Korporacja AK

Korporacja AK

Armia Krajowa otrzymywała pieniądze od rządu RP w Londynie, a nawet od prezydenta USA. Jednak żołnierze polskiego podziemia najczęściej musieli samodzielnie finansować swoją działalność konspiracyjną.

W początkach swego istnienia armia państwa podziemnego była niewielką organizacją z miesięcznym budżetem 25 tys. dolarów. Latem 1944 r. Komenda Główna AK miała już budżet na poziomie 1 mln dolarów i zatrudniała na etatach 4 tys. osób, będąc jednym z największych pracodawców w Warszawie. Pensja dowódcy warszawskiego Kedywu z dodatkami wynosiła ponad 6 tys. zł. Jednak większość żołnierzy Armii Krajowej nie dostawała nic i musiała sobie radzić na własną rękę. Finansom AK historycy poświęcili dotąd niewiele uwagi. W powszechnej świadomości utrwalił się obraz bohaterskich żołnierzy walczących bezinteresownie o wolność Polski. Nie byłoby to jednak możliwe bez pieniędzy na utrzymanie kadry zawodowych konspiratorów, sieci tajnych lokali, zakupy broni, amunicji, samochodów, szkolenia, wykupywanie aresztowanych, leczenie rannych, korumpowanie urzędników okupacyjnej administracji i wiele innych, czasami zdumiewających rzeczy. Dlatego już pierwsze depesze, wymieniane między dowódcą Związku Walki Zbrojnej w kraju gen. Stefanem Grotem-Roweckim a komendantem ZWZ za granicą gen. Kazimierzem Sosnkowskim, dotyczyły spraw finansowych.

Prowizja dla kuriera

Środki przekazane pod koniec września 1939 r. na utworzenie konspiracyjnej Służby Zwycięstwu Polsce (poprzednik ZWZ) szybko się skończyły. Były to pieniądze z kasy miejskiej Warszawy, które do dyspozycji podziemia oddał prezydent Stefan Starzyński (ok. 1 mln zł), oraz fundusze z kas oddziałów Wojska Polskiego. Sporymi środkami dysponował rząd przebywający na uchodźstwie we Francji, ale problemem było przewiezienie ich do okupowanego kraju. Zadania tego podjął się niejaki Samson Mikiciński, wcześniej właściciel biura podróży i właściciel paszportu dyplomatycznego Chile (przed wojną zatrudniał go konsulat tego kraju w Warszawie). Jego usługi okazały się jednak wyjątkowo kosztowne.

„Mik. przywiózł 6,5 mln zł, oddał nam 2,7 mln zł, z czego potrącił 90 tys. za paszport i 100 tys. za fatygę i prowizję, 300 tys. na cele charytatywne, a 450 tys. dał do wymiany swoim żydowskim pośrednikom. Dostaliśmy tylko 1,8 mln zł” – skarżył się Grot-Rowecki w marcu 1940 r. w depeszy wysłanej do Francji. Skarga okazała się chyba skuteczna, bo w kolejnej depeszy informował gen. Sosnkowskiego, że Mikiciński przekazał w kwietniu 2 mln 302 tys. 100 zł, potrącając sobie tylko niecałe 323 tys. zł (zwykle jego prowizja wynosiła minimum 25 proc.). Niestety większość przysłanych pieniędzy była w banknotach 100 i 500 zł, które Niemcy zaczęli wycofywać z obiegu. Można było je jeszcze wymienić, ale ze stratą sięgającą nawet połowy wartości. Dlatego w kolejnej depeszy Grot-Rowecki prosił, by nie przysyłać więcej złotówek, ale dolary w ilości ok. 20 tys. miesięcznie, ewentualnie część tej kwoty w markach niemieckich lub brylantach.

Wielokrotne likwidacje

Po upadku Francji rząd RP przeniósł się do Londynu, co utrudniło finansowanie podziemia: w depeszy z grudnia 1940 r. Grot- -Rowecki skarżył się, że z obiecanej kwoty 180 tys. dolarów do końca listopada dostał tylko 110 tys. 855 dolarów. Jednocześnie planował już wydatki na następny rok. W 1941 r. koszty działalności ZWZ obliczał na 500 tys. dolarów (odpowiednik obecnych 6 mln dolarów). Na utrzymanie konspiracji w Generalnej Guberni potrzebowano 197 tys. dolarów, na ziemiach włączonych do Rzeszy – 83 tys. dolarów, a na terenach pod okupacją sowiecką – 90 tys. dolarów. 85 tys. dolarów miało zostać przeznaczone na rezerwy, wydatki specjalne, wywiad, opłacenie kurierów oraz wykupywanie ludzi z rąk gestapo i z obozów koncentracyjnych.

