Czego chcą i dlaczego nie spoczną, dopóki żyją

Czego chcą i dlaczego nie spoczną, dopóki żyją

Dodano:   /  Zmieniono: 24
Dżihadyści z tzw. Państwa Islamskiego (FOT. ABACA/NEWSPIX.PL) / Źródło: Newspix.pl
Przywódcy ISIS, czyli Daeszu, mają wielki plan. Jego uwieńczeniem będzie zbudowanie obejmującego cały świat islamskiego kalifatu.

Pierwsze propagandowe zwycięstwo terroryści odnoszą za każdym razem, kiedy mówimy o nich Państwo Islamskie. Arabowie używają określenia Daesz. To akronim arabskiej nazwy organizacji, ale w oryginale brzmiący nieco pogardliwie. Na tyle, że na kontrolowanych przez islamistów terytoriach za używanie słowa Daesz można się narazić na śmierć. Z drugiej strony nazwa ta coraz częściej pojawia się w publikacjach zachodnich – właśnie po to, by demitologizować państwo, którego tak naprawdę nie ma.

(...)

Powrócić do korzeni

Dla ISIS celem minimum jest podporządkowanie sobie jak największej części Bliskiego Wschodu. Stąd wrogami są państwa arabskie. Izrael zszedł na dalszy plan – na to przyjdzie czas, gdy zapanuje już nowy kalifat. Bo przywódcy ISIS odbudowę kalifatu traktują literalnie, tak samo jak literalnie przyjmują wszystkie zapisy i nauki Koranu. Są salafitami, czyli zwolennikami powrotu do pierwotnej postaci islamu, a więc także do „czystej” postaci państwa, w którym władza religijna i świecka jest jednością. I to nie do „ułomnego” ostatniego kalifatu, za jaki aż do upadku imperium osmańskiego uważała się Turcja. Nowy kalifat ma być kontynuacją tego, w którym w VII w. rządzili spadkobiercy Mahometa z plemienia Kurajszytów. Z przemówień samozwańczego kalifa Abu Bakra al-Baghdadiego znika Osama bin Laden i inni przywódcy Al-Kaidy. Ta organizacja okazała się zbyt miękka. Terror stosowała jako formę zastraszenia, ale bez pomysłu na zbudowanie trwalszej struktury. ISIS ma taki pomysł w postaci połączenia średniowiecznej ideologii z organizmem zdolnego do funkcjonowania i ekspansji państwa. I nie zamierzają się dzielić monopolem na prawdę objawioną.

Zbudować państwo

Na kontrolowanych przez siebie terenach ISIS stanowi prawo, ustanawia administrację, wydaje dokumenty, egzekwuje ściąganie podatków. Państwo zdobywa pieniądze także w inny sposób – z datków od zagranicznych sponsorów i z handlu ropą wydobywaną na zajętych polach naftowych. Okazuje się przy tym, że w splocie dziwnych bliskowschodnich układów surowiec kupują nawet walczący z ISIS Kurdowie albo reżim syryjski.

Lokalne władze wypłacają pensje urzędnikom i pracownikom publicznym, organizują policję i edukację. Istotnym atrybutem władzy jest koraniczne sądownictwo, które ma demonstrować zdecydowanie nowej władzy w walce z występkiem. W Ar-Rakce co piątek odbywają się publiczne egzekucje, które tak jak w średniowieczu mają odgrywać rolę wychowawczą. Tak samo funkcjonuje prześladowanie, oddawanie w niewolę albo mordowanie niewiernych chrześcijan i jazydów. Duża część mieszkańców akceptuje ten okrutny porządek, bo w ich oczach jest on lepszy niż wcześniejszy chaos i prześladowania ze strony szyitów i alawitów stanowiących podporę reżimu w Syrii. W paradoksalny sposób nawet zachodnie i rosyjskie naloty cementują ludność wokół przywódców, jasne staje się bowiem, że niewierni chcą zniszczyć zalążek prawdziwego państwa muzułmanów.

Cały tekst w najnowszym wydaniu tygodnika "Wprost”, który trafił do kiosków w poniedziałek, 23 listopada 2015 r. E-wydanie tygodnika dostępne jest od niedzieli 22 listopada od godz. 20:00. "Wprost" można zakupić także  w wersji do słuchania oraz na  AppleStore GooglePlay.

 24

Czytaj także