Wybryki dzieci kładą się cieniem na karierach polityków. „Zaczęło się od kłamstwa. To ludzi mierzi”

Wybryki dzieci kładą się cieniem na karierach polityków. „Zaczęło się od kłamstwa. To ludzi mierzi”

Iwona Arent
Iwona Arent Źródło: PAP / Tomasz Waszczuk
Człowiek powinien odpowiadać za swoje czyny, ale w polityce parasol działań, za które można dostać rykoszetem, rozciąga się szerzej. Przekonała się o tym posłanka PiS Iwona Arent. – Z logicznego punktu widzenia obciążanie matki za zachowanie syna jest bez sensu, bo to jest 29-letni mężczyzna. Rodzice nie powinni odpowiadać za dorosłe dzieci, ale w sytuacji polityków jest to odbierane inaczej. I ponieważ polityk pcha się na afisz, to pcha się ze wszystkimi konsekwencjami – stwierdził w rozmowie z „Wprost” dr Mirosław Oczkoś, ekspert ds. wizerunku i marketingu politycznego.

W mieszkaniu przy Alei Niepodległości w Olsztynie miały rozegrać się dramatyczne sceny. Sprawa zdobyła rozgłos, zdecydowanie wykraczając poza mury budynku i przekazywane przez okolicznych mieszkańców domniemania.

Michał A. i Magdalena T. usłyszeli zarzut pobicia Pauliny C. Jak przekazał rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Olsztynie Daniel Brodowski, kobieta miała być bita pięściami po twarzy i w głowę, przez co została narażona na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia.

Wobec podejrzanych zastosowano wolnościowe środki zapobiegawcze w postaci dozoru policji i zakazu zbliżania się do pokrzywdzonej.

Syn posłanki PiS pobił kobietę? Iwona Arent: Ta dziewczyna ukradła mu telefon i pieniądze

O sprawie opinia publiczna zapomniałaby z pewnością szybko, gdyby nie fakt, że 29-letni Michał A. to syn posłanki Prawa i Sprawiedliwości Iwony Arent. Polityk początkowo nie chciała komentować sprawy, później zmieniła taktykę. Podkreśliła, że nie jest stroną postępowania, a o zdarzeniu wie z relacji syna.

– Ta dziewczyna ukradła mu telefon i pieniądze. Spotkał się z nią, żeby wszystko oddała. Była tam jeszcze jej koleżanka, również domagająca się zwrotu ukradzionych rzeczy. Syn przyznał się, że ze złości szarpnął ją za włosy i opluł, i to wszystko. Nie pobił żadnej dziewczyny – powiedziała w rozmowie z „Super Expressem”.

Jednocześnie Iwona Arent podkreśliła, że jej syn jest pracującym, niekaranym człowiekiem, osobą niepubliczną, która żyje swoim niezależnym życiem. Wyraziła także nadzieję, że sąd wyda uczciwie rozstrzygnięcie w sprawie. Można powiedzieć, że posłanka początkowo bagatelizowała sprawę, ale po ujawnieniu przez „Super Express” nagrania, na którym widoczny jest przebieg przynajmniej części zdarzenia, wydała oświadczenie.

Ekspert: Najbardziej w tej sytuacji zaszkodziła sobie sama Iwona Arent

Do sprawy w rozmowie z „Wprost” odniósł się dr Mirosław Oczkoś, ekspert ds. wizerunku i marketingu politycznego.

– Wikłanie się dzieci polityków w sytuacje przestępcze zawsze działa negatywnie, jeżeli mówimy o dobrym i złym wizerunku rodziców. W sprawie Iwony Arent skupiłbym się jednak na wizerunku pożądanym i niepożądanym. Jeżeli mówimy o 29-letnim synu posłanki PiS i nagraniu, które wyciekło – komentarz jest jasny. Jego zachowanie było skandaliczne – ocenił nasz rozmówca.