W lutym 1941 r. rozpoczęły się pierwsze zrzuty cichociemnych na tereny okupowanej Polski. Ich zadaniem było nie tylko przekazanie polskiej konspiracji dywersyjnego know-how, ale też dostarczenie pieniędzy dla podziemnej armii. Każdy spadochroniarz miał specjalny pas, w którym były ukryte papierowe i złote dolary. Finansowanie ZWZ nabrało rozpędu, jednak budżet na 1941 r. wciąż nie umożliwiał prowadzenia aktywnej walki. Najbardziej spektakularne akcje tego okresu to likwidacja zdrajców i konfidentów gestapo oraz sabotaż w fabrykach – takie akcje kosztowały najmniej. Likwidacja zdrajcy, obejmująca jego obserwację, transport egzekutorów, koszty amunicji i samą akcję, zamykała się w kwocie od 500 do 1,5 tys zł. Co prawda niektórych trzeba było likwidować kilka razy, gdyż pierwsze zamachy, przeprowadzane przez mało jeszcze doświadczonych konspiratorów, bywały nieskuteczne. Przełomem był dopiero następny rok budżetowy, na który gen. Stefan Grot- -Rowecki wynegocjował z rządem kwotę ponad 4 mln dolarów. Również trzy wizyty gen. Sikorskiego w Waszyngtonie zaowocowały przyznaniem ZWZ (przemianowanemu od lutego 1942 r. na Armię Krajową) stałej dotacji w wysokości kilku milionów dolarów rocznie z funduszu dyspozycyjnego prezydenta USA. Efekty szybko były widoczne: między październikiem 1942 a marcem 1943 r. partyzanci AK dokonali ponad 60 ataków na niemiecką armię – trzy razy więcej niż w sumie przez poprzednie trzy lata okupacji. Rozpoczął się też proces etatyzacji podziemia.

Bezpłatny urlop na pracę w AK

Jednym z zatrudnionych był 23-letni wówczas Władysław Wojewódzki, ps. Kaszub: „Ponieważ wyniki na egzaminach w podchorążówce miałem bardzo dobre, zaproponowano mi pracę w wydziale szkoleniowym. W 1943 r. zostałem awansowany do stopnia podporucznika, przeszedłem na etat i dostawałem za to pieniądze. Pracowałem jako wykładowca, jeździłem po różnych mieszkaniach i prowadziłem wykłady z zakresu walk ulicznych, nauki o broni i małego sabotażu. Wykłady miałem trzy, cztery razy w tygodniu. Poza Armią Krajową były jeszcze inne organizacje, do których mnie posyłano, m.in. Państwowy Korpus Bezpieczeństwa, który miał być po wojnie polską policją. Prowadziłem również szkolenie młodzieży w Szarych Szeregach” – wspominał Wojewódzki.

Pół etatu w AK dostał Witold Bartnicki ps. Kadłubek z batalionu Zośka: „Etat cały to było 1,4 tys. zł brutto. U nas etaty były dzielone, żeby obdzielić większą liczbę osób. Otrzymałem 700 zł, ale to była fortuna, bo pensja wtedy, powiedzmy sobie, robotnika wynosiła 150 zł, konduktor na tramwajach zarabiał 120 zł”. W rzeczywistości robotnicy w Warszawie zarabiali więcej, a 700 zł w połowie 1943 r. starczało na bardzo skromne utrzymanie. Jednak 18-letniemu Witoldowi taka pensja mogła się wydawać wielką kwotą. 32-letnia Jadwiga Uzdowska ps. Gienia pracowała w wydziale finansowym zarządu miasta Warszawy. Aby dostać pracę w AK, wzięła bezpłatny urlop z biura. Zatrudniono ją w wydziale saperów.

Etaty przyznawano również ludziom, którzy mieli stałe zatrudnienie, ale byli szczególnie cenni dla organizacji: „Przerwałem naukę na tajnych kompletach, przechodząc na etat Armii Krajowej. Byłem kurierem. Na lotniskach Okęcie i Bielany pracowałem dla wywiadu AK, jednocześnie pracując w firmie Obhut, która prowadziła ochronę magazynów i obiektów na niemieckich lotniskach” – wspominał Jerzy Sienkiewicz, jeden z najmłodszych zatrudnionych (w 1943 r. miał 16 lat).

