Bielakowski odpowiada. "Do MON pod rozwagę"

Bielakowski odpowiada. "Do MON pod rozwagę"

Dodano:   /  Zmieniono: 16
Cezary Bielakowski (fot. Jakub Czermiński)
Z zainteresowaniem przeczytaliśmy umieszczoną w internecie odpowiedź Ministerstwa Obrony Narodowej na nasz tekst "Kto uziemił śmigłowce". To dobrze, że resort wreszcie poważnie potraktował opisany przez "Wprost" temat przetargu na śmigłowce dla wojska. W zeszłym tygodniu, przed publikacją, na kilka szczegółowych pytań, które zadaliśmy resort w ogóle nie odpowiedział, albo zrobił to bardzo lakonicznie.
W kwestii wymagań formalnych, jakie musi spełniać śmigłowiec, by służyć w polskiej armii, MON pisał: "Wymagania na śmigłowce wielozadaniowe są dokumentem niejawnym". Minęło kilka dni i okazało się, że chyba jest inaczej. MON znacznie szerzej opisał interesujące nas kwestie. Coś się zmieniło w tym czasie?

W kilku miejscach odpowiedzi resortu nie mają jednak związku z przytaczanymi fragmentami artykuły. Jak choćby ten:
 
MON cytuje:"Od tego czasu minęły już cztery miesiące (od 21 kwietnia – przyp. red), a kontraktu jak nie było, tak nie ma. Wciąż nie rozpoczęły się negocjacje offsetowe, które normalnie powinny zająć co najmniej cztery miesiące. Oczywiście można rzutem na taśmę podpisać kontrakt, ale szanse na to są nikłe".

I odpowiada: "Decyzja o przejściu do fazy testów została ogłoszona w dniu 21 kwietnia 2015 roku, a testy weryfikacyjne śmigłowca EC-725 Caracal zostały zakończone w dniu 27 maja br. W tej chwili trwają negocjacje zapisów umowy. Ministerstwo Obrony Narodowej od początku podkreślało, że umowa offsetowa i umowa końcowa będą przedmiotem negocjacji, zaznaczając jednocześnie, że termin ich zawarcia jest uzależniony jedynie od przebiegu negocjacji".

Poza tym oświadczenie MON nadal nie rozwiewa najpoważniejszych wątpliwości i nie odnosi się do meritum tekstu.

Jednym z wymogów formalnych przetargu było, żeby śmigłowiec posiadał tzw. składaną belkę ogonową. Napisaliśmy, że wybrana do testów francuska maszyna tego wymogu nie spełnia. Co odpowiedział MON? Że szczegółowa weryfikacja wymagań technicznych zostanie przeprowadzona dopiero podczas odbioru śmigłowca. Bo tak przewiduje procedura. MON pisze: "(…)komisja na podstawie deklaracji zawartych w ofertach wszystkich wykonawców dokonała ich oceny i stwierdziła, że konsorcjum EC 725 CARACAL Polska spełnia wszystkie wymagania zamawiającego".

Czy to oznacza, że tak jakby kupujemy kota w worku? Co to znaczy deklaracja? Czy to wiążący dokument, że konkretny śmigłowiec oferowany dla polskiej armii posiada dziś składaną belkę, czy nie? Jeżeli nie, jeżeli oferent nie przedstawił certyfikatu, że jego maszyna posiada wersję ze składana belka ogonową, to czy śmigłowiec spełnia warunki przetargu? Według nas w tym punkcie nie spełnia.

MON polemizuje w oświadczeniu także z innym fragmentem tekstu: "Pierwsze pytanie, jakie nam się nasunęło, to dlaczego dwie firmy odrzucone z przetargu nie zostały poinformowane o zmianie oferty – zarówno dotyczącej kwoty przetargu, jak i liczby śmigłowców? To pytanie pozostaje bez odpowiedzi. Podobnie jak to dotyczące ostatecznej ceny kontraktu".

Ministerstwo tłumaczy: "W warunkach postępowania zostało zapisane – jako uprawnienie zamawiającego – że w przypadku, gdy kwota najkorzystniejszej oferty będzie przekraczać środki, którymi zamawiający dysponuje, to zamawiający ma uprawnienie do zredukowania liczby pozyskiwanego sprzętu. Z tego uprawnienia Ministerstwo skorzystało. Wszyscy wykonawcy zostali powiadomieni o możliwości redukcji wymaganej pierwotnie liczby śmigłowców w zaproszeniu do składania ofert".

