Uratował dziecko z rąk zabójcy. Bohaterski wyczyn w Sosnowcu

Uratował dziecko z rąk zabójcy. Bohaterski wyczyn w Sosnowcu

33-Letni Zabójca Zatrzymany Przez Policję
33-Letni Zabójca Zatrzymany Przez Policję Źródło: Policja
Mężczyzna z Sosnowca uratował dwuletnie dziecko z rąk zabójcy, ryzykując własne życie. Słysząc krzyki o pomoc, 29-latek wszedł przez balkon do mieszkania sąsiadów, gdzie natrafił na przerażającą scenę.

Dramatyczne wydarzenia rozegrały się 26 lutego w Sosnowcu. Michał Komorowski, mieszkaniec jednego z bloków przy ul. Wspólnej, usłyszał wołanie o pomoc swojej sąsiadki oraz płacz dziecka. Pomimo wielokrotnych prób wezwania policji, służby nie przyjeżdżały. Wówczas pan Michał podjął decyzję, by samodzielnie interweniować.

Sosnowiec. Bohaterska interwencja. Uratował dziecko z rąk zabójcy

– Kobieta na balkonie jest z małym dzieckiem i krzyczy: pomocy! Ubrałem się i zszedłem na dół. Była tam moja narzeczona i prawdopodobnie babcia dziecka. Narzeczona chyba ze cztery czy pięć razy dzwoniła na policję, na straż – opowiedział mężczyzna w rozmowie z dziennikarzami programu „Interwencja” Polsat News. – Czekaliśmy, dość długo – pół godziny, czterdzieści minut. To dziecko dalej tam płakało i to mnie skłoniło, żeby tam wejść – relacjonuje pan Michał. — Nie bałem się, sam jestem ojcem trójki dzieci. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że tam doszło do morderstwa. Myśleliśmy, że może matka zasłabła, a dzieciątko przeraźliwie płacze z tego powodu — opowiada w rozmowie z „Faktem” pan Michał.

Mieszkanie znajdowało się na trzecim piętrze. Przez balkon sąsiada mężczyzna przedostał się do mieszkania, gdzie stanął twarzą w twarz z mężczyzną, który okazał się zabójcą. W przedpokoju leżała kobieta w kałuży krwi. – Z drugiego pokoju wyskoczył do mnie ten pan z rozwalonym łukiem brwiowym i mówił: „To nie moja wina, to nie ja zacząłem”. Podniosłem ręce do góry, bo się wystraszyłem. Miał powiększone źrenice, jak na mnie patrzył i był roztrzęsiony, drgał cały – opowiedział pan Michał w „Interwencji”.

Mateusz S. zabił swoją żonę Paulinę na oczach ich niespełna dwuletniego synka. Mimo napiętej sytuacji pan Michał zachował zimną krew i zdołał przekonać napastnika do przekazania mu synka. – Powiedziałem do niego: „chodź do mnie chłopczyku”, malec od razu do mnie przylgnął. Można sobie tylko wyobrazić, w jakiej traumie było to maleństwo – relacjonował pan Michał w rozmowie z „Faktem”.

Jednak morderca nie chciał mu pozwolić wyjść przez drzwi, żeby nie wpuścić do środka innych ludzi. Zgodził się, żeby pan Michał wyszedł przez balkon i sam przekazał mu w ten sposób dziecko.

Zabójca uciekł z miejsca zbrodni

Sprawca uciekł z miejsca zdarzenia, skacząc z balkonu na dach pobliskiego sklepu, ale został zatrzymany kilka kilometrów dalej na przystanku tramwajowym. Sekcja zwłok wykazała, że 33-letniej Paulinie S. zadano kilkanaście ciosów ostrym narzędziem w obrębie potylicy, karku, szyi i klatki piersiowej. Sprawca jest informatykiem, nie był wcześniej notowany, a w mieszkaniu nie było wcześniej żadnych interwencji.

W rozmowie z „Faktem” rzecznik policji w Sosnowcu Katarzyna Cypel-Dąbrowska, przyznała, że sąsiad, który uratował dziecko, jest bohaterem. — Adrenalina działa, sam jestem ojcem, nie mogłem stać bezczynnie, gdy słyszałem ten płacz za ścianą. Teraz jak na to patrzę, to wiem, że wiele ryzykowałem, ale na szczęście mnie i temu chłopczykowi nic się nie stało. Żal tylko tej kobiety — powiedział pan Michał „Faktowi”.

Jak poinformowała prokuratura, Mateusz S. usłyszał zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem i grozi mu kara od 10 lat więzienia do dożywocia. – Odmówił składania wyjaśnień i stwierdził, że nie pamięta zdarzenia – przekazał Damian Kabała z Prokuratury Rejonowej Sosnowiec-Południe. – Sprawca najprawdopodobniej leczył się w przeszłości psychiatrycznie – dodał prok. Kabała.

Czytaj też:
Zwłoki w Wiśle. Tożsamość osoby zmarłej „pozostaje nieznana”
Czytaj też:
Tragedia we Franciszkowie. Nie żyje 1,5-roczne dziecko

Źródło: Polsat News / Fakt