Steve Jobs na polską miarę

Steve Jobs na polską miarę

Bogdan Wiciński
Bogdan Wiciński zaczynał od sprzedaży gier. Dziś na jego zlecenie Chińczycy produkują tablety, telefony i telewizory. Samsung i Apple mają w Polsce godnego przeciwnika.
IPhone? Chińczycy zrobią mi taki sam telefon za 300 zł, a w sklepie trzeba za niego wyłożyć dziesięć razy tyle – mówi Bogdan Wiciński, szef Manty, polskiego producenta sprzętu elektronicznego. Po chwili przynosi do gabinetu dwa smartfony. Wielki wyświetlacz, srebrna obudowa, dyskretne logo z tyłu. – W cenie jednego iPhone’a ma pan sześć moich telefonów – mówi z uśmiechem. Wprawdzie nie są tak zaawansowane technologicznie jak wynalazki Apple, ale Wiciński drugim Steve’em Jobsem być nie zamierza.

Jego produkty są funkcjonalne i tanie. Złośliwi nazywają je chińszczyzną, bo większość sprzętu Manta sprowadza właśnie z Chin. Jednak to samo robią wszyscy czołowi producenci elektroniki. Wiciński wstawił nogę w uchylone przez Apple i Samsunga drzwi i podłączył się do rynku. W ciągu kilku lat jego firma stała się liderem produktów elektronicznych klasy B. Teraz wraz z cyfryzacją telewizji naziemnej całą Polskę zalewają dekodery do odbioru sygnału cyfrowego. Te od Manty znalazły milion nabywców. – Trójwymiarowe telewizory wprowadziliśmy do Polski pół roku przed LG, a tabletów sprzedaliśmy tylko mniej od Samsunga i Apple – opowiada Bogdan Wiciński. W zeszłym roku sprzedał sprzęt wart 92 mln zł. – Chcę odkłamać ten rynek i pokazać, że można robić to samo co wielkie koncerny, ale za mniejsze pieniądze – mówi wprost.

Manto od Manty

37 lat, uśmiechnięty, pewny siebie. Kibic Legii Warszawa i wielki fan piłki nożnej. Energiczny. – Codziennie biegam, a dodatkowo gram w dwóch ligach piłki nożnej – uśmiecha się Wiciński. Na nosie okulary z kolorowymi oprawkami, sportowy zegarek, dżinsy i luźny sweter. Zupełnie nie przypomina prezesa spółki zarabiającej rocznie miliony złotych. W sprawach technicznych nie jest ekspertem. W liceum bardziej pasjonował się finansami niż majsterkowaniem z lutownicą w dłoni. Po maturze zaczął studia w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. – Ale od zawsze byłem też bardzo ciekawski. Polubiłem nowe technologie, bo zmieniają się z dnia na dzień. To mnie nakręca – mówi z błyskiem w oku. Ciężko za nim nadążyć. Wypada nagle z pokoju i szuka kolegi, który ma prototyp jego najnowszego produktu. – Zaraz pokażę panu nasz nowy telefon – krzyczy z korytarza. Pierwszy biznes rozkręcił jeszcze w podstawówce na rogu ulicy Grzybowskiej i alei Jana Pawła II w Warszawie. Handlował grami komputerowymi. – Byłem piratem. Proszę się nie łudzić, nie sprzedawałem oryginalnych gier z piękną okładką i hologramem – mówi. Oprócz niego bazarowy biznes rozkręcali tam wtedy Marek Tymiński z City Interactive i bracia Kicińscy z CD Projekt. Dzisiaj to dwie największe polskie firmy zajmujące się produkcją gier komputerowych. – Zarabiałem więcej niż moi rodzice. Kiedy przyniosłem do domu plik banknotów, ojciec chciał mnie wyrzucić za drzwi, bo myślał, że ukradłem – śmieje się biznesmen. Towarem nie tylko handlował, ale też go recenzował. Pod pseudonimem Wicik pisał artykuły w „Secret Service”, znanym w latach 90. miesięczniku komputerowym. Praca dla wydawnictwa pochłonęła go tak bardzo, że zaczął produkować bluzy, koszulki i czapki z logo pisma. Później poszedł w muzykę. W 1996 r. założył wytwórnię muzyczną B.E.A.T. Records. – Naszym nadrzędnym celem jest wydawanie polskiego hip-hopu, tworzonego przez polskich wykonawców, rymujących w języku polskim – brzmiał oficjalny komunikat firmy. – To my wydaliśmy pierwszą płytę Molesty – opowiada Wiciński. Album „Skandal” nagrany przez ten legendarny zespół doczekał się złotej płyty.

Cały materiał można przeczytać w numerze 23/2013 „Wprost”, który jest dostępny w formie e-wydania .

Najnowszy "Wprost" jest także dostępny na Facebooku .

Czytaj także

 4
  • harding IP
    "Kiedy przyniosłem do domu plik banknotów, ojciec chciał mnie wyrzucić za drzwi, bo myślał, że ukradłem
    • jasiu IP
      Wystarczy wejść na forum Manty aby się przekonać z jakimi tandetnymi produktami mamy do czynienia. O obsłudze technicznej lepiej już nie wspominać. Idea przyświeca jedna - sprzedać, a potem kliencie to już twój problem. No i jeszcze jedno. Chinszczyznę można mieć z Chin bezpośrednio - bez prowizji i taniej - nawet wliczając koszta przesyłki
      • taktrzymac IP
        Wymienię dziesięciu "Kulczyk like" biznesmenów o szemranej proweniencji na jednego Wicińskiego ...