W innym miejscu MON pisze: "Liczba pozyskanych śmigłowców została ustalona w dniu 21 kwietnia 2015 r. na 50 sztuk i nie będzie ulegać żadnym zmianom".

Zapytanie ofertowe przewidywało redukcję liczby śmigłowców. Nie napisaliśmy, że było inaczej. Pytaliśmy, czy konkurenci Airbusa zostali powiadomieni o wprowadzeniu takiej zmiany przez MON. Według naszych informacji, ani AgustaWestland, ani konsorcjum z Sikorsky nie otrzymało takiej informacji, ani informacji,  jaki ma to wpływ na wartość zamówienia.

Inną kwestia jest jak wybrany śmigłowiec był testowany. Decyzja o przejściu do fazy testów została ogłoszona 21 kwietnia. Testy zakończono 27 maja. Mniej więcej trwało to miesiąc. Według ekspertów, z którymi rozmawialiśmy to był bardzo krótki i szybki test.  "Podczas sprawdzeń weryfikacyjnych sprawdzono 34 krytyczne parametry śmigłowca, które Caracal potwierdził z wynikiem pozytywnym” – pisze MON. Tylko 34?  Tak – bo reszta warunków postępowania, czyli wszystkie parametry, zostanie dopiero zweryfikowana "podczas testów zdawczo-odbiorczych". Jest to standardowa procedura – zapewnia MON.

Oddzielny problem, to dementi MON, że były szef  Inspektoratu Uzbrojenia nie był – jak napisaliśmy – przewodniczącym komisji przetargowej. Nie był – bijemy się w pierś.

Nie pełnił tej funkcji formalnie, ale to on powoływał komisje, która weryfikowała oferty. To on był twarzą tej komisji, i to on negocjował wiele ważnych kwestii na przykład z przedstawicielami związków zawodowych. Napisaliśmy też, że 1 lipca gen Sławomir Szczepaniak został wręcz  zdymisjonowany ze stanowiska szefa inspektoratu, który nadzorował jeden z najważniejszych dla armii przetargów na kwotę ok. 13 mld złotych.

I tu MON doprecyzował, nie został ani zdymisjonowany, ani odwołany, tylko został wyznaczony : "Generał  Szczepaniak został wyznaczony na stanowisko radcy koordynatora w pionie sekretarza stanu w MON i nie miało to związku z postępowaniem".

Oświadczenie MON nie załatwia problemu z przetargiem na śmigłowiec. Mówią o tym od dawna i otwarcie posłowie, eksperci, przedstawiciele związków zawodowych związanych z lotnictwem i w końcu przedstawiciele firm, które odpadły z konkurencji. Wątpliwości może rozwiać tylko zamknięte posiedzenie komisji obrony narodowej, która zobligowana jest do nadzoru poczynań ministerstwa. Z udziałem przedstawicieli firm, które stanęły do przetargu. Warunkiem sine qua non jest pełna otwartość i nie zasłanianie się przez urzędników MON tajemnicą dokumentacji. 

"Kto uziemił śmigłowce"

O sprawie przetargu na śmigłowce dla polskiej armii piszemy w najnowszym numerze "Wprost". Więcej na ten temat dowiesz się z z tekstu "Kto uziemił śmigłowce". Głos w sprawie zabrał też autor artykułu Cezary Bielakowski: "Dlaczego MON reaguje tak nerwowo".  Do publikacji "Wprost" odniósł się także poseł PiS Michał Jach.

