Kilkadziesiąt osób wciąż koczuje w okolicach Usnarza Górnego na granicy polsko-białoruskiej. Przejście do Polski uniemożliwiają im m.in. strażnicy graniczni oraz wojsko, a policja dodatkowo odgradza teren od mediów oraz wolontariuszy z organizacji pozarządowych.
Głos w sprawie uchodźców zabrała tymczasem gmina tatarska, której przedstawiciel Bronisław Talkowski pojawił się na granicy i rozmawiał z dziennikarzami. Przewodniczący Muzułmańskiej Gminy Wyznaniowej w Kruszynianach sytuację określił mianem „zero-jedynkowej”. – Koczującym należy natychmiast pomóc, o ile nie chcemy, by doszło do tragedii – mówił.
– Po to tu jestem, by wyrazić swój głos poparcia dla tych, którzy działają w imieniu tych ludzi, żeby ich tutaj w cywilizowany sposób sprowadzić do Polski. Oczywiście zweryfikować ich status, ich pochodzenie, ich możliwości, natomiast dzisiaj trzeba tym ludziom pomóc, bo wiemy, że tam się dzieje tragedia. Oni są w tej chwili w nieludzkich warunkach, temperatura w nocy była około 6 stopni. To normalnie nie da się żyć, jeszcze parę dni i będziemy mieli tragedię. Jeszcze na tym wszyscy bardziej stracimy, a przede wszystkim ci ludzie – tłumaczył.
Czytaj też:
Europosłanka PiS o sytuacji na granicy: Z komunikatów rządu nie wynika, by ktoś był chory czy głodny