Współpracownik wyżywi się sam

Stałe zatrudnienie Armia Krajowa oferowała również tym członkom, którzy z powodu wielu obowiązków w konspiracji nie byli już w stanie godzić jej z pracą. Jednym z nich był 19-letni Zdzisław Kaczorowski ps. Ryś. Zajmował się m.in. likwidacją konfidentów gestapo i kolaborantów – od maja 1942 r. brał udział w 11 takich akcjach. Jednocześnie pracował w straży pożarnej: „Do straży przyjeżdżali Niemcy. Robiliśmy próby gaszenia z bombami zapalającymi, bo Niemcy przykładali do tego bardzo dużą wagę, żeby w razie czego umieć gasić takie bomby. Później odszedłem ze straży, bo już nie było możliwości dalej tam pracować i jednocześnie prowadzić akcje. To już były za duże nerwy, żeby to wszystko ogarnąć” – wspominał. Jednym z warunków otrzymania etatu w AK było skończenie tajnej podchorążówki. Takich osób było jednak niewiele. Większość nie otrzymywała więc żadnych pieniędzy. Konspiratorzy pracowali jako robotnicy, kierowcy, ochroniarze, urzędnicy miejscy czy personel szpitalny i dopiero po pracy „szli na akcję”. Handlowali też towarami i walutą, pędzili bimber, zajmowali się szmuglowaniem żywności. Czasem robili użytek z broni. Jerzy Kisieliński ps. Dyszel, żołnierz pułku Baszta, wspominał: „Zaopatrzeni to byliśmy w ten sposób, że szliśmy do restauracji. Restauratorzy dobrze sobie żyli, bo Niemcy pili w restauracjach, mieli pieniądze. Wchodziłem, odpinałem marynarkę, miałem kopytko na brzuchu – za paskiem przeważnie się nosiło – i mówiłem, że potrzebujemy żywności, bo koledzy nie mają co jeść, siedzą w domu. Jak wziąłem jakiegoś kolegę przystojniaka, żeby też wyglądał jako tako jak żołnierz, to przynosiliśmy, co chcieliśmy. Nie mieliśmy na to pieniędzy, dowódca kompanii nam nie dał, tylko mówił: przynieście jedzenie. To przynosiliśmy. Jakoś mnie to dobrze szło. Chętnie dawali, wcale się nie sprzeczali, że pieniądze chcą”.

W wielu oddziałach tylko dowódcy otrzymywali pensje z kasy AK i finansowali z nich zakupy dla całej grupy. Często jednak pieniędzy nie wystarczało, szczególnie na zakup broni, nowy karabin kosztował kilka tysięcy złotych. Konieczne było więc zdobywanie funduszy na własną rękę: „Folksdojcze prowadzili różne duże firmy. Mieliśmy tam wtyczki, bo oni zatrudniali Polaków, tak że jak jakaś duża transakcja była, to myśmy wiedzieli i wtedy uderzaliśmy, zabieraliśmy pieniądze” – wspominał Wiesław Szulc, który brał udział w takich akcjach jako 18-latek.

Ta cholerna biurokracja

Finansową elitą AK byli członkowie oddziałów dyspozycyjnych Komendy Głównej – Kedywu. Były to profesjonalne grupy szturmowe, wykorzystywane do najtrudniejszych akcji (m.in. zamachu na szefa SS i policji w Warszawie Franza Kutscherę). Józef Rybicki, szef Kedywu Okręgu Warszawa, na początku 1944 r. oprócz 2,1 tys. zł pensji (etat II kategorii) otrzymywał też dodatki: 1,2 tys. zł węglowego, 1,2 tys. zł rodzinnego, 1,3 tys. zł lokalowego i 900 zł „na bezpieczeństwo” – razem 6,7 tys. zł. Druga na liście płac 40-letnia Zofia Franio, z zawodu lekarka sportowa i wykwalifikowany dywersant ze specjalnością materiały wybuchowe (brała również udział w akcjach), otrzymywała 4,3 tys. zł. Pensje innych żołnierzy Kedywu mieściły się w granicach 2,9-3,5 tys. zł. Mimo to Rybicki notował w swoim dzienniku, że z finansami było krucho, bo fundusz płac pochłaniał niemal 90 proc. budżetu, który miał do dyspozycji, brakowało natomiast pieniędzy na inne wydatki. A były one niemałe. Przykładowe pozycje z rozliczeń finansowych Kedywu: 10 budzików po 1,7 tys. zł do akcji specjalnej, 3 karty szoferskie po 2,5 tys. zł, samochód trzytonowy, numer rejestracyjny GZ 51899 – 75 tys. zł, koszta akcji pod Skrudą (wysadzenie pociągu) – 1,2 tys. zł, koszta wykonania wyroków (w czerwcu 1944 r.) – 4,78 tys. zł, akumulatory (ładowanie, kwas, przewóz) – 400 zł, kurs prawa jazdy dla 24 osób – 4,32 tys. zł, kredyt na dwie akcje – 10 tys. zł.

