Jak zarobić fortunę na butelce wina i whisky?

Jak zarobić fortunę na butelce wina i whisky?

Dodano:   /  Zmieniono: 1
fot. sxc.hu / Źródło: FreeImages.com
Buteleczka whisky sprzed dwóch wieków, barokowy obraz, a może talerze z wizerunkiem królowej Elżbiety II? Polacy coraz bardziej przekonują się do alternatywnych form inwestowania.
Jan Kulczyk najczęściej fotografuje się na tle obrazu ,,Wnętrze katedry”  z 1659 roku , namalowanego przez Pietera Neeffs'a II. To warte około 100 tys. dolarów dzieło zostało wyeksponowane na sztalugach w sali klubowej warszawskiej siedziby Kulczyk Investments. Marek Roefler, jeden z najbogatszych Polaków, właściciel  firmy deweloperskiej Dantex, ma kolekcję obrazów przedstawicieli szkoły paryskiej. Najchętniej prezentuje się na tle autoportretu Mojżesza Kislinga, jednego z czołowych polskich twórców Ecole de Paris. Drogie obrazy w gabinetach najbogatszych Polaków zupełnie nie dziwią Juliusza Windorbskiego, prezesa Desy Unicum - najstarszego domu aukcyjnego w Polsce. - Ceny sztuki na świecie rosną, więc kolekcjonowanie obrazów to na pewno inwestycja - mówi. – Kto kilkadziesiąt lat temu kupił obrazy Marka Rothko, jednego z najdroższych współczesnych malarzy amerykańskich, dzisiaj może zostać milionerem – wtóruje mu dr Agnieszka Morawińska, dyrektor Muzeum Narodowego w Krakowie. Rok temu na jednej z londyńskich aukcji obraz pędzla Amerykanina sprzedał się za bagatela 87 mln dolarów. Tylko w zeszłym roku domy aukcyjne sprzedały dzieła sztuki o rekordowej wartości 12,2 mld dolarów. 
W czasach spowolnienia gospodarczego, kiedy granie na giełdzie przypomina rosyjską ruletkę, słupki z kursami walut wariują przed oczami, a lokowanie kapitału w sztabach złota nie jest już tak pewne jak kiedyś, Polacy coraz chętniej skłaniają się ku alternatywnym metodom inwestowania. Kupują zabytkowe samochody, butelki rzadkich alkoholi, autografy gwiazd, a nawet pamiątki po brytyjskiej rodzinie królewskiej. Wszyscy liczą na to, że za kilka lat zabytkowe przedmioty przybiorą na wartości, żeby móc je sprzedać z zyskiem.
Królewski zysk
- Tuż po śmierci księżnej Diany w 2000 r. jej autografy drożały średnio o 17,8 proc. rocznie – komentuje Paul Fraser, brytyjski ekspert inwestycyjny na rynku kolekcjonerskim. Jego zdaniem podobnie będzie z nowo narodzonym wnuczkiem Diany, bo w księżnej Kate obserwatorzy coraz częściej dostrzegają zmarłą teściową. Jednak jeżeli już inwestować w królewskie memorabilia, to tylko te, które rzeczywiście trafiły na królewski dwór. Zdaniem ekspertów z Wealth Solutions, polskiej firmy zajmującej się alternatywnym inwestowaniem, wiadomo, że kubek z napisem „Royal Baby” sprzedawany na bazarze pod Big Benem nigdy nie będzie inwestycją. Za to Ci, którym księżna Diana złożyła kilkanaście lat temu podpis na chusteczce do nosa albo innym skrawku papieru mogą go dzisiaj sprzedać na aukcji za średnio 7 tys. funtów.  Według Frasera wartość kolekcji pamiątek należących do sławnych osób rośnie średnio o 10-20 proc. rocznie. Nic dziwnego, że na aukcjach pamiątkowe przedmioty osiągają tak zawrotne ceny. Kubańska flaga z autografami Che Guevary i Fidela Castro sprzedana została za 160 tys. dolarów. Marynarka Michaela Jacksona za trochę ponad 30 tys. dolarów, a pierścionek Elizabeth Taylor z 33 karatowym brylantem poszedł w 2011 r. za 8,8 mln dolarów. Jednak od niedawna hitem inwestycyjnym okazały się alkohole. 
Oszczędności pod korkiem
Przed rokiem do Polski przyjechali przedstawiciele jednej z najstarszych destylarni whisky na świecie. Szkoci z Glenfarclas urządzili sobie u nas premierę swojej legendarnej whisky z 1953 r. Przywieźli ze sobą 400 starannie zapieczętowanych butelek na sprzedaż dla inwestorów. Jej wartość rynkowa jest dwa razy wyższa od tej, po której Szkoci sprzedawali ją Polakom. Zysk z odsprzedania wartościowego trunku nie ulega ponadto opodatkowaniu, jeżeli whisky sprzeda się do 6 miesięcy po zakupie. A za dobre roczniki kolekcjonerzy są w stanie oddać fortunę. Kilka miesięcy temu amerykański multimilioner Lyle Shellenberg za 50-letni egzemplarz szkockiej zapłacił bagatela 130 tys. zł. Według szacunków Wealth Solutions tylko w zeszłym roku Polacy kupili w celach inwestycyjnych aż 14 tys. butelek whisky za 15 mln zł. 

W cenie są również mniej wyskokowe trunki jak szampan czy wino. 20 proc. rocznej stopy zwrotu to marzenie każdego Kowalskiego, który głowi się nad tym, gdzie ulokować swoje oszczędności. A właśnie o tyle średnio w roku rosną notowania wina na londyńskiej giełdzie Liv-ex, gdzie handluje się tym trunkiem. Wina inwestycyjne to te ze słynnego Bordeaux. Kupujemy je w beczce, dwa lata przed rozlaniem do butelek. Rekomendowany okres inwestycji w wino to minimum pięć lat. Po tym okresie możemy się spodziewać, że podwoimy wartość zainwestowanych pieniędzy. Jednak tak jak z każdą inwestycją nawet zakorkowywanie kapitału w butelce nie uchroni nas od ryzyka i sporych wydatków. Na zakup beczułki wina wypada wyłożyć ok. 5 tys. euro, płacić krocie za jej przechowywanie i odpowiednio ubezpieczyć. Rynek trunków tak jak każdy inny ulega wahaniom. O tym, czy dane wino będzie się dobrze sprzedawać decydują gusta konsumentów i surowe podniebienia krytyków. Jedna niepochlebna opinia i nasza inwestycja może odpłynąć.  
 1

Czytaj także