Mandaty z wybojami

Mandaty z wybojami

Dodano:   /  Zmieniono: 8
(fot. Stanisław Kowalczuk/East News)
Policja się zawzięła i zabiera prawa jazdy jadącym zbyt szybko kierowcom. Pomysł w zasadzie słuszny. Tylko czy pasuje do polskich realiów? Dlaczego znowu zapomniano, że winę za wypadki ponoszą nie tylko kierowcy, ale przede wszystkim fatalny stan naszej infrastruktury?
Kierowcom, którzy w terenie zabudowanym jadą o 50 km/h za szybko, policja odbiera prawo jazdy na trzy miesiące, i to na poczekaniu. Nowe przepisy ruchu drogowego, które na to pozwalają, są stosowane od 18 maja. Pierwsze dokumenty uprawniające do jeżdżenia odebrano tego dnia już kilka minut po północy. Przez pierwszy tydzień obowiązywania nowych przepisów policja odebrała prawo jazdy 700 osobom. Funkcjonariusze są nieubłagani i nieczuli nawet na argumenty: „Mam rodzinę na utrzymaniu, a samochód jest mi niezbędny do pracy”.

Jeszcze bardziej drakońskie kary grożą m.in. w Szwajcarii. Tam za przekroczenie limitu 50 km/h w obszarze zabudowanym o 50 km sprawcy grozi kara pozbawienia wolności co najmniej jeden rok, utrata prawa jazdy na co najmniej dwa lata, grzywna w wysokości do 10 tys. franków oraz konfiskata pojazdu. Tego typu akcje zazwyczaj budzą gniew kierowców. Tym razem jednak chodzi o teren zabudowany, a sensowności zwalniania w takiej okolicy raczej nie kwestionują nawet ci, którzy uważają, że ograniczenia prędkości są ustalane na wyrost. Po drugie chodzi o znaczne przekroczenie limitów. Nowe przepisy i akcja policji są więc skierowane przeciwko osobom, które stanowią na drodze poważne zagrożenie dla innych, a nie przeciw spokojnym ludziom, jadącym odrobinę szybciej, niż pokazuje znak.

Jednak z badań Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego (KRBRD) wynika, że w 2014 r. limit prędkości o 50 km/ h przekraczano w 1 proc. przypadków (autostrady) i 0,02 proc. (drogi powiatowe). Najczęściej przekroczenia wynosiły 10 km/h (na autostradach w 23 proc. przypadków, na drogach ekspresowych w 25 proc. przypadków, a na drogach powiatowych w 8 proc. przypadków). W sumie kierowcy przekraczali dozwoloną prędkość w 57 proc. przypadków. Najczęściej na autostradach (50 proc.), najrzadziej na drogach powiatowych (14,7 proc.). Dane te mogą podważać sensowność impetu, z jakim policja przystąpiła do akcji.

Z drugiej strony, statystyki policyjne od lat potwierdzają, że najważniejszą przyczyną wypadków drogowych jest niedostosowanie prędkości do warunków jazdy. Z tego powodu w 2014 r. w 35 tys. wypadków zginęło ponad 3 tys. osób, a 10 tys. zostało rannych. Choć tu ważne zastrzeżenie.

Co to oznacza? Że choć Polacy wcale na drodze nie szarżują, giną w wypadkach z powodu prędkości. Sprzeczność? Tylko pozorna. Winę za wypadki w Polsce ponoszą nie tyle kierowcy, ile złe, niebezpieczne drogi, gdzie nawet niewielkie przekroczenie dopuszczalnej liczby kilometrów może oznaczać śmierć. Dowodzą tego inne dane z raportu KRBRD. Najwięcej na polskich drogach ginie pieszych, a kierowcy tracą życie głównie z powodu zderzenia czołowego i w bok samochodu. A takich zdarzeń nie ma, gdy jeździmy autostradami czy drogami ekspresowymi.

ZERO OFIAR

Wzorem do naśladowania dla wielu krajów jest pod względem bezpieczeństwa ruchu Szwecja, gdzie powstał głośny program „Wizja zero”, przyjęty przez tamtejszy parlament w 1997 r. „Zero” odnosi się do zakładanej liczby ofiar na drogach w 2050 r.

Szwedzkie prawo drogowe jest surowe i uważane za jedno z najbardziej restrykcyjnych w Europie. Za przekroczenie prędkości o 50 km/h można tam zapłacić nawet kilkanaście tysięcy euro grzywny. Wizja kary jest przy tym prawdopodobna, bo przy drogach stoją gęsto fotoradary. Za prowadzenie auta po pijanemu grozi wieloletnie więzienie. Jednak jednocześnie „Wizja zero” zakłada, że odpowiedzialność za bezpieczeństwo na drogach ponoszą nie tylko kierowcy, ale w równym stopniu władze i koncerny produkujące samochody. Podejście do bezpieczeństwa jest holistyczne, jak mówią żartobliwie specjaliści.

(...)

– W Szwecji otoczenie drogi jest bezpieczne i wybaczające – opowiada Piotr Chojnacki ze Stowarzyszenia Linia Życia, zrzeszającego producentów zabezpieczeń drogowych i działającego na rzecz poprawy bezpieczeństwa. – Jeśli kierowca popełni błąd, trafi na takie zabezpieczenie, które ochroni go przed skutkami tego błędu. Jeśli zjedzie z pasa ruchu, nie natrafi zaraz za nim na drzewa czy filary, w które uderzy z dużą prędkością.

Zamiast skrętów w lewo i przejść dla pieszych przez ruchliwe drogi buduje się zjazdy i kładki tak, by nie dochodziło do kolizji. Szwedzi od początku byli gotowi wydać na ten system dużo pieniędzy, jednak nakłady się opłaciły, bo teraz kraj ma jeden z najniższych wskaźników wypadków drogowych w Europie. W 2011 r. zginęło tam w wypadkach ok. 300 osób, a w Polsce 4,5 tys.

Więcej w najnowszym wydaniu tygodnika "Wprost", który dostępny jest w formie e-wydania na www.ewydanie.wprost.pl i w kioskach oraz salonach prasowych na terenie całego kraju.

"Wprost" jest dostępny również w wersji do słuchania.
Tygodnik "Wprost" można zakupić także za pośrednictwem E-kiosku
Oraz na  AppleStore GooglePlay

+
 8

Czytaj także