We wtorek przedsiębiorcy i związkowcy opublikowali apel do prezydenta Andrzeja Dudy o ponowne przeanalizowanie przetargu na śmigłowce dla polskiej armii.
 16
  • Piotr Kraczkowski   IP
    Wprost świadomie wprowadza czytelników w błąd, bo skłamało bezczelnie, że H225M nie ma składanej belki ogonowej, choć to prosta sprawa i oczywiście H225M ma składaną belkę ogonową. Tak samo pozostałe zarzuty Wprost są po prostu śmiesznym szuakaniem dziury w całym. H225M jest błogosławieństwem dla polskiej armii nie tylko dlatego, że choć jest helikopterem najnowszej generacji, to cechuje go niebywała niezawodność i bezpieczeństwo lotu, ponieważ jego rozwiązania mechaniczne (przekładnie, układ smarowania, sensory w skrzynce biegów itp.) zostały przejęte z testowanych w 37-siedmiu armiach świata oraz w przemyśle naftowym helikopterów Puma i Super Puma/Coguar (ukryte usterki wyeliminowano po wypadkach). Nowa generacja H225 polega min. na tym, że H225M ma jako pierwszy helikopter świata autopilota specjalnie skonstruowanego dla H225M, a nie przeniesionego z jakiegoś samolotu (jak w pozostałych helikopterach).
    ___Skąd we Wprost tyle nienawiści do Polski, do polskiego wojska i do polskości? Przecież tak nparawdę to jest tylko H225M, a potem długo nic, potem NH-90, a dopiero potem Black Hawk i AW 149. Powinniśmy zapamiętać Wprost tą zdradę i przypomnieć gdyby jednak doszło do wyboru Black Hawka lub AW149 i do nieuchronnych wówczas katastrof, których śmiertelny potencjał w czasach pokoju szacuję na ok. 100 ludzi. Wprawdzie Black Hawk jest pod względem mechaniki równie sprawdzony, co H225M, ale aby przewieźć żołnierzy H225M potrzeba dwóch Black Hawków, a zatem aby dostarczyć na pole bitwy tą samą ilość żołnierzy polskie wojsko musiałoby płacić miesięcznie podwójnej ilości pilotów i obsługi naziemnej, co wymusi za niskie płace i spowoduje dużą roatcję pilotów i mechaników - będą odchodzić do wyższych płac lotnictwa cywilnego. Także 2 razy części zamienne. Rotacja wymusi gigantyczne koszty szkoleń wciąż nowych pilotów i mechaników oraz wypadki helikopterów. AW149 jest zupełnie nowy, czyli Wprost chce go testować życiem żołnierzy. Polecam YouTube helicopter crash. Skandal!
    • Anonymouse Hazard   IP
      A wystarczyło napisać, że się Pan redaktor pomylił, że przeprasza. No ale jak to we Wprost, brak honoru i idziemy w zaparte, mimo wypunktowania kłamstw i oszczerstw.
      • slusaro2   IP
        Pan Bielakowski chyba czytać nie potrafi. W tekscie MON jak byk pisze:

        "W szczególności, wykonawca zadeklarował w ofercie, że dostarczy śmigłowiec wraz ze składaną belką ogonową, powyższe potwierdził także publicznie prezes Airbusa na posiedzeniu komisji sejmowej"
        • Zainteresowany   IP
          Jeżeli naprawdę chcą Państwo tak skrzętnie patrzeć na ręce MON to proszę lepiej zainteresować się "przetargiem" na tarczę antyrakietową, bojowy wóz piechoty, a także kwestiami modernizacji Leopardów 2A4 do standardu 2APL, specyfikacją nowych hełmów dla spadochroniarzy lub ogólnym bałaganem panującym zarówno w MON jak Siłach Zbrojnych RP, który przejawia się na wielu płaszczyznach od idiotycznych zapisów w wymaganiach przetargowych po niekonsekwencję w nazewnictwie broni.
          Jeżeli chodzi o sam przetarg na śmigłowce sprawa wydaje się dość jednoznaczna niezależnie od sympatii lub antypatii do konstrukcji Agusty Westland lub Sikorskiego po prostu nie spełniały one podstawowych wymagań a AW 149 nie uzyskał wręcz wszystkich niezbędnych certyfikatów.
          Temat uzbrojenia dla wojska polskiego to temat rzeka i do tego kontrowersyjny ale zanim zaczniemy kogoś obrażać w komentarzach to najpierw powinniśmy przynajmniej pobieżnie zapoznać się z tematem a nie pisać co ślina na język przyniesie. Pozdrawiam
          • Mirek   IP
            Z tymi caracalami jest przekręt . Tu nie trzeba być ekspertem aby stwierdzić że złodziejstwo wyziera z każdego stwierdzenia monowskich złodziei . Prawdopodobnie chodzi o to aby kilku generałów zostało milionerami . Na takim przekręcie ten jeden miliard można ukręcić .

            Czytaj także