Rybicki opisuje również, jak księgowy z Komendy Głównej AK zażądał od żołnierzy Kedywu faktury za naprawę samochodu uszkodzonego w akcji: „Wściekłem się i poszedłem wytłumaczyć, co by się stało z właścicielem warsztatu, gdyby taki rachunek wpadł w ręce gestapo” – wspominał. Ostatecznie biurokrata zadowolił się fakturą wystawioną na fałszywe nazwisko. Narażający życie młodzi ludzie musieli się rozliczać nawet z takich wydatków jak leczenie zębów (280 zł) czy potajemny pogrzeb Tadeusza Zawadzkiego – Zośki – na Powązkach (3,025 tys. zł). Wielu podejrzewało, że pieniądze Armii Krajowej zamiast na zakup broni, akcje bojowe i szkolenia są wydawane na pensje i dodatki dla oficerów z Komendy Głównej oraz mieszkania dla nich i ich rodzin (sam komendant AK miał do dyspozycji 17 lokali) lub po prostu są ukrywane. Mieli wiele racji.

5,25 dolara za powstanie

Po aresztowaniu komendanta gen. Grota- -Roweckiego w czerwcu 1943 r. skończyło się wysyłanie do Londynu szczegółowych rozliczeń dochodów i wydatków Armii Krajowej. Nie wiadomo więc dokładnie, ile Komenda Główna AK otrzymała pieniędzy na 1944 r. ani na co zostały one wydane. Kiedy zapadła decyzja o wybuchu powstania w Warszawie, zmobilizowani 1 sierpnia żołnierze mieli do dyspozycji zaledwie 1 tys. karabinów i pistoletów maszynowych, 2,5 tys. sztuk broni krótkiej oraz 35 tys. granatów. Tymczasem ułożona przez płk. Chruściela ps. Monter lista liczyła ponad 180 obiektów, które mieli zająć w ciągu kilku dni. Jeszcze bardziej szokuje wysokość żołnierskiego żołdu. 22-letni Andrzej Żółtowski ps. Żuk z walczącego na Mokotowie dywizjonu 1. Pułku Szwoleżerów dostał za 63 dni powstania 5 dolarów i 25 centów. Ale nawet takie kwoty nie do wszystkich dotarły.

„Ciekawe – podobno żołd dostawaliśmy, płacili nam w powstaniu stuzłotówkami z napisem AK. Ani grosza nie dostałem. Później, jak ze szpitala wyszedłem, w Milanówku spotkałem Kryśkę sanitariuszkę. Powiedziała mi: Wiesz co, idź do Pruszkowa, tam pięć dolarów dostaniesz. Mówię: Z jakiej racji? Żołd ci się należy. Poszedłem, tam był Szary, plutonowy: Nie ma, przyjdzie później. Za kilka dni: Chwilowo nie ma. Grosza nie dostałem” – wspominał Jan Sawicki ps. Sowa, żołnierz pułku Baszta. Janusz Ptaszyński, żołnierz grupy bojowej Krybar: „Dostaliśmy po dziesięć dolarów, tylko nie do ręki, bo był jeden banknot studolarowy na dziesięciu. Wziął go nasz dowódca kapitan Kazik i po wojnie jakoś się z nami rozliczył”. Jak wynika z relacji żołnierza pułku Baszta Wiesława Lewensteina, który twierdzi, że jego teść ppłk Edward Lubowicki był skarbnikiem AK, ostatni komendant główny Leopold Okulicki w momencie aresztowania przez NKWD miał w swojej dyspozycji jeszcze ponad 1 mln 200 tys. dolarów i co najmniej 1,5 mln zł. Pieniądze wpadły w ręce komunistycznej bezpieki. ■

