Oleksy: Pogłoski o moim umieraniu są przesadzone

Oleksy: Pogłoski o moim umieraniu są przesadzone

Dodano:   /  Zmieniono: 
Józef Oleksy, fot. JAKUB GRUCA / Newspix.pl Źródło: Newspix.pl
- Kampania wyborcza oznacza ciężki wysiłek, któremu mógłbym w obecnym stanie nie podołać. Ale się nie wycofuję, robię tylko konieczną przerwę - mówi Józef Oleksy, wiceszef SLD i były premier.

Magdalena Rigamonti: Każdy pyta, jak się pan czuje?

Józef Oleksy: Wielu pyta. W szczegóły nie będę wchodzić. Zakrzepica w nodze spowodowała zatorowość płuc, która oznacza ograniczenie wydolności pęcherzyków płucnych. Przeszedłem też ostatnio dość ostre obustronne zapalenie płuc.

To dlaczego, skoro stan zdrowia jest ustabilizowany, zrezygnował pan z kandydowania do PE?

Było OK. Przyjąłem rekomendację kolegów z SLD w Poznaniu. Aplauz, którym mnie obdarowano, był bardzo miły. Zostałem „jedynką” w Wielkopolsce, więc teoretycznie mandat w PE był dość pewny. Ale w tym czasie robiłem też badania. Przyszły wyniki, zebrało się konsylium i okazało się, że moja kondycja będzie się poprawiać dłużej, niż początkowo zakładałem. W opinii lekarskiej należało spowolnić i nie brać na siebie intensywnych wysiłków kampanii wyborczej.

To co się stało?

Mówię o tym, że niewydolność się nie zmniejszyła. Usłyszałem, że muszę zwolnić tempo, że nie ma szans na to, bym mógł np. w najbliższych miesiącach latać samolotami. Moje miejsce na liście w Wielkopolsce zgodziła się zająć Krystyna Łybacka, która jest wybitną postacią polskiej lewicy, i nie wątpię, że wygra te wybory. Zresztą chętnie będę jej pomagać. Wszystko robię w życiu na serio. Kampanie wyborcze też. Mówiąc poważnie, kampania wyborcza oznacza ciężki wysiłek, któremu mógłbym w obecnym stanie nie podołać. Lider listy bierze na siebie szczególną odpowiedzialność, nie tylko za swój wynik, ale także za wynik całej partii.

À propos pana zdrowia...

Niech pani przestanie, bo mnie pani dopiero wpędzi w chorobę.

Jeszcze pieniądze są dość dobre w PE.

Nie żyję w biedzie. Niewiele mi brakuje. Nigdy nikomu nie zazdrościłem. Wielkie pieniądze mnie w życiu nie motywowały. Wie pani, karierę mam za sobą, stanowiska bym tam nie objął, bo obsadzi je układ rządzący.

Mówi pan, jakby się jednak wycofywał z polityki.

Nie, nie wycofuję się. Robię tylko krótką, konieczną przerwę.

Ale na mieście, w Sejmie, w pana partii, której wciąż jest pan wiceprzewodniczącym...

Wiem, wiem, na mieście to ja już umierałem. Byłem prawie pochowany, cierpiałem na wiele nieuleczalnych chorób.

Do mnie dotarły informacje o raku jelita grubego i guzie na kręgosłupie.

Fajnie. A do mnie o galopującej białaczce i jeszcze chyba o raku mózgu. Ludzie mają bujną fantazję.

To nie „jacyś ludzie”, ale pana koledzy.

Wiem, że najwięcej zwykle koledzy opowiadają, i to niektórzy z wypiekami na twarzy.

Że pan był u Leszka Millera i że mu pan wszystko powiedział.

Leszkowi powiedziałem dokładnie to, co pani. Z nim rozmowy nie są trudne, dlatego że on jest raczej małomówny, słucha, przyjmuje do wiadomości. Nie podjął dyskusji, nie namawiał, nie agitował, nie łagodził. Nawet po czasie przyszła mi taka refleksja, że właściwie to on mnie nie namawiał, żebym nie rezygnował, ale rozumiem, że dyktował mu to realizm. Powiedziałem: znasz mój kłopot od roku, myślałem, że to się szybciej zakończy, ale lekarze mówią, żebym spowolnił. Zadałem nawet pytanie: co byś zrobił, żeby mi ułatwić kampanię? I usłyszałem, że to mógłby być kłopot, bo partia nie ma najlepszej sytuacji finansowej.

Cała rozmowa Magdaleny Rigamonti z Józefem Oleksym w najnowszym numerze ty godnika "Wprost".

Najnowszy numer "Wprost" będzie  dostępny w formie e-wydania .  
Najnowszy "Wprost" będzie także dostępny na Facebooku .  
"Wprost" będzie dostępny również w wersji do słuchania .