„Pragną mieszkać sami, zakładać rodziny”. Kossakowski o marzeniach bohaterów „Down the road"

„Pragną mieszkać sami, zakładać rodziny”. Kossakowski o marzeniach bohaterów „Down the road"

Przemysław Kossakowski z uczestnikami programu „Down the road. Zespół w trasie”
Przemysław Kossakowski z uczestnikami programu „Down the road. Zespół w trasie” / Źródło: KOBAS LAKSA
- Niestety jeśli chodzi o podejście do seksualności osób z niepełnosprawnościami, nie sadzę, by program cokolwiek zmienił. To mnie załamuje, ale skoro mamy problem z porozumieniem się na temat wychowania seksualnego, to nie mam złudzeń, że seks osób z niepełnosprawnościami będzie tematem jakiejkolwiek dyskusji – stwierdził Przemysław Kossakowski, prowadzący nowe reality show telewizji TTV, czyli „Down the road. Zespół w trasie”, którego premiera już 23 lutego. W programie nie brakuje rozmów o krzywdzących stereotypach, marzeniach dotyczących zakładania rodziny, czy wreszcie seksu osób z zespołem Downa.

–Rozmawiałem o tym z jednym z bohaterów. Opowiadał mi, że ma problem ze skumulowaną seksualną energią. Zapytałem go o onanizm, na co stwierdził, że nie może tego robić, bo to grzech, zło. On w to naprawdę wierzy. Ktoś mu to powiedział. I kiedy w końcu nie wytrzyma tej narzuconej wstrzemięźliwości, będzie czuł się jak człowiek, który wszystkich zawiódł. To niesprawiedliwe, jak ci ludzie są traktowani. Pragną mieszkać sami, zakładać rodziny, ale to niestety jest bardzo trudne – powiedział „Wprost” Kossakowski.

Dziennikarz spytany, czego nauczył go program, a w zasadzie jego bohaterzy, czyli sześciu dorosłych z zespołem Downa, odpowiedział: – Nauczyli mnie czegoś, co umiałem w dzieciństwie. Ale jak każdy z nas się tego oduczyłem. Jak ważna jest szczerość. Że zastanawianie się przez cały czas, czy warto coś powiedzieć, czy może lepiej tego nie robić, niekoniecznie ma sens. My, dorośli, bardzo często oduczamy się takich cnót w świecie, w którym nie ma ludzi z zespołem Downa. Tymczasem ci ludzie nie kalkulują, nie szacują, mówią prawdę i właśnie to było niezwykle odświeżające przeżycie.

Misja u prywatnego nadawcy

Pytany, czy prawda w reality show w ogóle jest możliwa, przyznał: – Zespół w trasie” to nie jest program w konwencji reality, to prawdziwe reality show. Nikt nikogo nie udawał. Każdy, kto choć raz widział podobny format, wie, że w produkcji telewizyjnej to coś nadzwyczajnego.

Kossakowski stwierdził też, że ten program jest programem misyjnym. – Nie mam co do tego wątpliwości, choć owszem, wielu może uznać, że zrobiliśmy coś niestosowanego pokazując tak poważny temat w tak czasami lekki sposób. Ale trudno, żeby nie było zabawnie, skoro na planie byłem z ludźmi z natury radosnymi i bezpośrednimi. (...) Chciałbym, żeby widzowie spojrzeli na naszych bohaterów i doszli do wniosku, że nie tylko są wrażliwi i bezpośredni, ale że mogą być także zawodowo przydatni. Nie mówię, by ktoś im teraz oferował menedżerskie stanowiska. To nie jest tak, że oni chcą pracy, by zarabiać na wakacje. Chcą pracować, by czuć się częścią całości. By tak się mogło stać, wystarczy zaprosić ich do naszego świata – zaznaczył.

Belgijski format

Belgijski pierwowzór „Down the road. Zespół w trasie” przed dwoma laty został wyróżniony europejskim Oscarem branży telewizyjnej. Polska jest drugim krajem po Belgii, który zdecydował się na produkcję formatu. Uczestnicy, w wieku od 22 do 36 lat, zostali wyłonieni w czasie castingów, o których dowiadywali się m.in. za pośrednictwem organizacji pomagających ludziom z zespołem Downa czy mediów społecznościowych.

Zasada programu jest prosta: sześciu dorosłych ludzi z zespołem Downa wsiada do busa i podczas dwutygodniowej podróży przemierza część Europy, między innymi Czechy, Austrię i Włochy. Scenariusz polskiej wersji programu napisała Aleksandra Więcka, socjolożka, scenarzystka i dziennikarka. – Sama mam dziecko z zespołem Downa, ale bohaterowie co i rusz mnie zaskakiwali i konfrontowali z moimi przekonaniami na temat tego, czym jest dorosłość z zespołem – mówi mama 7-letniego Jonatana. – Zależało mi na uniknięciu stereotypów i fałszywej ckliwości, jakie czasem pojawiają się przy tym temacie. Tworzyliśmy program rozrywkowy i przyświecała nam myśl, by widz oglądający „Zespół w trasie” mógł śmiać się razem z bohaterami, a nie z nich, bo to oznacza, że ten ktoś jest dla ciebie partnerem, masz z nim jakąś więź. Wspólny śmiech zbliża do siebie ludzi – dodaje. Sam program nazywa „unormalniaczem”.

– Pokazujemy, że ludzie z zespołem Downa, tak samo jak my wszyscy, bywają smutni, trudni, nudni, zakochani. Że aż tak wiele nas nie różni od siebie, że można sobie razem usiąść i pogadać – podkreśla. Jak dodaje, misją twórców programu było udowodnienie, że dla ludzi z zespołem Downa jest miejsce wszędzie tam, gdzie jest miejsce dla nas. -Chciałabym, żeby nie budzili zdziwienia, kiedy idą do kawiarni, piją piwo, randkują. W tym programie mogli być po prostu sobą. Początkowo myślałam, że razem z bohaterami znajdziemy odpowiedź na pytanie „jak to jest mieć zespół Downa”?. Im dłużej byliśmy razem, im częściej im je zadawaliśmy, tym bardziej oczywiste stawało się, że nie ma na nie odpowiedzi. To tak, jakby pytać siebie „jak to jest być człowiekiem” – mówi Więcka.

Premiera na antenie TTV 23 lutego o godzinie 22:05. W sumie telewizja pokaże 12 części nagranych w czasie dwutygodniowej wyprawy.

Czytaj także:
Chłopczyk z zespołem Downa robi karierę w modelingu. Uroczym uśmiechem kradnie show!

Galeria:
„Down the road. Zespół w trasie”
Okładka tygodnika WPROST: 8/2020
Cały wywiad dostępny jest w 8/2020 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 1
  • Niestety widziałem tylko połowę drugiego odcinka , ale jestem pod dużym wrażeniem. Pamiętam jak wiele lat temu serial "Dzień za dniem" przyniósł chyba odwrotny skutek od zamierzonego i podobnie jest z rolą "Maćka" w "Klanie" dlatego z dystansem podchodziłem do tego programu, ale jestem po tym wczorajszym fragmencie bardzo pozytywnie zaskoczony, i czekam z dużą niecierpliwością na kolejne odcinki!