Okładka tygodnika WPROST: 41/2013
Więcej możesz przeczytać w 41/2013 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 41/2013 (1598)

  • Psychuszki wracają 6 paź 2013, 20:00 Wkrótce kilkudziesięciu morderców i gwałcicieli znajdzie się na wolności. Przed laty zostali skazani na karę śmierci, ale na mocy amnestii z 1989 r. uniknęli stryczka. W takim medialnym klimacie strachu politycy postanowili coś z tym... 4
  • Skaner 6 paź 2013, 20:00 świat Szwajcarzy mają dość biedy Aktywiści z inicjatywy „Pokolenie z minimum społecznym” zebrali ponad 100 tys. podpisów pod projektem zakładającym, że każdy obywatel będzie otrzymywał od państwa bezwarunkowy zasiłek na... 6
  • Nie potrzebuję szalupy ratunkowej 6 paź 2013, 20:00 Bardzo się boję, że popełnimy błędy PJN. Nie abdykuję, ale wolę działać w szerszej kompanii. Dlatego wspieram inicjatywę Jarosława Gowina – mówi Paweł Kowal, szef ugrupowania Polska Jest Najważniejsza. 12
  • Zakazane książki 6 paź 2013, 20:00 Nie sposób napisać uczciwej biografii, jeśli opisywany bohater nie wyrazi na nią zgody. Właśnie przekonał się o tym Artur Domosławski. 16
  • Pan B. i nauka 6 paź 2013, 20:00 Prowadzenie auta ma negatywny wpływ na pracę jajników i układ kości miednicy” – oznajmił kilka dni temu saudyjski szejk Saleh al-Luhaydan, konsultant Stowarzyszenia Psychologicznego Zatoki Perskiej, a zaraz potem wyraził troskę... 21
  • Wszystko to kłamstwo 6 paź 2013, 20:00 Są gwiazdy, które słabo zdają egzamin jako ludzie - mówi Katarzyna Dowbor, która po 30 latach pracy w telewizji publicznej napisała książkę „Mężczyźni mojego życia”. 22
  • Chór cherubinków księdza Jacka 6 paź 2013, 20:00 Katecheta pedofil nie tylko wykorzystywał dzieci, lecz także je deprawował. 26
  • Łowca pedofilów 6 paź 2013, 20:00 Nie spocznę, póki pedofile będą w Kościele – Mówi Marek Waldemar Sułkowski, psycholog kliniczny leczący ofiary księży pedofilów. 32
  • Strach w purpurze 6 paź 2013, 20:00 Nad częścią polskich biskupów zawisła realna groźba odwołania przez papieża Franciszka. 34
  • Widmo krąży po Europie (i Białymstoku) 6 paź 2013, 20:00 Widmo gender. Ostrzega przed nim Kościół, rozwijając coraz agresywniej atak na rzekomą ideologię gender, czyli uderzając de facto w demokratyczny postulat równości. Do działań dołączył właśnie prezydent Białegostoku, bo po co komu... 38
  • Korporacja AK 6 paź 2013, 20:00 Armia Krajowa otrzymywała pieniądze od rządu RP w Londynie, a nawet od prezydenta USA. Jednak żołnierze polskiego podziemia najczęściej musieli samodzielnie finansować swoją działalność konspiracyjną. 40
  • Tanie domy samorządowców 6 paź 2013, 20:00 Oświadczenia majątkowe to fikcja. Cen nieruchomości, jakie podają samorządowcy, często nie ma na rynku – są zaniżone. Coraz częściej interesuje się tym CBA. 44
  • Biegaj z bankiem 6 paź 2013, 20:00 PKO Bank Polski poprzez program „Biegajmy razem” wspiera liczne imprezy biegowe, motywuje Polaków do zdrowego trybu życia i zachęca do pomagania innym. 46
  • Sprawa Angeliki Z. 6 paź 2013, 20:00 Histeria wokół córki aktorki Anny Samusionek trwa. Ale czy w tym szaleństwie ktokolwiek myśli jeszcze o małej Angelice? 48
  • Unia rozdaje na nowo 6 paź 2013, 20:00 W najbliższych latach dostaniemy z Brukseli aż 73 mld euro unijnego wsparcia. Na co je wydamy? O tym możesz zadecydować również ty. 50
