Polskie upiory to nie mit. Badacz: „Są świadkowie: ktoś wykopał trupa, obciął mu łeb, wypił krew”

Polskie upiory to nie mit. Badacz: „Są świadkowie: ktoś wykopał trupa, obciął mu łeb, wypił krew”

Zdj. ilustracyjne
Zdj. ilustracyjne / Źródło: Shutterstock
Mieszczuchy w Warszawie oglądają spektakl o wampirze i mówią: „jakie to straszne, angielska literatura grozy”, a tu obok rozkopuje się groby i obcina trupom głowy rydlem – mówi „Wprost” Łukasz Kozak, historyk, autor książki „Upiór. Historia naturalna”.

Piszesz, że przez setki lat upiory żyły razem z nami. Tymczasem „myśmy wszystko zapomnieli".

Kiedy zaczynałem badać ten temat, byłem zdziwiony, że nikt go nie opracował. Upiór jest jednym z podstawowych wierzeń polskiej kultury, tymczasem źródła, do których sięgam, nierzadko są pierwszy raz wyciągnięte. Słowiański upiór to nie żaden potwór z piekła, ale człowiek, który miał dwie dusze. Kiedy umierał, tylko jedna umierała razem z nim, dlatego, jak to określano, chodził po śmierci. Ten fenomen przesączał się na Zachód, a w XIX wieku dostał nową oprawę: wampira. Ale wampir z książek i filmów to jedno, a upiory, które żyły pośród nas, to coś zupełnie innego.

To prawda z tym Byronem?

Niesamowite, prawda? Romantyczny poeta George Byron jest jedną z centralnych postaci mitu wampira, ale nie spodziewałem się, że Byron sam mógł być upiorem.

To dzięki niemu literaci w ogóle zajęli się tym tematem, a John William Polidori, który jako pierwszy wprowadził wampira do popkultury, wzorował go właśnie – w ramach zemsty – na swoim byłym kochanku Byronie. Od tego czasu wampir jest blady, wyniosły, oziębły emocjonalnie i jest śmiertelnie niebezpieczny.

W pewnym momencie pracy nad książką przeglądałem listę znanych ludzi, którzy urodzili się w czepku. To kawałek błony płodowej, który jako „czapka” zostawał na głowie niektórych noworodków. Niemal w każdej kulturze takim osobom przypisuje się szczególne znaczenie. W naszych stronach był to znak, że urodził się upiór. I patrzę na listę, a tu nazwisko Byrona. Co!?

A potem okazało się, że jest jeszcze ciekawiej, bo czepek położna sprzedała jako amulet, kupił go marynarz, kapitan Hansen. Znane są jego losy. Zatonął na morzu. Tym razem amulet nie zadziałał.

To był jeden z momentów, kiedy czytając „Upiora” pomyślałem: „ale czy to jest prawda?”. A problem jest większy: co to jest prawda, kiedy piszemy naturalną historię rzeczy nadprzyrodzonych? Czy cudowne obrazy płaczą prawdziwymi łzami, jak zapewnia Kościół? Czy krew św. Januarego rzeczywiście przybiera płynną postać? Ostatnim razem ten cud wydarzył się w Watykanie w 2015 roku! Czy upiory rzeczywiście chodzą po świecie?

Ja wyszedłem z takiego założenia jak mikrohistorycy: nie należy tego rozważać. Ludzie rzeczywiście widzieli upiory, bez wątpienia wykopywali je z grobów, obcinali im głowy, pili krew trupów. To jest w materiałach sądowych czy policyjnych. Jest jeszcze ciekawiej: taki Semen Kalienniczenko, który wyznaje, że sam jest upiorem. Jest zeznanie sądowe faceta, który opowiada całe swoje życie, mówi, jak zatrzymuje martwe upiory w grobach. To był dla mnie pewien moment zaskoczenia.

Upiór. Historia naturalna

Zazwyczaj próbujemy racjonalizować. Że porfiria, wścieklizna, pochowanie w letargu – wszystko to sprawia, że niektórzy wydają się żyć po śmierci.

Znalazłem ze trzy przypadki pochowań w letargu, kiedy pochowaną lub pochowanego uznano za upiora, ale to jest margines. Problem nie w tym, że to są wyjaśnienia zbyt racjonalizatorskie. Sęk, że kiedy ktoś mówi, że porfiria wyjaśnia wampiryzm, to on wyjaśnia wampira, ale takiego z filmu, z popkultury. A nie upiora, którego ja opisuję. Prawdziwego, historycznego wampira. To jest błąd podstawowy: ludzie, którzy wyjaśniali dotąd wampiryzm, nie sięgali do źródeł.

A ten upiór, czyli wampir prawdziwy, wcale tak często krwi nie pije. Atakuje bydło, a nie ludzi. Czasami w ogóle nie wyłazi z trumny, tylko siedzi i całun żuje, a jego krewni umierają. Czasami pomaga żonie w domu, czasem po śmierci ma z nią dzieci (to akurat łatwo wyjaśnić). Ma różne takie zachowania, których nie wytłumaczymy racjonalnie.
Artykuł został opublikowany w 3/2021 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0

Czytaj także