Prezes w stylu country

Prezes w stylu country

(fot. Mariusz Pałczyński / MPAIMAGES.COM / FORUM)
Podejrzenie korupcji w Polskim Związku Piłki Siatkowej to tylko jeden wątek śledztwa. Prokuratura bada też umowy sponsorskie jakie zawierał PZPS z miastami gospodarzami tegorocznych Mistrzostw Świata. Wątpliwości budzi wycena usług marketingowych. – Były wielokrotnie wyższe od rynkowych cen – mówi manager jeden z firm współpracujących z siatkarskim związkiem.
To już kolejny raz jak, śledczy zainteresowali się wydatkami PZPS na sponsoring. Rok przed mundialem agenci CBA dokładnie sprawdzali umowę z Katowicami, gdzie został później rozegrany finałowy mecz mistrzostw z Brazylią.
Wtedy śledztwo zostało umorzone. Dotarliśmy do uzasadnienia tego umorzenia. Z dokumentu wynika, że sprawy finansowe związku były prowadzone co najmniej niefrasobliwie.

W trakcie śledztwa CBA weszła wtedy do kilkunastu firm i spółek, którym PZPS i reprezentująca związek spółka „Polska Siatkówka” zlecały różne usługi. Śledczy wykonali wtedy analizę kryminalną przepływów finansowych. Jaki był jej efekt? „Nie można było sformułować jednoznacznych wniosków, co do zaistnienia niejako podwójnych płatności za te same usługi realizowane bezpośrednio z rachunku PZPS bądź Polskiej Siatkówki, a także przez kolejnych pośredników” – napisał prokurator. A jeden z podwykonawców szczerze zeznał, że „nie pamięta” jakie zadania realizował na rzecz MŚ 2014.

Wśród kontrahentów były spółki  Krzysztofa L. menadżera PZPS ds. negocjacji umów sponsorskich.  Jedna z nich podpisała z PZPS, a później z „Polską Siatkówką” umowę na doradztwo przy organizacji mistrzostw. Śledczy ustalili, że do 2011 roku firma ta otrzymała wynagrodzenie w wysokości ponad 1,7 mln zł.

Śledczy nie znaleźli też umowy, na podstawie której firm Krzysztofa L. żądała dodatkowego wynagrodzenia. Miała to być wysoka prowizja od wynegocjowanych umów sponsorskich z miastami, w których rozgrywane były mecze. W sumie PZPS otrzymał z takich umów około 37 milionów złotych.

CBA zatrzymało prezesa PZPS pod zarzutem przyjęcia łapówki. Do aresztu pod takim samym zarzutem trafił też wiceprezes PZPS Artur P. We wtorek sąd odrzucił zażalenie prawników Mirosława P. i podtrzymał areszt. Łapówki miał wręczać szef ochroniarskiej firmy, która od 16 lat współpracuje z PZPS. Wiceprezes miał dwukrotnie przyjąć 580 tys. zł. Prezes Mirosław  P. raz – 400 tys.

Prezesa PZPS zatrzymali agenci CBA, gdy jechał na konferencje prasową do Katowic. Towarzyszył mu Krzysztof L. – to ta sama osoba, która w imieniu PZPS negocjowała umowy z miastami. Prezes PZPS miał przyjąć łapówkę podczas krótkiego postoju w drodze do Katowic. Miała to być jedna ze stacji benzynowych. 400 tys. złotych w gotówce to spora paczka, kilka tysięcy banknotów. Takiego pakunku nie można przeoczyć, gdy ktoś go wkłada do samochodu. Czy Krzysztof Lipiec zapytał co dostał Prezes na stacji benzynowej i od kogo? Moment wręczenia pieniędzy miały zarejestrować kamery monitoringu.

- Czy był pan obecny podczas zatrzymania prezesa Mirosława P.? – pytam Krzysztofa L.  Po chwili namysłu mówi: - Nie udzielam na ten temat żadnych informacji. Ucina rozmowę.  

Prezes PZPS był na szczycie popularności. Ze złotym medalem, w kieszeni miał kolejny mundial, tak była zachwycone międzynarodowe władze siatkówki. W ciągu jednego dna spadła na dno. I został Mirosławem P. z czarną opaska na zdjęciach. Czy na pewno był to tylko ten jeden dzień?  Skąd się w ogóle wziął w związku?  - To nie on był mózgiem polskiej siatkówki. - Siatkówką rządził realnie jego zastępca Artur P. Mirkowi bardzo pasowało takie figo fago: koniaczek, cygaro, podróże. Dyplomacja bardziej niż codzienna orka, a Artur P. zarządzał. To coś takiego, jak kiedyś Donald Tusk i Grzegorz Schetyna. Z tą różnicą, że Mirek nie niszczył Artura, bo się z nim bardzo dobrze czuł – mówi ich znajomy.

Wszyscy wskazują, że prezes to był pomysł właśnie Artura P. Gdzie się poznali? Dokładnie nie wiadomo. – To była grupa kolegów, mieli hobby, grali w siatkówkę. – wspomina działacz PZPS. - Nie miał szansy na karierę, zbyt niski. Kłopoty z sercem. To było hobby, a nie marzenia zawodnicze, bo brakuje mu predyspozycji – podsumowuje.  
Pierwszy raz Artur P. wspomniał o swoim koledze około 1996 roku. Opowiada związkowiec: - Przyszedł z tym do ówczesnego sekretarza generalnego PZPS Janusza Biesiady. Przekonywał, że Mirek to taki rzutki facet, że ma 11 firm, interesuje się siatkówką i piłką plażową. I mógłby sponsorować siatkarzy plażowych.

Ale wtedy nic z tego nie wyszło. Po raz kolejny objawił się za sprawą Artura P. w 2004 roku i wygrał wybory. Zwyciężył w aurze rzutkiego biznesmena, spoza środowiska, który wszystko poukłada i przyniesie pieniądze. Bo zanim został prezesem imał się wielu zajęć. Prowadzi interesy na Białorusi. Robił też krasnale ogrodowe na niemiecki rynek. Ale przed wszystkim jest pasjonatem muzyki country. Przez wiele lat był prezesem Agencji Artystyczno-Reklamowej Pro Country i organizował  Piknik Country w Mrągowie. W 2006 roku Pro Country Mrągowo przekształciło się w „Music Sport Promotions” i już bez Mirka P. zaczęło obsługiwać muzycznie …siatkarskie imprezy oraz związane z meczami parady siatkarzy.

Był wysoko postawionym funkcjonariuszem siatkarskiej federacji światowej z wielkimi wpływami, wiceprezesem ds. marketingu. Lubił błyszczeć, dobrze zarabiał. - Palenie cygar, koniaczek, różowe koszule, młoda żona, wszystko żeby być trendy – wspomina jego znajomy. Kto go namówił do tej łapówki?
   
Więcej można przeczytać w artykule Cezarego Bielakowskiego, który ukazał się w najnowszym wydaniu tygodnika "Wprost", dostępnego od niedzieli od godz. 20  w formie e-wydania.

Najnowszy "Wprost" jest także dostępny na Facebooku.

"Wprost" jest dostępny również w wersji do słuchania.

Tygodnik "Wprost" można zakupić także za pośrednictwem E-kiosku
Oraz na  AppleStore GooglePlay

Czytaj także

 0