"Wprost" nr 12: Nietykalni

"Wprost" nr 12: Nietykalni

Dodano:   /  Zmieniono: 5
W obronie swoich żołnierzy Waszyngton jest gotów nawet zaryzykować dobre relacje ze swoimi sojusznikami. Amerykanin, który w poprzednią niedzielę w Kandaharze zamordował 16 Afgańczyków, jest już w USA. Bo Ameryka nie da skrzywdzić swoich żołnierzy, nawet jeśli są mordercami.
Niezauważony sierżant wyszedł z bazy o trzeciej w nocy. Zanim wystrzelił, najpierw budził ofiary. Kilkunastu Afgańczyków, także małe dzieci. Ciała z pierwszego domu próbował spalić. Potem wrócił do bazy i od razu oddał się w ręce żandarmerii. Już trzy dni później armia przerzuciła go do tymczasowego aresztu w Kuwejcie, ale w piątek, po protestach tamtejszych władz, odleciał do Ameryki, gdzie w areszcie będzie oczekiwać na proces. Amerykanie nie posłuchali dramatycznego apelu afgańskiego parlamentu – dzień po masakrze posłowie przerwali obrady, aby zażądać publicznego procesu mordercy tam, gdzie doszło do zbrodni. – 

Jego wywiezienie jeszcze nie przesadza sprawy – tłumaczył przebywający właśnie w Kabulu amerykański sekretarz obrony Leon Panetta. – Jeszcze może tu wrócić. Nie wróci. Waszyngton już wiele razy udowodnił, że jest gotów zaryzykować dobre relacje ze swoimi sojusznikami, a nawet zrewidować swoje geopolityczne interesy w obronie własnych żołnierzy. Również wtedy, gdy wina po ich stronie jest niepodważalna.

Czytaj więcej w tygodniku „Wprost". Nowy numer w poniedziałek w kioskach.

 5

Czytaj także