Arendarski dla "Wprost": Rzeczpospolita zakorkowana

Arendarski dla "Wprost": Rzeczpospolita zakorkowana

Andrzej Arendarski
Zbliża się lato, czas wakacyjnych podróży. W Polsce kojarzą się one nie tylko z wypoczynkiem, ale i z wielokilometrowymi korkami. W ubiegłym roku w rozwiązanie problemu zaangażował się sam premier Donald Tusk, czego efektem było otwarcie bramek na autostradach dla powracających z urlopów. I w tym roku drogowcy planują dzielnie stawić czoła wyzwaniom – słychać już zapowiedzi zwiększenia personelu w punktach poboru opłat autostradowych. Niedawno media obiegła informacja o inicjatywie GDDKiA, która na wypadek zatorów drogowych przygotowała dla kierowców butelki z wodą. To, że stały na słońcu i po kilku godzinach ciężko było ją pić, to tylko nieistotny szczegół.
A byliśmy już bardzo blisko sensownego rozwiązania tego problemu. Wicepremier Elżbieta Bieńkowska zapowiedziała w 2014 r., że Polska odchodzić będzie od systemu bramek na autostradach. Gotowy był projekt uruchomienia systemu elektronicznego poboru opłat, dużo bardziej wydajnego i wygodnego dla kierowców. Rząd po odejściu wicepremier Bieńkowskiej projekt zablokował, a problem zatorów na autostradowych bramkach wciąż rozwiązywany jest doraźnie na zasadzie łatania dziur w przeciekającym w coraz to nowych miejscach dachu. Koszt zaniechań to nie tylko zdenerwowanie kierowców. Z wyliczeń Audytela opublikowanych w ubiegłym roku wynika, że jeśli Polska nie zrezygnuje z manualnego poboru opłat, to tylko w latach 2016-2025 zostanie wygenerowanych 13,8 mld zł dodatkowych kosztów. To proste – stanie w korkach nikomu się nie opłaca.

Rząd się wali, to nie czas na pisanie o korkach na autostradach – może ktoś zarzucić. Patrząc jednak na gwałtowne
przedwyborcze ruchy, uchwalane w ekspresowym tempie ustawy, radykalne decyzje dotyczące funkcjonowania państwa podejmowane z godziny na godzinę, trudno hamować irytację, mając świadomość, że ciągnące się latami problemy nie mogą doczekać się rozwiązania.

Sprawa zatorów na autostradach i odejścia od anachronicznych bramek i szlabanów to tylko przykład. Wspierające
przedsiębiorczość zmiany w ordynacji podatkowej, deregulacja gospodarki, uporządkowanie bałaganu w prawie gospodarczym – to postulaty, które od lat stoją w legislacyjnym korku. Było naiwnością oczekiwać, że w okresie przedwyborczym troska o dobrą kondycję gospodarki czy finansów publicznych stanie się politycznym priorytetem.

W efekcie przedsiębiorcy, którzy czekają na progospodarcze zmiany, wciąż czują się w naszym kraju jak kierowcy, którzy na pytanie o to, jak mają poradzić sobie z wielokilometrowymi zatorami na autostradach, słyszą radę: „nie lubisz stać w korkach, podróżuj nocą”.

Autor jest prezesem Krajowej Izby Gospodarczej

Czytaj także

Czytaj także