Na początku sierpnia o tym miejscu usłyszał cały świat. Sprawdziliśmy, jak teraz wygląda życie za „bramą Donbasu”

Na początku sierpnia o tym miejscu usłyszał cały świat. Sprawdziliśmy, jak teraz wygląda życie za „bramą Donbasu”

Plac zabaw i zniszczony budynek w Pokrowsku
Plac zabaw i zniszczony budynek w Pokrowsku Źródło: WPROST.pl
Pokrowsk – mały punkt na mapie świata, o którym stało się głośno po ataku Rosjan na budynki mieszkalne. Ukraińskie miasto faktycznie zamarło, ale szybko zaczęło się podnosić. – W centrum widać wojnę, jest dużo żołnierzy, ale jeśli mieszkasz w dzielnicach oddalonych od tego punktu, możesz spędzać czas w miarę spokojnie. Wydaje mi się, że gdyby nie alarmy i ostrzały, nie byłoby jasne, że wojna jest tak blisko – mówi nam Swietłana.

Pokrowsk znajduje się ok. 80 km od Doniecka i jest określany jako „zachodnia brama Donbasu”.

– Ten region najbardziej ucierpiał z powodu rosyjskiej agresji zbrojnej. Okupanci nie zostawiają tutaj kamienia na kamieniu – mówi gubernator obwodu donieckiego.

Pawło Kyryłenko podkreśla, że sytuacja jest trudna, bo wojsko podległe codziennie prowadzi w okolicy zbrodnicze akcje, w tym bierze na celownik obiekty infrastruktury krytycznej. Jak zaznacza, sprawa komplikuje się jeszcze bardziej ze względu na rozpoczynający się niebawem sezon grzewczy.

Pokrowsk na celowniku Rosjan. Ocalał plac zabaw

O 60-tysięcznym Pokrowsku cały świat usłyszał na początku sierpnia. Wówczas rosyjski pocisk trafił w budynek mieszkalny. Na miejscu zaczęła się akcja ratunkowa, pojawiły się służby medyczne i porządkowe. Gdy funkcjonariusze próbowali odnaleźć poszkodowanych, Rosjanie po raz kolejny przeprowadzili atak z powietrza. Siedem osób zmarło, a ponad 80 zostało rannych.

Jednym z obrazów, który rzucał się na miejscu w oczy, był plac zabaw z huśtawkami i drabinkami do wspinaczki dla dzieci – elementami, które pozostały niezniszczone. Miejsce, które powinno stanowić bezpieczną przystań dla najmłodszych, otaczają teraz uszkodzone budynki.

Plac zabaw i zniszczony budynek w Pokrowsku

Kilka dni po rosyjskich atakach trudno było spotkać tutaj większe grupy ludzi, ale pojawiały się pojedyncze osoby, którym zależało na tym, by jak najszybciej naprawić zniszczenia. Może nie całkowicie, bo to nie jest możliwe, ale zrodziła się chęć, by przynajmniej „coś zrobić”.

Jeden mężczyzna zaczął naprawiać balkon, drugi zasłaniał dyktami dziury, gdzie jeszcze niedawno były okienne szyby, ktoś w oddali zbierał rozrzucone rzeczy.

– Co mam opowiadać? Uderzyły rakiety, źle się tutaj żyje, nie jest bezpiecznie. Nie będę więcej o tym mówić – rzuca mężczyzna w średnim wieku.

Zniszczone budynki w Pokrowsku