Milicja z dawnego Dzikiego Zachodu. Grupy separatystów znów rosną w siłę

Milicja z dawnego Dzikiego Zachodu. Grupy separatystów znów rosną w siłę

Dodano:   /  Zmieniono: 13
(fot. Joe Raedle/Getty Images)
Trwający przez miesiąc protest w stanie Oregon przypomniał Ameryce o prawicowych milicjach – przeciwstawiających się rządowi federalnemu ugrupowaniach paramilitarnych.

Styczniowy protest członków organizacji paramilitarnych z Oregonu i próby spacyfikowania go podejmowane przez miejscową policję oraz służby federalne podzieliły nie tylko mieszkańców tego stanu, ale odbiły się szerokim echem w całej Ameryce. W małym Burns protestowali zarówno zwolennicy szybkiego zakończenia protestu, jak i osoby przyznające rację członkom prawicowych milicji okupującym federalny budynek i popierającym walki miejscowych farmerów z omnipotencją władzy. Czyli złego rządu w dalekim Waszyngtonie, który w prowincjonalnej Ameryce nie jest lubiany. Chyba z wzajemnością, bo władze federalne bezwzględnie tępią wszelkie próby oporu. Lider zakończonego już protestu, Ammon Bundy, jego brat Ryan i ojciec Clive, zostali oskarżeni o 16 poważnych przestępstw federalnych, w tym napad z bronią w ręku na urzędników państwowych. Cała trójka ma zresztą na swoim koncie całą serię starć z władzą, zgodnie z najlepszymi tradycjami milicji z dawnego Dzikiego Zachodu.

W obronie broni

Nieco zapomniane na początku XXI w. i wyraźnie osłabione grupy separatystów, nie uznających władz w Waszyngtonie ostatnio znów rosną w siłę. Jeszcze w 2009 r. Daryl Johnson, wówczas analityk Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego, ostrzegał, że kryzys gospodarczy i wybór pierwszego czarnoskórego prezydenta przyczyni się do wzrostu poparcia dla ekstremalnych grup prawicowych. Wyciek tego dokumentu wywołał oburzenie i Johnson musiał opuścić administrację. Jego analizy okazały się jednak trafne – w ubiegłym roku liczba paramilitarnych milicji zwiększyła się o 37 proc. Renesans milicji rzeczywiście zaczął się po ogłoszeniu przez Baracka Obamę kandydatury na urząd prezydencki. Pomijając aspekt rasowy, prawica uznała, że demokratyczny prezydent może próbować ograniczyć Amerykanom dostęp do broni. Lawina ruszyła po wygranych przez Obamę wyborach i w 2010 r. na terenie USA działało już ponad 300 prawicowych ugrupowań militarnych liczących od kilku do kilkuset osób.

Tekst ukazał się w najnowszym numerze tygodnika "Wprost”, który trafił do kiosków w poniedziałek, 22 lutego 2016 r. "Wprost" można zakupić także  w wersji do słuchania oraz na  AppleStore GooglePlay.

 13

Czytaj także