie przyzna do błędu﹐ gdyż byłoby to politycznym samobójstwem﹒ Chyba że raz i w sprawie niezasadniczej. 35
      • Królowe śniegu są dwie 26 lut 2012, 12:00 Porywająca rywalizacja Justyny Kowalczyk z Marit Bjørgen jest może udręką dla narciarek﹐ ale dobrodziejstwem dla dyscypliny﹒ Obie wielkie biegaczki pracują na wspólne miejsce w historii sportu. 36
      • Rom nie Polak 26 lut 2012, 12:00 Zamiast spektakularnego rozbicia w berlinie cygańskiego gangu Krzysztof Rutkowski ma dziś spektakularny kłopot z Romami. Ich zdaniem detektyw udowodnił, że Polacy mają Romów za bandytów. Więc donieśli na niego do prokuratury. 41
      • Porzuceni 26 lut 2012, 12:00 Był wzorowym żołnierzem, bohaterem misji w Iraku, ale zwolniono go ze służby. I nikt się nie zainteresował, gdy po prostu zniknął. Dlaczego wojsko tak łatwo zapomina o swoich weteranach? 44
      • W śmiertelnym uścisku 26 lut 2012, 12:00 Powinien je mieć każdy, kto zimą nie chce w górach stracić życia. Detektory lawinowe, łopatki, sondy. W polskich Tatrach nikt ich nie używa. 46
      • Zmiana w Rosji jest nieunikniona 26 lut 2012, 12:00 Niedzielne głosowanie daje szansę na odebranie przyszłemu prezydentowi monopolu władzy﹒ Nie powinniśmy się bać. Doprowadzając do drugiej tury, popchniemy kraj na drogę pozytywnych zmian. 48
      • Fobie Putina 26 lut 2012, 12:00 Przed wyborami prezydenckimi Rosjanie coraz częściej słyszą, że żyją w oblężonej twierdzy. Uwierzą? Na to liczy Putin. 50
      • Pastor prezydentem 26 lut 2012, 12:00 Na razie znamy go z patetycznych mów o wolności i odpowiedzialności. Teraz będzie musiał się odnaleźć w świecie prawdziwej polityki. Joachim Gauck ma zostać nowym prezydentem Niemiec. 55
      • Sarkozy stawia na blitzkrieg 26 lut 2012, 12:00 Nicolas Sarkozy przechodzi metamorfozę i rozlicza się z błędów. I błyskawicznie odzyskuje pozycję. Bo we Francji, zwłaszcza w kampanii prezydenckiej, forma i gesty liczą się często bardziej niż treści programów wyborczych. 57
      • Nasz człowiek w Caracas 26 lut 2012, 12:00 Jego babka uciekła z warszawskiego getta. Dziś Henrique Capriles Radonski dowodzi podobnej odwagi, rzucając wyzwanie Hugo Chávezowi. 60
      • Drajwer w korbiznesie 26 lut 2012, 12:00 Zagrają. Wyjadą. Kurz opadnie. Po Euro 2012 zostaną stadiony. Co z nimi? Jeśli zostaną w rękach urzędników, to marny ich los. 62
      • Dynastia 26 lut 2012, 12:00 Dzieci swoich rodziców – na razie tyle można powiedzieć o większości potomków najbogatszych Polaków. Jednak niektórzy z nich już próbują własnych sił w biznesie. Klan Wejchertów właśnie skoczył na głęboką wodę – trochę nie z własnej woli. 66
      • Emerytalne wyznanie niewiary 26 lut 2012, 12:00 Większość Polaków nie wierzy w państwowe emerytury. Ale niewielu coś robi, by zabezpieczyć się na przyszłość. 70
      • Leczenie śmiertelnie chorego kroplówką 26 lut 2012, 12:00 Wydłużamy wiek emerytalny﹐ Żeby inaczej podzielić się przyszłą biedą﹒ Tymczasem trzeba się skupić na tym, żeby pracować mądrzej﹐ a niekoniecznie dłużej. 77
      • Poeci Ameryki 26 lut 2012, 12:00 Bruce Springsteen wraca z nową płytą. Najpopularniejszy amerykański bard przypomina, że to śpiewający poeci tworzyli w XX wieku mit Stanów Zjednoczonych. 78
      • Ekstremista 26 lut 2012, 12:00 Jego niewiara jest równie żarliwa jak wiara innych. Wyprowadzić religię z kościołów i wprowadzić ją do… kin – to misja Brunona Dumonta, twórcy „Poza szatanem”, filmu, który właśnie wszedł na ekrany polskich kin. 82
      • Harry, Hammer, Horror 26 lut 2012, 12:00 Daniel Radcliffe gra w nowym horrorze „Kobieta w czerni” legendarnej wytwórni Hammer. Czy uda mu się ożywić starego potwora? 85
      • Modny znaczy przegrany 26 lut 2012, 12:00 Polscy twórcy teatralni chcą tworzyć rewolucje, promować odważnych twórców, podejmować trudne tematy. Nie chcą jednak, żeby mówiono o nich „modni”. Dlaczego? 86
      • Przednówek 26 lut 2012, 12:00 Koniec zimy to tradycyjnie ciężki czas dla świeżych sałat i warzyw, a raczej nie tyle dla nich, co bardziej dla naszej tęsknoty za nimi. Mamy ogromny apetyt na coś zielonego, chrupiącego, świeżego i lekkiego, ale próżno szukać takich... 96
      • Strategia Pawlaka 26 lut 2012, 12:00 Pawlak powiedział, że jeżeli chcę dożyć szczęśliwej starości, to nie powinienem liczyć na ZUS, tylko na własne oszczędności lub własne dzieci, a ponieważ jest na drugim miejscu wśród osób najbardziej godnych zaufania w naszym... 97
      • Klan obywatelski albo powrót PiS 26 lut 2012, 12:00 Tę prawidłowość chyba każdy już skojarzył. Kiedy tylko bohaterowie popularnych seriali zaczęli umierać, notowania Platformy Obywatelskiej poleciały na łeb na szyję. Na szczęście, jak wszyscy mówią, telewizje są w rękach PO.... 97
      • Obszarnicy 26 lut 2012, 12:00 Dawno temu władza ludowa pogoniła obszarników, ale chyba nie do końca. Pojawił się nowy ich rodzaj, zwany obszarnikami językowymi. Są to wykształceni ludzie na wysokich stanowiskach, którzy na obszarze języka polskiego uprawiają swoje... 98

      ZKDP - Nakład kontrolowany