  • High life na procentach 6 paź 2013, 20:00 Piękne, zadbane. Niczego im w życiu nie brakuje. Mimo to czują pustkę, którą zagłuszają alkoholem. Zawsze same i w ukryciu. Na zewnątrz są bez skazy. 54
  • Imperium nieczynne 6 paź 2013, 20:00 Choć rząd zamknięto dopiero tydzień temu, to paraliż władzy w USA trwa od miesięcy. Tłumaczymy – od A do Z – jak do tego doszło. 56
  • Brunatny świt 6 paź 2013, 20:00 Faszyści uzbrojeni w noże to po zapaści gospodarczej kolejna plaga trapiąca Grecję. Sytuacja w kraju przypomina grecką tragedię – wygranych jeszcze długo nie będzie. 60
  • Zakontraktowani na śmierć 6 paź 2013, 20:00 Imigranci bez wynagrodzenia budują lśniące stadiony, hotele i drogi. Padają przy tym jak muchy. Tak Katar przygotowuje się do Mundialu. 62
  • Wizjonerzy znad Wisły 6 paź 2013, 20:00 Polska przestała być tylko krajem wódki i kiełbasy. O nasze technologie biją się Nike, Deutsche Bahn i Coca-Cola. Poznajcie Polaków, którzy zadziwiają świat. 64
  • Rachunek za kanonizację 6 paź 2013, 20:00 Milion pielgrzymów, którzy przyjadą na kanonizację Jana Pawła II, to ratunek dla finansów państwa watykańskiego. 72
  • Miliarder ma problem 6 paź 2013, 20:00 Luksusowy, szybki i tani w użytkowaniu Model S produkcji Tesla Motors poszedł z dymem w wyniku banalnej stłuczki. Czy to koniec elektrycznej rewolucji? 74
  • Nieznośna lekkość próżni 6 paź 2013, 20:00 W filmie „Grawitacja” Sandra Bullock doświadcza kosmicznej udręki. Co się dzieje z człowiekiem w okołoziemskiej próżni? 76
  • Kto się śmieje, nie strzela 6 paź 2013, 20:00 „Polscy widzowie mają większe poczucie humoru niż twórcy” – mówi Juliusz Machulski. Do kin wchodzi „AmbaSSada” – komedia, w której reżyser zmienia losy świata. 78
  • Moizm z Kaszub 6 paź 2013, 20:00 Dzięki tej płycie inaczej spojrzałem na świat – mówi o swoim nowym, zaskakującym albumie Tomasz Makowiecki. 82
  • Kalejdoskop kulturalny 6 paź 2013, 20:00 Siła życia Sparaliżowany młody mężczyzna mruga powieką, wybierając w ten sposób kolejne wyrazy na planszach, które pokazuje mu matka. W wieku 25 lat pierwszy raz w życiu komunikuje się z otoczeniem. Słowa układają się w zdanie:... 84
  • Top 10- kultura 6 paź 2013, 20:00 Top 10 kino 1. „Turbo” reż. David Soren Imperial – Cinepix 2. „W imię…” reż. Małgośka Szumowska Kino Świat 3. „Czas na miłość” reż. Richard Curtis UIP 4. „Agenci” reż. Baltazar... 86
  • Szok przyszłości 6 paź 2013, 20:00 W średniowieczu analfabetą był człowiek niepiśmienny. Dziś jest nim ten, kto nie potrafi łowić ryb w oceanie informacji. Jeremy Gutsche ma wędkę dla każdego. 90
  • Trendy w biznesie 6 paź 2013, 20:00 Jak będą wyglądały praca przyszłości i przedsiębiorstwo 2.0? Do czego mogą służyć kamery w sklepach? Jak można skorzystać na WIFI - mówią eksperci Netii. 93
  • Biznes to Rozmowy 2013 6 paź 2013, 20:00 Czy technologia rządzi człowiekiem? Czy kryzys to szansa dla nowych firm? Jak na nim zarobić? Na te pytania starali się odpowiedzieć uczestnicy V kongresu Netii. 94
  • Technologia na co dzień 6 paź 2013, 20:00 Nowoczesne technologie zmieniają tryb naszego życia i kształtują nowe pokolenia. Pozwalają też zaoszczędzić naprawdę duże pieniądze. 96
  • Bomba tygodnia 6 paź 2013, 20:00 Niepolityczny Żmijewski Warszawa staje do boju referendalnego, obie strony politycznej barykady szukają zaufanych popleczników, bo nie ma to jak znana twarz popierająca polityka. Twarz oraz nazwisko. W medialnym galimatiasie ze zdumieniem... 98

ZKDP - Nakład kontrolowany